Testy > MAC Encore Wash CLD
30-11-2018 (MIT 12/ 2018 )

TEST - Martin MAC Encore Wash CLD

To była tylko kwestia czasu, kiedy po sukcesach Mac Performance ENCORE pojawią się też inne oprawy z tej serii. W numerze kwietniowym MiT miałem przyjemność zaprezentować właśnie wspomnianą głowicę i pamiętam, że było to jedno z najlepszych moich osobistych odkryć tego roku. Na łamach MiT dużo wcześniej pojawiła się też relacja z przedpremierowego pokazu Performance’a. Miałem przyjemność wziąć udział w wspomnianym pokazie, jednak ze względu na fakt, iż w tamtym czasie głowica nie była jeszcze wdrożona do sprzedaży, mogliśmy ją tylko obserwować w akcji – bez możliwości zdjęcia pokryw optyki. Podobnie jak przed kwietniowym testem, tak i teraz z dużą niecierpliwością czekałem, kiedy w redakcji pojawi się wersja wash. Jeśli już mamy ją w swoim studiu, z  tym większą przyjemnością chciałbym podzielić się z wami swoimi spostrzeżeniami.

 

Rzeczywiście, jak na serię przystało, i ten wash otrzymał bliźniaczą obudowę w stosunku do MAC Performance. Muszę podkreślić, że technologia LED przyzwyczaiła nas też do innego kształtu opraw typu wash, bo znaczna ich część ma kilkanaście źródeł światła, a każde z nich ma własną soczewkę o małej średnicy. Zmiana myślenia w tym zakresie umożliwiła produkcję znacznie szybszych i mniejszych opraw, które wszyscy znamy. Jednak producenci bardzo chętnie wracają  i w nowych konstrukcjach do bardziej klasycznych rozwiązań, gdzie źródło światła jest skondensowane, a na szczycie obudowy, dla uzyskania równej plamy oświetleniowej stosuje się soczewkę fresnela. Tak jest i w tym przypadku. Takie urządzenie można pomylić ze spotem, dopóki nie spojrzymy na przednią soczewkę. Ma ona średnicę nieco ponad 15 cm. Ten typ konstrukcji zapewnia nam jeszcze więcej zalet. Mam tu na myśli zastosowanie mechanicznych filtrów CMY, czy jak w tym wypadku – noży profilowych. Smakowitym kąskiem może okazać się również soczewka fokus, której praktycznie nie stosuje się w nowych typach konstrukcji wash. Choć fokus w oprawie typu wash ma nieco ograniczone działanie (ze względu na fresnelowskie rozproszenie) to jednak dla dokładnych fokusów – czy to studyjnych, czy teatralnych – może okazać się nieodzowny.

A co z samą obudową? To bardzo oszczędnie, z dużą dozą prostoty zaprojektowane urządzenie. W podstawie znajdziemy dwukolorowy wyświetlacz i bardzo przyzwoite gumowane przyciski nawigacji menu, a także złącze USB do aktualizacji software. Druga strona zawiera tylko trzy gniazda, czyli złącza DMX (5 pin) oraz zasilania. Co prawda nie odniosłem się do tej prostej obudowy w kwietniowym, wspomnianym teście, ale teraz postanowiłem napisać parę słów. Jest z pewnością solidna, posiada blokadę tiltu i podwójne uchwyty transportowe, zarówno na szczytach ramion jak i w podstawie. Właściwie jest w stu procentach funkcjonalna i trudno oceniać tego typu urządzenie w taki sposób jak opisuje się testy samochodowe, czyli zwracając uwagę na stylistykę. Tak, jak w motoryzacji design jest absolutnie istotny, tak w przypadku głowic w mojej ocenie urządzenie ma być po prostu funkcjonalne z dobrymi parametrami optycznymi i stosunkowo prosto zaprojektowane w celu montażu, czy transportu. Ale... nie mogę nie zwrócić uwagi na jeden drażniący mnie w całej tej serii element. Kiedy przyglądałem się tej obudowie na pokazie przedpremierowym uznałem, że być może obudowa stanowi wersję prototypową. Niestety w seryjnej produkcji nie wyeliminowano małego mankamentu. W całej serii osłony ramion głowicy wyglądają tak, jakby ktoś półamatorską metodą zespolił je gorącym klejem. W przypadku innych firm ramiona głowicy zwykle są ładnie profilowane lub widnieje na nich dumne logo firmy. Tu są... mało estetyczne. I to właściwie jedyna rzecz, która mnie drażni w tym urządzeniu pod kątem wizualnym. Po zdjęciu pokryw natychmiast widać, że to jednak najwyższy kunszt inżynierii Martina.

 

Bez obudowy

Widok tego urządzenia przypomina doskonałą zegarmistrzowską robotę. Wszystkie wiązki poprowadzone estetycznie z opaskami zaciskowymi i są one pogrupowane w czytelny sposób. Tam gdzie wiązka jest narażona na ruch, posiada gąsienicową osłonę. Paski napędowe posiadają porządne napinacze sprężynowe. Sam korpus wykonany jest z naprawdę solidnego materiału.

Kiedy głowica stoi na podstawie i jest skierowana pionowo w górę, przy nagłym zaniku zasilania soczewki zoom i focus wyposażono w układ hamowania. Zostają bezpiecznie opuszczone bez charakterystycznego trzasku, który da się słyszeć w niektórych, innych konstrukcjach. To akurat ważne zabezpieczenie. Rodzaje złącz, ich umiejscowienie oraz opis napędów motorycznych znajduje się na wewnętrznej części obudowy, zatem proste naprawy można wykonać właściwie bez żadnego supportu. Myślę, że serwisanci pokochają te Martiny, o ile w ogóle ujrzą je w serwisach. Źródło światła jest zabudowane w taki sam sposób, jak w przypadku Performance'a. Z obu stron umieszczono zespoły wentylatorów tłoczących i wyrzucających powietrze na zewnątrz – w sumie naliczyłem ich siedem. Co ważne jak na oprawę służącą również do studyjnych celów nie generują hałasu. No i to mnie po raz kolejny zaskoczyło! Oprawa oparta na źródle mającym 468 wat nie generuje hałasu. Przypomnę tylko, że identyczny silnik znajduje się również w Performance. I tu w przypadku washy głowica jest produkowana w dwóch wersjach czyli WRM i CLD. Dziś testowana wersja cold posiada temperaturę barwową 6000 K. Co nie zmienia faktu, że dzięki filtrom można ją płynnie regulować w zakresie od 2700 do 6000K. Martin po raz kolejny bardzo poważnie potraktował jakość samego światła. W danych fotometrycznych można znaleźć aż pięć wyników różnych metod pomiarowania. Mam tu na myśli CRI, CQS, TM 30 w obu wariantach oraz bardzo wiarygodny dla telewizji standard TLCI. Dane fotometryczne udostępnione przez Martina nie dotyczą tylko jakości oddawania barw. Są tutaj wszelkie dane dotyczące poziomu luksów w zależności od odległości oraz od kąta świecenia. Każdy, kto chce w dokładny sposób dobrać oprawę do swoich celów, otrzymuje pełny support pomiarowy. Wszak to oprawa dla profesjonalistów! Wspomniałem o pięciu sposobach pomiaru odwzorowania kolorów. Dokładny opis tych metod zamieściłem w przywoływanym już dziś wielokrotnie, kwietniowym teście Martina Mac Encore Performance. Jeśli porównamy całkowitą wartość wyrażoną w lumenach, to będzie ona porównywalna z modelem Performance, ale jest nieco niższa. Wash uzyskuje wartość 11100 lumenów, a wspomniany Performance 11600.

 

Wrażenia z pracy

Zacznijmy od kolorów. Mechanicznie bez zarzutów. Cichy, szybki i zaprojektowany perfekcyjnie mechanizm filtrów. Konstruktorzy nie kombinowali – jest to klasyczny, jak w wielu głowicach układ w stylu dwa filtry, z dwóch stron zostają wsunięte w wiązkę światła. Im głębiej, tym kolor jest intensywniejszy. Ten sam mechanizm dotyczy również filtra CTO. Soczewka fresnela o dość dużej jak na głowicę średnicy w odpowiedni sposób załatwia sprawę ewentualnego, nierównego krycia. Nie ma tu takiej możliwości. Zarówno jakość filtrów (kolorów) jak i równe pokrycie plamy jest idealne. Pewnie wszyscy praktycy zgodzą się ze mną, że szczególnie przy nowych konstrukcjach washy, z wieloma źródłami światła, czasem pojawia się pewien denerwujący efekt. Myślę tu o niepożądanej poświacie wokół plamy oświetleniowej. Jak tę sprawę załatwia się w profesjonalnych klasycznych konstrukcjach? Proszę bardzo - soczewka fokus w washu wszystko niweluje. Dzięki temu dodatkowemu obiektywowi (bo to właściwie zespół soczewek w jednej obudowie) można naprawdę perfekcyjnie dopracować obrzeża plamy świetlnej. Wracając do kolorów. Nie zapomniano o mechanicznej tarczy kolorów. Ze względu na to, że już na początku toru optycznego wiązka jest dosyć szeroka, sama tarcza jest pokaźnych rozmiarów. To sześć dichroicznych filtrów gdzie oczywiście daje się też ustawiać tzw. połówki. I tu znów przyda się soczewka focus. O sposobie odseparowania dwóch różnych kolorów czy też rozmyciu granicy między nimi będzie decydować pozycja wspomnianej soczewki. Myślę, że w wielu washach o klasycznej konstrukcji brakuje tego elementu. Całość jakości pracy nad kolorami dopełnia perfekcyjny dimmer. Myślę, że wielu projektantów i wiele marek może uczyć się od Martina jak w elektroniczny sposób okiełznać sterowanie układem led. Oczywiście dimmer ma rozdzielczość 16 bitową i ...tak – możemy wybrać jedną z 4 dostępnych krzywych. Prócz tego nie zapomniano również o symulacji pracy oprawy halogenowej. To jest to, co mnie urzekło podczas testów Performance'a. Bezwładność żarnika imitowana jest w bardzo precyzyjny sposób, przy równoczesnej zmianie temperatury barwowej wraz z zmniejszaniem wartości dimmera. I właściwie w tym miejscu zakończyłbym test wielu innych washy. Bo co można jeszcze użytecznego zaprojektować w oprawie tego typu? Zapewniam, że mógłbym napisać jeszcze wiele. Ale to, co bezsprzecznie warte jest podkreślenia to mechanizm umieszczony tuż nad tarczą kolorów. Znajdziemy tu dwa noże profilowe do precyzyjnego zasłonięcia dwóch boków. Mechanizm może działać w pozycji pionowej lub poziomej. a jego obrót wynosi do  180 stopni. Dodatkowo ten sam mechanizm zawiera irys, którego można używać w tym samym czasie, co znacznie zwiększa jeszcze możliwości kreowania pożądanego kształtu i rozmiaru plamy oświetleniowej.

Noże mają zasięg 55 % zatem można wygenerować naprawdę wąską smugę światła lub zasłonić źródło całkowicie dokładnie tak, jak zadziałałby mechaniczny shutter. Wcześniej odniosłem się już do funkcji fokus, ale ma ona jeszcze więcej zalet. Bardzo ważna będzie funkcja focus tracking. W głowicy daje się skalibrować i powiązać funkcję fokus z zoomem w taki sposób, aby zmiana kąta świecenia powodowała automatyczne dostosowanie się soczewki fokus. W przypadku niektórych opraw typu spot nazwalibyśmy to narzędzie po prostu follow focus. A skoro już mowa o kącie świecenia... Suwnice soczewki są dosyć długie, dzięki temu możemy wygenerować kąt w zakresie już od 14 do 60 stopni. Do absolutnie zadowalający zakres. Na koniec wrażeń dotyczących samej pracy warto wspomnieć o motoryce ruchu. Bezwładność owszem jest. To oczywiście wynika z czystej fizyki. Waga washa wynosi 28,5 kg. Jednak i tu konstruktorzy postanowili dopieścić tę oprawę. Użytkownik ma do wyboru funkcję oznaczone jako P/T fast oraz P/T smooth, zatem w zależności od potrzeb sam ruch może być kreowany w różny sposób. Ale to nie wszystko. Ciekawym rozwiązaniem jest limitowanie ruchu głowicy. Wyobraźmy sobie przestrzeń gdzie ze względu na ograniczenie np. scenograficzne głowica nie może bezkolizyjnie wykonywać pełnych ruchów. Tu z pomocą przychodzi funkcja limit dotycząca zarówno panoramy jak i tiltu. Czy zapomniano o funkcji followspot? Nie! Podobnie jak Performance i ta oprawa może być ręcznie sterowana z zaaplikowanym systemem hamulców, tak aby followspociarz bez użycia nadmiernej siły mógł operować w komfortowych warunkach strumieniem światła.

 

Nie ma nic do dodania.

Zanim ta oprawa do mnie dotarła, przypuszczałem, że Martin nie obniży lotów i będzie to godne uzupełnienie rodziny Encore. Chyba każdy, kto ceni sobie jakość kreowanego światła nie może po prostu przejść obojętnie obok tych urządzeń. Ten wash jest dokładnie taki, jak powinien być. Zdaje się, że Martin tworzy nową historię i nie zostanie zapamiętany tylko dzięki swoim wcześniejszym już legendarnym produktom. Bałem się nieco zmiany strategii i nowego kierownictwa firmy pod postacią Harmana. Nie zawsze sprzedaż marki większemu holdingowi wychodzi na dobre. Póki co jestem dobrej myśli. Myślę, że z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że warto przynajmniej kilka godzin spędzić z tą oprawą aby samemu się przekonać. W moim odczuciu nie będzie to stracony czas.

 

tekst

Paweł Murlik

Muzyka i Technologia

 

zdjęcia

Aleksander Joachimiak


PRODUCENT: Martin - www.martin.com

DYSTRYBUTOR: P.S. Teatr - www.teatr.com.pl ESS Audio - www.essaudio.pl

TESTY


Martin RUSH MH 10 Beam FX

Mam wrażenie, że firma Martin przeżywa swego rodzaju renesans. Po światowych sukcesach głowic z rodziny Encore Performance pojawiło się kilka ciekawych konstrukcji w znacznie tańszej klasie. Jedną z nich jest z pewnością Rush.

Martin Mac Encore Performance WRM

Ta głowica spełniła moje oczekiwania pod każdym kątem. Konstrukcja jest bardzo prosta – wszak Encore ma tylko jedną tarczę gobo i nie ma np. pryzmy. Jednak podczas użytkowania tego urządzenia nie ma to znaczenia. Tu inżynierowie zapewnili to, co w precyzyjnej, profesjonalnej pracy jest najważniejsze. System mieszania kolorów bez przebarwień, symulacja halogenu, cicha praca mechaniki, a także to, z czego Martin zawsze słynął. Widać, że ta oprawa przetrwa lata.

Martin Vertical Fogger

Kolejny raz, przy kolejnym produkcie z rodziny Thrill muszę podkreślić jedną rzecz: nadal jest to Martin i choć z założenia są to produkty na każdą kieszeń, to i w tym wypadku stawiałbym na markowy produkt. Myślę, że przy prawidłowej eksploatacji (tu również mam na myśli specjalistyczne płyny) taka maszyna posłuży przez długie lata.

Martin Thrill Mini Profile

Martin Thrill – Mini Profile to mała, lekka i szybka głowa typu spot o stałym kącie świecenia wynoszącym 14°. Jest to najtańszy i najprostszy model firmowany przez Martina. Przeznaczono go dla osób, które być może organizują mniejsze eventy, ale cenią sobie jakość.

Martin M-Touch

Zalety urządzenia to: • porządny software • M-Touch może być zastosowany jako wing do konsolet z serii M • przyzwoita cena • lekka i nieduża obudowa • łatwość programowania i logika w działaniu • czytelnie rozłożone sekcje faderów i oznaczenie kolorami poszczególnych czynności.