Testy > Thrill Mini Profile
30-10-2017 (MIT 11/ 2017 )

TEST - Martin Thrill Mini Profile

Lubię marki, których nie trzeba przedstawiać. Na łamach MiT pojawiały się testy przeróżnych urządzeń tego producenta. Sam w ostatnich kilku latach miałem przyjemność testować np. Quantum Washa oraz dość udaną, budżetową pozycję na rynku w postaci sterownika M-Touch. Bardzo ciekawą historię Martina oraz postać jej założyciela Petera Johansena opisywałem dość szczegółowo przy okazji wspomnianego testu Quantum Wash. Zachęcam do odnalezienia tego archiwalnego artykułu na stronach naszego wydawnictwa.

 

Dziś Martin zasila część sporego holdingu Harman. Wspomniana kompania jako własność Samsunga skupia wiele profesjonalnych marek. Większość co prawda skojarzymy z sprzętem dźwiękowym, ale nie sposób nie wymienić choćby JBL-a, AKG, Studera, Crowna, DigiTecha, Lexicona i jeszcze kilku innych, równie dobrze kojarzących się nazw.

Czy Martin zawsze będzie legendą? Myślę, że patrząc przez pryzmat rewelacyjnych urządzeń, na których spora rzesza świetlików zdążyła się wychować, nazwa Martin będzie kojarzona raczej z klasą profesjonalną. Choć dziś stoi przede mną dość małe, proste i nieskomplikowane urządzenie. Zastanawiałem się nad sensem wyprodukowania pod markowym szyldem oprawy, gdzie przy tej cenie można nabyć znacznie bardziej zaawansowane, ale mniej markowe głowice. Kiedy zacząłem się wgłębiać w wyposażenie tego urządzenia, okazało się, że pomimo swojej prostoty zadbano o kilka właśnie profesjonalnych smaczków, których brakuje w mniej firmowych produktach.

 

Dla małych potrzeb?

Już po samej nazwie możemy się zorientować, że nie jest to produkt przeznaczony na duże sceny. Sercem głowicy jest osiemnastowatowy moduł LED, generujący 800 lumenów. Czip zawiera tylko LED-y w kolorze białym. Zakładając, że średnia eksploatacja będzie odbywać się na poziomie 70% jasności świecenia, czip powinien wytrzymać 50 000 godzin. To mała, lekka i szybka głowa typu spot o stałym kącie świecenia wynoszącym 14°. Tu od razu trzeba nadmienić, że skoro jest tu stały kąt świecenia, to nie ma na pokładzie ruchomej soczewki zoom, a focus jest ustawiany ręcznie poprzez operowanie odpowiednio przednią, zewnętrzną soczewką. Jest to najtańszy i najprostszy model firmowany przez Martina. Przeznaczono go dla osób, które być może organizują mniejsze eventy, ale cenią sobie jakość. Mamy przecież całą rzeszę cover bandów i DJ-ów, którzy prócz własnego nagłośnienia dbają również o swoją oprawę wizualną. Nie zamykałbym jednak tej oferty do tak wąskiego grona odbiorców. Po skorzystaniu z możliwości tej głowicy uważam, że nadaje się również do przeróżnych form performatywnych. Jak już wspomniałem, jest lekka i niewielka; waży 4,3 kg, a jej wysokość wynosi 338 mm. Zatem nawet kilka takich urządzeń zmieści się dosłownie wszędzie, kiedy przyjdzie nam zabrać nawet dużą liczbę sprzętu. Taka waga i rozmiary przekładają się bezpośrednio na szybkość zarówno w panoramie i tilcie. To również atut. Zakres tiltu wynosi 230°, a panoramy 540°. I tu należałoby wspomnieć o kilku ważnych kwestiach – to à propos wspominanych smaczków (dlaczego Martin, a nie inny, mniej firmowy sprzęt z większą liczbą funkcji?). Pierwszym takim elementem jest rozdzielczość szesnastobitowa. Dotyczy ona zarówno panoramy i tiltu, ale i też dimmera. W przypadku dimmera nie muszę chyba wspominać, że przy czipie ledowym jest to istotne. Wszystkie operacje powolnego wygaszania wyglądają dobrze. Prócz tego dimmer może pracować w czterech wariantach. W tej małej głowie zaimplementowano cztery krzywe do wyboru. Głowica ma również możliwość ustawienia szybkość pracy dimmera dla bardziej teatralnych zastosowań. To taka symulacja bezwładności żarnika, o której często wspominam przy okazji innych testów. Skoro o teatrze mowa, to nie zapomniano też o wentylatorze. Funkcja low eliminuje praktycznie całkowicie dźwięk generowany przez wentylator. Dlatego uważam, że nie tylko wymagający DJ-e, ale i osoby chcące tworzyć subtelne show z użyciem świateł mogą z powodzeniem używać tych głowic.

 

tekst

Paweł Murlik

Muzyka i Technologia

 

zdjęcia

Aleksander Joachimiak


PRODUCENT: Martin - www.martin.com

DYSTRYBUTOR: ESS Audio - www.essaudio.pl

TESTY


Martin MAC Encore Wash CLD

To była tylko kwestia czasu, kiedy po sukcesach Mac Performance ENCORE pojawią się też inne oprawy z tej serii. W numerze kwietniowym MiT miałem przyjemność zaprezentować właśnie wspomnianą głowicę i pamiętam, że było to jedno z najlepszych moich osobistych odkryć tego roku.

Martin RUSH MH 10 Beam FX

Mam wrażenie, że firma Martin przeżywa swego rodzaju renesans. Po światowych sukcesach głowic z rodziny Encore Performance pojawiło się kilka ciekawych konstrukcji w znacznie tańszej klasie. Jedną z nich jest z pewnością Rush.

Martin Mac Encore Performance WRM

Ta głowica spełniła moje oczekiwania pod każdym kątem. Konstrukcja jest bardzo prosta – wszak Encore ma tylko jedną tarczę gobo i nie ma np. pryzmy. Jednak podczas użytkowania tego urządzenia nie ma to znaczenia. Tu inżynierowie zapewnili to, co w precyzyjnej, profesjonalnej pracy jest najważniejsze. System mieszania kolorów bez przebarwień, symulacja halogenu, cicha praca mechaniki, a także to, z czego Martin zawsze słynął. Widać, że ta oprawa przetrwa lata.

Martin Vertical Fogger

Kolejny raz, przy kolejnym produkcie z rodziny Thrill muszę podkreślić jedną rzecz: nadal jest to Martin i choć z założenia są to produkty na każdą kieszeń, to i w tym wypadku stawiałbym na markowy produkt. Myślę, że przy prawidłowej eksploatacji (tu również mam na myśli specjalistyczne płyny) taka maszyna posłuży przez długie lata.

Martin M-Touch

Zalety urządzenia to: • porządny software • M-Touch może być zastosowany jako wing do konsolet z serii M • przyzwoita cena • lekka i nieduża obudowa • łatwość programowania i logika w działaniu • czytelnie rozłożone sekcje faderów i oznaczenie kolorami poszczególnych czynności.