Testy > RA 3000 Profile
31-12-2018 (MIT 1/ 2019 )

TEST - Prolights RA 3000 Profile

Miniony rok był dla koncernu Music & Lights dosyć szczególny. Myślę tu o pewnym wydarzeniu, do którego odnosiliśmy się już na łamach MiT. Chodzi tu oczywiście o otwarcie nowej siedziby firmy, które było naprawdę bardzo spektakularne, a uczestniczyło w nim ponad osiemset osób. Właściwie można powiedzieć, że w nowych progach M&L gościła cała światowa śmietanka ludzi, którzy mają coś do powiedzenia w branży. To również okres, w którym M&L przygotował stosunkowo dużo premier swoich produktów. Na targach w Frankfurcie mogliśmy podziwiać kilka nowości, ale dla mnie osobiście najbardziej wyczekiwanym urządzeniem była głowica, która jest bohaterem niniejszego testu.

 

Czy urządzenie Ra 3000 Profile okaże się godne swojej „boskiej” nazwy? Jeden szczegół już za tym przemawia. Jak to bywa z nowościami, nasza Redakcja musiała pokornie czekać w kolejce na moment, kiedy to tak rozchwytywane urządzenie będzie dostarczone w odpowiednich ilościach do polskiego dystrybutora, abyśmy mogli otrzymać przynajmniej jeden egzemplarz do testów. Niestety, mimo kilku miesięcy wyczekiwania nadal było to niemożliwe. Głowica okazała się na tyle popularna, że sprzedaje się na pniu. Zatem skoro „nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet musiał przyjść do góry”. W tej sytuacji należało odbyć podróż z redakcji do siedziby Show Design, mieszczącej się na południowym zachodzie Polski. Zatem wyjątkowo zamiast mojej rodzimej sceny i studia, niniejszy test przeprowadziłem w gościnnych progach siedziby wspomnianego już polskiego dystrybutora tego urządzenia. Tu udało się zatrzymać na chwilę jeden testowy egzemplarz.

 

Potężne źródło i szczegóły konstrukcyjne

Ciekawiło mnie, czy Ra okaże się głowicą dopieszczoną pod kątem realnej eksploatacji. Zatem od początku. Z zewnątrz da się zauważyć pewien szczegół. Prócz głównych uchwytów transportowych w podstawie głowicy istnieje opcja przykręcenia dodatkowych uchwytów na szczycie ramion z optyką. To działanie przemyślane pod kątem przenoszenia urządzenia. Co do wnętrza, pomyślano o bezpieczeństwie delikatnych mechanizmów. Do czego zmierzam? Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie nagle zabraknie zasilania. Ruchoma optyka fokus zoom, a także mechanizm pryzmy oraz filtrów frost stają się bezwładne. Mogłoby to okazać się szczególnie niebezpiecznie w pozycji pionowej, gdzie po utracie zasilania oba zespoły optyczne (focus i zoom) „opadają” bezwładnie, ze sporym impetem. Otóż w Ra po prostu się to nie zdarzy. Każdy z wspomnianych mechanizmów ma wbudowany swoisty hamulec. Wspomniane mechanizmy, co prawda, przesuną się, ale w kontrolowany sposób – wyhamują, a co za tym idzie, nie ma ryzyka uszkodzenia urządzenia w taki sposób. Do tego zadania należało zmienić nieco konstrukcję. Zamiast klasycznych suwnic dla elementów optycznych zastosowano koła zębate. Od razu przypomina mi się sytuacja, gdzie przy innych urządzeniach zachodzi czasem potrzeba smarowania suwnic. Tu jedną zmianą konstrukcyjną załatwiono dwie ważne sprawy: brak konieczności wspomnianego smarowania oraz łatwiejszy sposób wyhamowania optyki przy braku zasilania. Tym bardziej, że jest co chronić. Konstrukcja, licząc również wnętrze obiektywu fokus, zawiera łącznie aż osiemnaście soczewek. Są to oczywiście elementy optyki, które zostały umieszczone też w statyczny sposób. Mam tu na myśli np. dodatkową soczewkę zabudowaną przed mechanizmami gobo oraz tarczą animacyjną, jak i kolejną zaraz za wspomnianymi elementami. Ma to zdecydowanie wpływ na jakość generowanego strumienia, ale do tego odniosę się później, porównując pomiary w różnych standardach.

Wspomniane w podtytule potężne źródło, jak to bywa w takich urządzeniach, musi być odpowiednio chłodzone. Przypomnijmy tylko, że ledowy czip ma moc 1000 W. Dzięki temu wartość strumienia świetlnego wynosi aż 25 000 lumenów. Pomiar wykonany z odległości 5 m wskazuje na wartość 83500 luksów – to przy 6°, a przy zoomie wynoszącym 50° wynosi 1830 luksów. Jak zatem rozwiązano układ chłodzenia? Cyrkulacja wewnątrz urządzenia jest dość zmyślna. Wentylatorów odpowiedzialnych za ruch powietrza jest dość sporo. Zimne powietrze jest wsysane w przedniej części boków obudowy optyki, a także z góry i z dołu. Za kierunek wyrzutu odpowiadają cztery wewnętrzne silniki SUNSON. Wyrzut gorącego powietrza odbywa w tylnej części obudowy. Bezpośrednio nad i pod źródłem światła na radiatorze umieszczono dwuwatowe, spore wentylatory tej samej firmy. Oczywiście sam radiator jest chłodzony cieczą i zajmuje prawie jedną czwartą części z optyką. Pomimo skutecznego chłodzenia samego źródła światła nie udało się jednak wymusić na tyle dużej cyrkulacji, aby ochronić np. paski napędowe przed nadmierną temperaturą. Do tego celu konstruktorzy zdecydowali się zastosować jeszcze jeden mniejszy wentylator z ślimakową obudową. Ten ostatni element kieruje strumień powietrza wprost na ruchome elementy animacyjne.

Nasuwa się pytanie: czy spora liczba wentylatorów wpływa na głośność urządzenia? Na szczęście hybrydowe układy (w tym radiator z rurkami wypełnionymi cieczą) i możliwość pracy wentylatorów z minimalnymi obrotami powodują, że w odpowiednim trybie pracy zdefiniowanym w menu jest to naprawdę cicha oprawa.

Co jeszcze widać gołym okiem? Choć wzory gobo są standardowych rozmiarów, to koła zębate, które je napędzają, mają dość sporą średnicę. Zatem nie tylko rozdzielczość w sensie liczby bitów będzie wpływać na precyzje szczególnie wolniejszego ruchu. Będzie tu istotna również wspomniana średnica kół zębatych. Na uwagę zasługuje też mechanizm noży. Generalnie wspomniane przysłony przypominają rozwiązanie znane np. z Lumy. Warto jednak zwrócić uwagę, jak dokładnie działa możliwość zmiany kąta całego zespołu. Tutaj koło zębate umieszczone jest w sposób stały (nie jest obrotowe), a ruch mechanizmu jest możliwy dzięki niewielkiej rolce i odpowiednio napiętemu paskowi klinowemu. Cały mechanizm podlega rotacji w zakresie do 45°, a same noże można nachylać maksymalnie do kąta 35°.

 

Jak kreowana jest wiązka?

Po uruchomieniu zespołu LED-ów moja pierwsza reakcja była dość prosta. Mogę ją określić trzema literami: wow! Naprawdę niewiele głowic zrobiło ostatnio na mnie tak piorunujące wrażenie. Myślę, że i sam producent jest naprawdę dumny z tej głowicy. Dzięki uprzejmości firmy Show Design mogliśmy na miejscu potwierdzić również wysoki współczynnik CRI. Rzeczywiście pomiar wykonany w warunkach showroomu wyniósł 93. Należałoby podkreślić, że jest szereg głowic na rynku, gdzie „wyciskanie” lepszego współczynnika CRI polega na filtrowaniu szczytowych wartości w widmie, szczególnie długości fal odpowiadających za kolor niebieski. Tym samym wyrównuje się poziom całego widma na tyle, aby charakterystyka szczytowych wartości była bardziej równa. To zaś rzeczywiście powoduje wzrost CRI. W Ra 3000 taka sztuczka nie jest potrzebna. To natywna wartość źródła światła.

Co do głosów, które pojawiły się w stosunku do tej głowicy, a które czytałem, przygotowując się do testu, zaintrygował mnie temat natywnej temperatury barwowej urządzenia. Źródło światła ma temperaturę barwową ni mniej, ni więcej tylko 6000 K. Głosy, o których wspomniałem, koncentrują się wokół pytania: dlaczego nie 6500? To pytanie należałoby skierować bezpośrednio do producenta. Nie ma natomiast żadnego problemu, żeby płynnie regulować temperaturę barwową, obniżając wartość w kelwinach. Zestaw mechanicznych filtrów CTO działa bez zarzutów w zakresie do 3000 K, jeśli mówimy o minimalnej wartości. Wracając do jakości źródła – to „wow”, o którym pisałem, ma swoje potwierdzenie w pomiarach. Producent podaje wartości również dla nowszych standardów od CRI, które – jak wiadomo – nie zawsze jest do końca wiarygodne dla źródeł światła LED. I tak wyniki dla innych pomiarów wyglądają następująco: TLCI: 92; TM30-15RF:88; TM30RG:99. Co z kolorami? Mechanicznie nie ma tu niespodzianek, ale jedno należy bardzo podkreślić. Jest kilka głowic w tym przedziale cenowym, gdzie jasność kreowanej wiązki robi wrażenie, dopóki nie użyjemy koloru. Wtedy efekt „wow” znika. Ra broni się bardzo dobrze przed nadmiernym spadkiem jasności przy użyciu kolorów. Jak to wygląda mechanicznie? Prócz wspomnianego filtru CTO znajdziemy tu klasyczne rozwiązanie CMY. Czyli po dwa filtry z każdej strony z półksiężycowymi wycięciami od wewnętrznej strony, które to za pomocą napędu paskowego są przesuwane w strumień światła. Tu po raz kolejny można docenić to urządzenie. Jakość kolorów w systemie CMY jest po prostu wyśmienita, a sam mechanizm działa precyzyjnie. To samo dotyczy tarczy kolorów. Na kole umieszczono sześć dichroicznych filtrów. Indeksowanie umożliwia pracę również użycie funkcji split color. Nie zabrakło tu również filtra „minus pół zielony”, który może okazać się nieodzowny szczególnie przy rejestracji evetnów. Reasumując: chyba nikt nie będzie zawiedziony jakością kolorów oraz jej jasnością przy użyciu filtrów CMY lub tarczy kolorów.

Jak wyglądają mechanizmy animacji? Głowica ma tylko jedną, ale za to rotacyjną tarczę gobo. Została wyposażona w sześć wzorów i tu muszę przyznać, że większość z nich jest mi znana z innych urządzeń Prolights. Natomiast praca z nimi w sensie mechanicznym jest absolutnie na zadowalającym poziome. Co prawda mamy tu do czynienia tylko z jedną tarczą gobo, ale nie zabrakło na pokładzie tarczy animacyjnej. Tutaj też przemyślano bardzo mocno działanie mechanicznego zespołu, jakim jest tarcza animacyjna. Mamy tu do czynienia z dwupłaszczyznową tarczą, która nie ma ograniczenia w rotacji. W tym momencie nawet brak statycznej tarczy gobo nie jest żadnym mankamentem. Nieco dalej natkniemy się na przysłony zwane popularnie nożami. Co prawda już o nich wspomniałem i właściwie niewiele mogę dodać, bo Prolights przyzwyczaił nas już zarówno do jakości i szybkości pracy tego mechanizmu (to w odniesieniu do innych głowic), jak i do faktu, że jest on umieszczony w odpowiednim miejscu toru optycznego. Nawet w przypadku blisko oświetlanych obiektów i z maksymalnym wyostrzeniem wiązki nie udało mi się uzyskać ubocznego efektu zniekształcenia poduszkowego krawędzi plamy oświetleniowej. Naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Choć zaskoczyła mnie nieco oszczędność w postaci jednej tarczy gobo (co nie zmieniło faktu, iż sensie animacyjnym uzyskałem wszystko, czego się spodziewałem), to nie tylko w tym miejscu zdecydowano się na pewne uproszczenie. Ra ma również tylko jedną pryzmę. Jest ona czteroczęściowa i oczywiście rotacyjna w obu kierunkach. Pryzma w sensie mechanicznym została przytwierdzona do kosza podtrzymującego obiektyw fokus.

 

Co z software’em?

Po raz kolejny muszę podkreślić, że w takim urządzeniu filozofia konstrukcji nie polega na implementowaniu nadmiernej liczby funkcji czy mechanizmów. Dlatego nie znajdziemy tu ośmiu trybów pracy czy też gotowych chase’ów do pracy bez sterownika DMX. To nie ta klasa urządzenia. Tu znajduje się wszystko to, czego oczekują profesjonaliści. Wymienię kilka istotnych funkcji: Ra jest przygotowane do pracy w systemie łączności bezprzewodowej. Możliwa jest opcja, gdzie pierwsze urządzenie w linii może być odbiornikiem i dalej przesyłać sygnał w postaci przewodowego DMX. W menu znajduje się również możliwość konfiguracji opcji, kiedy zapragniemy skorzystać z opcji ethernetowych. Głowicą można oczywiście sterować za pomocą ArtNet. W menu znajdują się również trzy krzywe dimmera do wyboru. Dodatkowo każdy tryb ma kanał, który determinuje szybkość pracy dimmera w sposób płynny. Można zatem założyć, że symulacja bezwładności żarnika jest możliwa. Podekscytowany taką opcją, zacząłem szukać trybu theater. Rzeczywiście jest! Choć dotyczy on tylko głośności pracy układu chłodzenia. Zatem reasumując: głowica potrafi „udawać” bezwładność żarnika, są krzywe dimmera do wyboru, ale przy powolnym ściemnianiu nie będzie się zmieniać temperatura barwowa, tak jak ma to miejsce w urządzeniach halogenowych. Tu zdania są podzielone. Jedni realizatorzy korzystają z takich możliwości, inni nie. Być może kolejne wersje software’u umożliwią pracę i z takim dodatkiem – wszak nie jest to rzecz, której nie można zaimplementować programowo. Mając też odpowiednią ilość czasu, można się pokusić o zaprogramowanie kilku kroków z opcją follow cue, gdzie da się idealnie zestawić spadek wartości dimmera wraz z korekcją temperatury barwowej. Jednak przy braku czasu na tak dokładne programowanie support producencki byłby jednak przydatny.

Jak wyglądają tryby pracy? Mamy do wyboru cztery tryby. Ciekawe jest to, że w każdym z nich pozycja panoramy i tiltu oraz dimmer są szesnastobitowe. Elementem wspólnym jest również kreowanie koloru – tu niezależnie od trybu pracy rozdzielczość jest ośmiobitowa. Różnice zaczynają się w kolejnych mechanizmach. Dwa tryby zajmujące 40 oraz 41 kanałów umożliwiają większą precyzję w rotacji gobo – mamy tu więc do czynienia z rozdzielczością 16 bit. To samo dotyczy pryzmy. Dalej nasz wybór będzie dotyczył tego, czy korzystamy z funkcji autofocus. Nie korzystam z niej zbyt często, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, to w drugim, trzydziestodziewięciokanałowym trybie oraz w czwartym, czterdziestojednokanałowym trybie przewidziano taką możliwość. I to właściwie wszystkie różnice między trybami pracy. Możliwość pracy z nożami, również z zastosowaniem ustawień typu makro w wszystkich trybach, jest taka sama. To samo dotyczy pracy z oboma filtrami frost.

 

Idealnie

W ubiegłym roku zaskoczyło mnie tak naprawdę tylko kilka urządzeń. Ra jest zdecydowanie jednym z nich. To, co w przypadku różnych producentów można obejrzeć na reklamowych materiałach wideo, często bardzo odbiega od realnego działania urządzenia. W przypadku Ra pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest odwrotnie. Ta głowica przy realnej pracy zyskuje i to bardzo. Z pewnością Ra będzie nader często pojawiało się w riderach – jeśli już tak nie jest. Dla mnie w zeszłorocznym rankingu Ra 3000 Profile klasyfikuje się w pierwszej piątce doskonałych produktów. Nie odpowiem wprost na pytanie, jakie inne urządzenia cenię tak wysoko (bo byłaby to kryptoreklama) i nie powiem też, które miejsce zajmuje Ra. Myślę, że moją piątkę najlepszych produktów zeszłego roku klasyfikuję ex aequo na pierwszym miejscu. Cieszę się niezmiernie, że ten produkt Prolights rzeczywiście jest tak dobry.

 

Tekst

Paweł Murlik

Muzyka i Technologia

 

Zdjęcia

Paweł Murlik/ Music & Lights


PRODUCENT: Prolights - www.musiclights.it

DYSTRYBUTOR: Show Design - www.showdesign.pl

TESTY


Prolights Aria 700 Profile

To kolejna oprawa Prolights, którą zaliczam do bardzo udanych. Sądzę, że zdobędzie sobie szybko zasłużoną pozycję na rynku. Błędem byłoby zaszufladkowanie Arii Profile jako oprawy teatralno-studyjnej. Choć już o tym wspomniałem, to warto to jeszcze raz podkreślić: Aria Profile jest również pełnowartościowym spotem, nadającym się na estradę.

Prolights Stark 1000

Stark 1000 ma na pokładzie dokładnie to, co trzeba, i właściwie nic ponadto. Bo i po co? Poza tym jest to jedna z tych głowic, którą trzeba zobaczyć w akcji. Żaden tekst ani zdjęcia, ani nawet film reklamowy nie oddadzą tego wrażenia, jakie można uzyskać po kilku godzinach pracy z tymi urządzeniami.

Prolights Luma 1500 SP/SH

Bez dwóch zdań – to kawał porządnej maszyny i przy tym dobrze przemyślanej. Mocnej, jasnej i skonstruowanej tak, że i bój na polu rentalowym jej nie straszny. To ważne, bo możemy pisać sobie na łamach prasy o produktach mających podobne funkcje i być może tańszych.

Prolights Jade

Ta specyficzna konstrukcja pozwala generować wiązki (szczególnie z użyciem pryzm), które są nieosiągalne dla typowych spotów. Do tego odchudzenie oprawy umożliwia nieco szybszy ruch. A wisienka na torcie? Dla mnie jest nią decyzja konstruktorów Prolights o użyciu lampy Sirius.

Prolights Diamond19

Jeszcze niedawno system komunikacji zwrotnej RDM był rarytasem. Dziś trudno sobie wyobrazić nowe profesjonalne urządzenie, które nie będzie miało Remote Device Managament. Oczywiście w modelu Diamond19 nie zapomniano o RDM, podobnie jak o bezprzewodowym DMX. Wedle życzenia: standard WDMX jest tutaj opcją. Wbudowana bateria to również standard – i rzeczywiście Diamond także ją ma. Nie trzeba podkreślać, że żywotność tej klasy LED-ów jest spora – to 50 000 godzin.