Testy > RUSH MH 10 Beam FX
30-09-2018 (MIT 10/ 2018 )

TEST - Martin RUSH MH 10 Beam FX

Mam wrażenie, że firma Martin przeżywa swego rodzaju renesans. Po światowych sukcesach głowic z rodziny Encore Performance pojawiło się kilka ciekawych konstrukcji w znacznie tańszej klasie. Jedną z nich jest z pewnością Rush. Ta seria to dość duża grupa produktów. Z takim oznaczeniem Martin wyprodukował np. ledowy skaner, ale też oprawę typu wash (model MH6), konstrukcję hybrydową oznaczoną jako MH 7 czy wreszcie mocniejszego od bohatera niniejszego testu beama z oznaczeniem MH 11, mającego na pokładzie źródło światła Philips Platinum 11R.

 

Jak widać, jest co testować. Dlaczego zatem wybór padł na niewielką głowicę MH-10? Pamiętam, kiedy pierwszy raz zobaczyłem tę głowę. Trudno było oderwać oczy od bardzo ciekawej bryły z ringiem LED-ów dookoła głównego źródła światła. To jedna z tych głowic, gdzie prócz głównego zadania, jakim jest kreowanie wąskiej strugi światła, sama oprawa (gdy się na nią patrzy) stanowi ciekawy element dekoracyjny. I po to właściwie jest ten ring. Nieporównywalnie mniejsza moc diod umieszczonych dookoła, oczywiście w stosunku do wewnętrznego zespołu LED, może kreować ciekawe efekty, ale właśnie tylko wtedy, kiedy sama głowica jest widoczna dla widza. Kilka modeli M10 na jednej scenie oraz możliwość zaprogramowania sekwencji diod na ringu stanowi ciekawy kąsek scenograficzny.

 

Kiedy się na nią patrzy…

Odniosę się jeszcze raz do momentu, kiedy pierwszy raz obserwowałem tę głowę. Z odległości kilku metrów miałem wrażenie, że to szklana optyka, a sam ring musi posiadać jakiś mechanizm. Takie wrażenie odniosłem tylko dlatego, że przód obudowy został zaprojektowany w znakomity sposób. Dopiero przy bliższych oględzinach okazało się, że czarny pas wokół środkowej soczewki, przypominający kształtem mechanizm irys, to tylko wzór na plastikowej obudowie. Ba! Okazało się też, że i sama wspomniana soczewka jest wykonana całkowicie z tworzywa sztucznego, podobnie jak dyfuzyjna osłona ringu. Można wywnioskować z tego dwie pozytywne konkluzje. Pierwsza to już wspomniany bardzo dobry projekt designu, a druga (bardziej praktyczna) to ta, że głowica dzięki elementom plastikowym jest lekka, a co za tym idzie – jest szybka. Zanim opiszę źródło światła, jeszcze raz odniosę się do wspomnianej soczewki. Jej kształt i sposób działania są zaczerpnięte np. z LED BAR-rów, tyle że ma ona nieco większą średnicę niż we wspomnianych urządzeniach. Chip LED wewnątrz tej zespolonej soczewki generuje wiązkę do umieszczonego po środku plastikowego kominka, po czym za pomocą odbłyśnika światło pada na przednią dyfuzyjną część tejże soczewki. Pomimo sporego rozproszenia wewnątrz soczewki, pełni ona rolę kolimatora – zatem na zewnątrz promienie wiązki wydają się być równoległe, jak na beam przystało.

Plama dzięki takiej konstrukcji jest równa, a inny kształt środkowej części dyfuzora na zewnętrznej części pozwala uniknąć hotpointów. Cała głowica jest naprawdę niewielka, jej wysokość to 325 mm. Rush MH 10 FX waży zaledwie 7, 5 kg. Prócz naprawdę doskonałego designu przedniej części z optyką, reszta konstrukcji jest dość typowa. Podstawa ma standardowo zabudowane elementy – z jednej strony wąski wyświetlacz z czteroma diodami sygnalizacji oraz przyciskami nawigacji, z przeciwnej strony znajdziemy gniazda zasilania (in/out) oraz zestaw gniazd DMX w obu standardach

 

Serce Rusha

Ta konstrukcja to dwie niezależne sekcje z czipami LED. Główny beamowy strumień jest generowany dzięki sześćdziesięciowatowemu zespołowi LED RGBW i nie ma tu niespodzianek, jeśli chodzi o wybór – jest to po prostu Osram Ostar. Martin zwraca uwagę na dość istotny fakt, iż wybór dokładnie takiego czipa umożliwia idealne zestawienie tego urządzenia (pod względem mieszania barw) z oprawami Martin MAC Aura, Rush MH 6 i Rush PAR 2.

Dzięki soczewce, która pełni rolę kolimatora, oprawa generuje strumień o stałym kącie 4,5°. Ring to dwadzieścia cztery niezależne zespoły RGB o znacznie mniejszej mocy. Każdy z nich ma moc 0,25 W. Przy takich mocach całkowicie odpada problem z chłodzeniem, choć główny, sześćdziesięciowatowy zespół LED-ów ma pod tym kątem dość spore zaplecze. Myślę tu o dość dużym radiatorze w samym środku części z optyką oraz o centralnym wentylatorze z tyłu obudowy. Co do małych diod, nie ma tu żadnego elementu chłodzącego – jest to po prostu płytka drukowana dookoła głównego źródła światła.

 

Co możemy?

Tak naprawdę zaskoczyła mnie dość rozbudowana biblioteka i możliwości tego urządzenia. Postaram się je omówić w kolejności. Zacznijmy od tego, że niezależnie od wybranego trybu użytkownik ma dostęp do parametrów dwóch sekcji, czyli beam section (głównego źródła światła) i ring section – a więc LED-ów umieszczonych dookoła. Co do prostszego, dwudziestoczterokanałowego trybu pracy, jego możliwości można wyjaśnić w kilku słowach. Sekcja beam oferuje szesnastobitowy dimmer, ale już praca z kolorami RGBW odbywa się z rozdzielczością 8 bit. Na pokładzie znajdziemy gotowe ustawienia kolorów w postaci odwzorowania popularnych filtrów LEE. Jest ich w sumie ponad trzydzieści. Oczywiście dodając coś na kształt wirtualnej tarczy kolorów, producent nie zapomniał o dynamicznych zmianach kolorów, zatem na tym samym kanale najwyższe wartości będą odpowiadały za random color effect czy color wheel rotation effect. Ruch w obu płaszczyznach na szczęście również ma rozdzielczość 16 bit. Producent dał użytkownikowi dostęp do szybkości pracy panoramy czy tiltu. Z ciekawostek można dodać, że zarówno z poziomu biblioteki, jak i menu można wybrać jedną z czterech krzywych dimmera. Opisane możliwości zamykają się właściwie w pierwszych piętnastu kanałach. Pozostałe kanały dotyczą ringu. Znajdziemy tu oczywiście również szesnastobitową rozdzielczość dimmera i podobnie jak w przypadku głównego źródła światła tylko ośmiobitową rozdzielczość dotyczącą RGB. Umieszczono tu również możliwości z odwzorowaniem niektórych filtrów LEE i ten zestaw jest tak samo pokaźny. Jednak w związku z tym, że jest to zespół dwudziestu czterech ledów, postanowiono dodać kanał odpowiadający za różne dynamiczne sekwencje typu FX. W zależności od wartości tego kanału możemy wybrać jeden z dwudziestu dwóch efektów, gdzie poszczególne piksele będą tworzyć bardzo dobrze przemyślane odrębne sekwencje. To tyle jeśli chodzi o tryb dwudziestoczterokanałowy, ale po co w tak małym urządzeniu aż dziewięćdziesiąt trzy kanały? Odpowiedź jest prosta. Ten tryb daje możliwość dostępu w sposób niezależny do czipów umieszczonych na ringu. Oczywiście w tym samym czasie (i to również w sposób niezależny) możemy operować głównym źródłem światła. Od razu sobie wyobraziłem większą instalacje, gdzie dostęp do pikseli ringu otwiera drogę do tworzenia ładnych łańcuchów animacyjnych. Można też dosyć szybko uzyskać porządny efekt, uruchamiając którąkolwiek z sekwencji makro. Może to być np. efekt wirtualnego obrotu ringiem, gdzie mamy cały czas dostęp do kolorystyki oraz poziomu dimmera każdego z czipów. W praktyce tempo efektu oraz jego rodzaj możemy zdefiniować niezależnie w stosunku do kolorów LED-ów z ringu oraz ich natężenia. Do tego momentu wszystko się zgadza, ale po krótkiej zabawie z różnymi ustawieniami typu makro zapragnąłem uruchomić kolor background. Owszem da się to zrobić, wybierając jedno z ustawień wirtualnej tarczy kolorów. Zatem background będzie miał inny, statyczny kolor lub możemy tu również ustawić efekt automatycznej zmiany kolorów. Oczywiście w wspomnianej już sekwencji wirtualnego obrotu ringu nadal mamy dostęp do koloru (tak, aby odróżniał się on od backgroundu), ale.... No właśnie! Znalazłem jedno „ale” – przynajmniej z wykorzystaniem biblioteki, którą posiadam. Do póki nie skorzystałem z wirtualnej tarczy kolorów jako background – kolory dla wirtualnego obrotu tarczy mogłem ustawić różne, dla każdego czipu osobno. W momencie uruchomienia wirtualnej tarczy kolorów na ringu, wspomniana sekwencja makro nadal działa, ale jej kolor będzie jednolity dla wszystkich czipów biorących udział w efekcie. Być może to błąd w bibliotece, a być może ten produkt tak został zaprojektowany ze swego rodzaju ograniczeniem. Nie zmienia to faktu, że i tak możliwości kreowania efektów za pomocą ringu są przeogromne i myślę tu o wykorzystaniu kilku lub kilkunastu takich urządzeń.

 

Jak wygląda menu?

Prosty wyświetlacz z niebieskim tłem jest bardzo czytelny i nawigacja nie sprawia żadnych kłopotów. No i oczywiście udało mi się znaleźć kilka opcji, o których myślę, że warto napisać. Na uwagę z pewnością zasługuje opcja white balans, gdzie możemy dokonać globalnej korekty dotyczącej RGB. Nie zapomniano też o możliwości ograniczenia pracy wentylatora. W trybie low można praktycznie całkowicie wyciszyć tę oprawę. Pracując w skrajnych warunkach, w każdej chwili z poziomu menu można skontrolować temperaturę źródeł LED. Jeśli mamy wątpliwości co do poprawności pracy oprawy, to oprócz opcji reset zaimplementowano na pokładzie menu funkcję diagnostyczną o nazwie auto test lub manual test – jeśli wiemy, co do której sekcji w sensie sprawnej pracy mamy wątpliwości. A gdy tylko zdarzy się sytuacja, że po dwunastu godzinach pracy pan realizator oświetlenia stwierdzi, że musi iść do domu, to dobrym wyjściem może okazać się tryb sound oraz funkcja show mode. Tę drugą polecam tylko w momencie mocno zaburzonej percepcji widza (np. przez poziom stężenia alkoholu we krwi), gdzie np. perfekcyjne oświetlenie artysty oraz poziom synchronizacji światła, dajmy na to, z muzyką przestaje być istotny. Czy żartem, czy zupełnie poważnie – należy stwierdzić, iż wspomniane tryby (bez konieczności podłączania sterownika) również Rush posiada.

 

Ostatnie przemyślenia

Dzięki uprzejmości firmy P.S. Teatr miałem naprawdę dużo czasu, żeby się zaprzyjaźnić z tym maluchem. I nie zawiodłem się. Pomimo skromnych osiągów w sensie jasności, podyktowanych małą mocą źródeł światła, jest to absolutnie ciekawy produkt. Owszem nie jest to głowica koncertowa, ale bardzo chętnie skorzystałbym z Rushów na dajmy na to kameralnym evencie. A co dalej? Kusiłoby mnie nawet, aby poświecić nieco czasu na programowanie ringów, a później delektować się efektem uzyskanym na, dajmy na to, dziesięciu takich urządzeniach. To bardzo dobry ruch, że legendarna firma utrzymuje też produkcję w segmencie urządzeń przeznaczonych na mniejsze przestrzenie. Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że to nadal Martin.

 

tekst

Paweł Murlik

Muzyka i Technologia

 

zdjęcia

Aleksander Joachimiak


PRODUCENT: Martin - www.martin.com

DYSTRYBUTOR: P.S. Teatr - www.teatr.com.pl ESS Audio - www.essaudio.pl

TESTY


Martin Mac Encore Performance WRM

Ta głowica spełniła moje oczekiwania pod każdym kątem. Konstrukcja jest bardzo prosta – wszak Encore ma tylko jedną tarczę gobo i nie ma np. pryzmy. Jednak podczas użytkowania tego urządzenia nie ma to znaczenia. Tu inżynierowie zapewnili to, co w precyzyjnej, profesjonalnej pracy jest najważniejsze. System mieszania kolorów bez przebarwień, symulacja halogenu, cicha praca mechaniki, a także to, z czego Martin zawsze słynął. Widać, że ta oprawa przetrwa lata.

Martin Vertical Fogger

Kolejny raz, przy kolejnym produkcie z rodziny Thrill muszę podkreślić jedną rzecz: nadal jest to Martin i choć z założenia są to produkty na każdą kieszeń, to i w tym wypadku stawiałbym na markowy produkt. Myślę, że przy prawidłowej eksploatacji (tu również mam na myśli specjalistyczne płyny) taka maszyna posłuży przez długie lata.

Martin Thrill Mini Profile

Martin Thrill – Mini Profile to mała, lekka i szybka głowa typu spot o stałym kącie świecenia wynoszącym 14°. Jest to najtańszy i najprostszy model firmowany przez Martina. Przeznaczono go dla osób, które być może organizują mniejsze eventy, ale cenią sobie jakość.

Martin M-Touch

Zalety urządzenia to: • porządny software • M-Touch może być zastosowany jako wing do konsolet z serii M • przyzwoita cena • lekka i nieduża obudowa • łatwość programowania i logika w działaniu • czytelnie rozłożone sekcje faderów i oznaczenie kolorami poszczególnych czynności.

Martin MAC Quantum Wash

W tej głowicy zupełnie nie chodzi o gadżeciarskie rozwiązania, lecz o jak najlepsze parametry i funkcjonalność. Było to widać już przy pierwszych oględzinach. Prostota zewnętrznej konstrukcji to absolutna zaleta.