Testy > 705P
30-09-2018 (MIT 10/ 2018 )

TEST - JBL 705P

Mnogość rozwiązań odsłuchu bliskiego pola wywołuje wiele dylematów, prowokuje też nieustanną dyskusję. Producenci monitorów podsuwają użytkownikom coraz nowsze, lepsze modele, gwarantując jednocześnie ich bliskość z ideałem. Niekończący się wyścig w poszukiwaniu wiernego przetwarzania dźwięku kreowanego w studyjnych zaciszach napędza tę karuzelę, a przeciętny, potencjalny posiadacz tego typu sprzętu może czuć się lekko sfrustrowany lawiną informacji oraz mnogością wyboru na rynku. Do i tak już sporej oferty kolejne egzemplarze dorzuca potentat w branży audio, czyli koncern Harman.

 

Dzięki uprzejmości dystrybutora w Polsce, firmy ESS Audio, otrzymaliśmy do testu praktycznie najmłodsze dziecko ze stajni giganta. JBL pokazał niedawno światu serię aktywnych monitorów bliskiego pola serii 7. Przygotowano bliźniacze wersje z wooferami o rozmiarach 5 oraz 8 cali. Modele oznaczone literką „i” zdradzają nam przeznaczenie instalacyjne, co widoczne jest m.in. w otworach montażowych; egzemplarze z oznaczeniem „p” są modelami wolnostojącymi – aktywnymi. Do naszego testu dystrybutor dostarczył właśnie to drugie rozwiązanie, w mniejszym rozmiarze przetwornika niskotonowego. Z tym większym zaciekawieniem przystąpiłem do testu, ponieważ pięciocalowa membrana w przypadku referencyjnych monitorów ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Czy to maleństwo sprosta oczekiwaniom wiernego odtwarzania najniższych rejestrów? Jak zachowa się przy wyższych poziomach głośności? Sprawdźmy!

 

Pierwsze wrażenie

JBL serię 7 dostarcza w dobrze zabezpieczonych, prostych opakowaniach kartonowych. Na próżno szukać kolorowych obrazków czy niezliczonej ilości broszurek reklamowych. Już na pierwszy rzut oka widać, że trafił w nasze ręce produkt dla określonego odbiorcy i marketingowe wodotryski mają w tym przypadku znaczenie drugorzędne. W opakowaniu znajdujemy przewody zasilające w wersji angielskiej i kontynentalnej oraz instrukcję użytkownika. Tylko tyle i aż tyle. Po wyjęciu z pudełka pierwsza sprawa, która nasuwa się na myśl, to waga. To maleńkie czarne pudełko, przypominające nieco nadmuchane głośniki komputerowe, waży ponad 5,6 kg. Zacny to wynik i obiecujący zarazem. Czarna bryła obudowy poza logo w kolorze tytanu nie przykuwa zbytnio wzroku, co w studiu będzie miało niebagatelne znaczenie. Znacznie bardziej interesujący jest panel tylny, choć i po jego stronie minimalizm wziął górę i poza ekranem oraz sporych rozmiarów pokrętłem wyboru i zatwierdzenia niewiele na pierwszy rzut oka widać. Wszystkie złącza umieszczone zostały w pionie poniżej sekcji sterowania. Dzięki temu zabiegowi po podłączeniu żadne przewody nie odstają od panelu tylnego i jeżeli tylko sytuacja, nazwijmy to, lokalowa wymaga, można umieścić monitor przy samej ścianie. To w zasadzie wszystko, co można powiedzieć po pierwszym kontakcie z nowym monitorem JBL-a. Jak przystało na Amerykanów, jest elegancko, schludnie i bez zbędnych dodatków. Wszak monitor ma grać!

 

Podłączenie i sterowanie

Inżynierowie JBL-a przygotowali serię 7 do różnych warunków zasilenia w sygnał wejściowy. Na tylnym panelu znajdziemy wejście analogowe zrealizowane na złączu XLR/combo 1/4 cala TRS oraz złącze cyfrowe AES3 (XLR) z sąsiadującym „podaj dalej”. To udogodnienia w kontekście instalacji. Niezależnie, jaki format w danej sytuacji jesteśmy w stanie wyeksportować do urządzeń, dają nam one możliwość jego podłączenia. Oprócz złącz stricte audio, producent umieścił w panelu gniazdo RJ45 dla nieco bardziej zaawansowanych użytkowników, które integruje monitory z siecią zarządzaną poprzez HiQnet. W obrębie manipulatorów sterujących jak wcześniej wspomniałem, pod ekranem znajdziemy jedynie obrotowy jog z funkcja zatwierdzenia wyboru w jego środkowej części, oraz dwa przyciski: menu do wejścia w ustawienia oraz back, jak nazwa wskazuje, do cofnięcia się o jeden poziom w drzewie menu. Prosto, czytelnie i funkcjonalnie. Przeglądając możliwości menu, o których za moment, wydaje się, że wszystko jest na swoim miejscu, choć obrotowy encoder wyboru mógłby się spisywać nieco bardziej precyzyjnie. Chwilę zabiera przyzwyczajenie się do jego sposobu pracy i złapanie wprawy w manipulowaniu. Mimo to nie powinno nastręczać większych problemów, wszak nastaw nie dokonujemy zbyt często a oprogramowanie HiQnet jest w stanie wyeliminować ten fakt zupełnie, jeżeli skorzystamy z tego protokołu. Obok ekranu znajdziemy również „ściągę”, która podpowie nam, co oznaczają możliwe do zaobserwowania kolory diody zlokalizowanej we frontowym panelu, na wypadek gdybyśmy zapodziali instrukcję użytkownika. Może ona świecić światłem ciągłym lub pulsującym w kolorach białym (ON), czerwony stałym lub pulsującym (error/limit) lub zielonym (User Settings). W menu znajdziemy wszystkie niezbędne nastawy a nawet nieco więcej. Oprócz podstawowej funkcji poziomu wzmocnienia, mamy dostęp do dwóch EQ. Dlaczego dwa? Dość przydatna to funkcja gdyż jedna warstwa, korekcja określana mianem ROOM EQ umożliwia nam na stałe wpisanie wartości nastaw adekwatnych z lokalizacją, w której korzystamy z naszych monitorów. Druga opcja EQ natomiast może być definiowana zgodnie z naszymi preferencjami lub wymaganym konturem dla konkretnego gatunku. Kreatywność zastosowania tych funkcji pozostaje w gestii użytkownika. Do wykorzystania mamy półkę górną, półkę dolną oraz dwa punkty parametryczne o charakterystyce dzwonowej. Poza standardową parametryczną korekcją, projektanci udostępnili nam jako osobną część menu, możliwość kompensacji pasma wysokiego. Przestrajanie odbywa się płynnie mamy możliwość ustalenia częstotliwości zadziałania filtra oraz intensywności gain. Samo menu zawiera również opcję wyboru złącza, z którego jest pobierany sygnał do DSP i dalej do sekcji wzmacniacza. Obrobiony sygnał wejściowy trafia do dwukanałowego wzmacniacza, zasilającego niezależnie oba przetworniki. Moduły mocy oddają niebagatelną moc, bo dokładnie po 250 W na każdy z nich. Przypominam, iż w omawianym modelu zastosowano pięciocalowy przetwornik. Taki zestaw sterująco-wzmacniający w połączeniu z przetwornikami, według producenta pozwala na wygenerować 101 dB ciągłego ciśnienia akustycznego i aż 107 dB w szczycie, podawany dla zakresu 80Hz-20kHz.

 

Brzmienie, czyli to, co najważniejsze

Przed przystąpieniem do oceny wrażeń słuchowych skorzystałem ze ściągi dostępnej w instrukcji obsługi. Producent podaje w niej optymalne ustawienia przetworników względem głowy słuchacza, precyzyjnie określając odległości i kąty, jakie powinniśmy zastosować podczas przygotowania odsłuchów do pracy. Do testu tradycyjnie posłużyły mi doskonale znane i niezawodne tematy muzyczne o zróżnicowanej dynamice, różnych stylach miksu. Jako że to monitory predystynowane do pracy w studio, pokusiłem się tym razem własną twórczość i przygotowanie do renderu śladów z niedawnego koncertu zaprzyjaźnionego zespołu. Inżynierowie JBL-a dość mocno przyłożyli się do pracy, już od pierwszych dźwięków słychać wyważenie, dużą szczegółowość oraz co może zaskakujące bardzo solidną porcję dołu. Przypominam, że do testów trafiła mniejsza wersja z pięciocalowym przetwornikiem niskotonowym. Mimo wspomnianego, sporego poziomu basu, nie jest on przerysowany ani też natarczywy. Najnowsza generacja driverów tak LF, jak i kompresyjnych, wysokotonowych to płuca nowej serii 7. Wyśrubowane  parametry obu z nich, wynoszą na zupełnie nowy poziom definicje odpowiedzi impulsowej w tym segmencie. Przetwornik wysoko tonowy, oznaczony symbolem 2409H, jest w stanie przetwarzać zakres aż do 36 kHz bez zniekształceń, czyli z płaska odpowiedzią częstotliwościową.  Naturalnym jest że tak wysoki zakres nie jest bezpośrednio użyteczny, jednak daje gwarancję nieskazitelnej pracy w zakresie pasma który najbardziej nas interesuje. Specjalnie zaprojektowane przetworniki niskich częstotliwości również zaskakują osiągami. 14 mm skoku (7 + 7 mm) przy przypominam pięciocalowej membranie to wynik wręcz szokujący. Dzięki nowej konstrukcji zawieszenia te maleństwa generują dźwięki już od 39 Hz. Skuteczność w zakresie tonów niskich,  jak zapewnia producent, wyprzedza dostępne na rynku monitory dwu lub trzykrotnie. Takie zestawienie najnowszych rozwiązań technologicznych z możliwościami konfiguracyjnymi urządzenia, gwarantuje ogrom doznań akustycznych podczas pracy z miksem. Przejdźmy zatem do bardziej konkretnej oceny tego co wydobywa się z niepozornych rozmiarów monitorów 7. Wsłuchując się tylko nieco bardziej, od razu wiadomo co było nie tak ze zbieranym instrumentem a można by się i pokusić o ocenę ustawienia mikrofonu podczas nagrania. Bardzo czytelna i jasna jak przystało na JBL górka szczegółowo przenosi wszystkie niuanse. Po kilkunastu minutach w pozycji do pracy z „siódemkami” zaczęło mnie ciekawić, jak zmieni się odbiór w innej pozycji, co usłyszy osoba stojąca nieco za i nieco wyżej niż siedzący realizator. Po ekwilibrystycznych zabiegach jednoznacznie można stwierdzić, że monitory poza osią grają bardzo równo, bez żadnych ubytków w paśmie a dopiero na skraju nominalnego rozproszenia daj się odczuć lekki spadek w zakresie 8 kHz. Po głębszej lekturze specyfikacji i informacji  udostępnianych przez producenta, większość zasług w tej kwestii przypisać można nowemu hornowi. Jego przebieg, laminarność wylotu oraz ukształtowanie w połączeniu ze wspomnianym przetwornikiem 2409H, daje ogromny komfort pracy, pozwala skupić się na niuansach miksowanego materiału i odciąża głowę w kwestii zapamiętywania niedoskonałości naszego systemu odsłuchowego. Dłuższa praca z parą monitorów 705P nie przysparza żadnych negatywnych doznań. Po 2 godzinach ucho zdawało się być dalej świeże i wypoczęte. Pewnie ktoś powie, dwie godziny to nic ale z mojego skromnego doświadczenia wiem, iż czas około 2 godzin w niezbyt przyjaznych warunkach może zmęczyć słuch na tyle aby nie pracować w dalszym ciągu precyzyjnie a na pewno nie z przyjemnością.

 

Podsumowując

705P to bez wątpienia budząca zaufanie, wysokiej klasy konstrukcja. Naszpikowane nowościami technologicznymi monitory oferują poszerzony „sweet-point”, wykluczający natrętne utrzymywanie tylko jednego położenia głowy. Wyposażono je między innymi w zupełnie nowe przetworniki, zaawansowane opcje DSP oraz zdalną kontrolę poprzez HiQnet. Do tego należy dodać ponad przeciętne możliwości sterowania i wyboru sygnału, poparte znakomitymi walorami brzmieniowymi. Całość uzupełnia znana wszystkim solidność wykonania oraz trwałość produktów marki JBL – obie gwarantujące zadowolenie w przypadku wyboru właśnie tego modelu jako monitora bliskiego pola w niewielkim studiu.

 

tekst

Damian Antoniuk

Muzyka i Technologia


PRODUCENT: JBL - www.jblpro.com

DYSTRYBUTOR: ESS Audio - www.essaudio.pl

TESTY


JBL VMA 160

JBL VMA 160 to dobra propozycja dla niedużych obiektów użyteczności publicznej, obiektów sakralnych, restauracji, barów i sal konferencyjnych, gdzie z pewnością podoła postawionym przed nim zadaniom i stanie się niezawodnym punktem każdej instalacji.

JBL PRX 815W

Wyciągając głośniki PRX 815W z pudełka, nie miałem pojęcia o tym, jaka siła drzemie w technologii zawartej wewnątrz. Od teraz już głośnik to nie tylko ostatni punkt łańcucha, który tylko wypluwa to, co z bólem stworzyliśmy wcześniej, a kolejny etap kształtowania brzmienia, dopasowywania go do warunków otoczenia i ostatecznego szlifu miksu.

JBL EON 208P

Testowany przenośny system PA ma wiele zauważalnych zalet. Do głównych można zdecydowanie zaliczyć łatwość transportu i kompaktowość samego projektu, a także intuicyjny i prostu w obsłudze interfejs. Samo brzmienie, jakie można uzyskać z systemu, także jest na przyzwoitym poziomie.

JBL Eon One

Firma JBL nie po raz pierwszy zaprezentowała urządzenie kompaktowe, łączące w sobie cechy kilku osobnych produktów. Jest zdecydowanie wielozadaniowym urządzeniem, które możemy użyć w wielu sytuacjach, takich jak występy, konferencje, prezentacje, spotkania, wykłady czy mniejsze recitale muzyczne.

JBL EON615

Nowa seria EON600 została przez producenta prawie zupełnie przeprojektowana, co odzwierciedliło się zarówno w zastosowanych nowinkach technologicznych, jak i przełożyło na właściwości użytkowe.