Testy > DMXcat
30-07-2018 (MIT 8/ 2018 )

TEST - CityTheatrical DMXcat

DMXcat to niewielkie urządzenie o długości 9 cm, które ma wszelkie szanse, by zawojować świat oświetleniowców. Nie sprawia kłopotu podczas transportu, gdyż bez problemu mieści się w kieszeni, możemy je także przypiąć do paska. Dotkliwy za to będzie jego brak. DMXcat szybko uzależnia i przyzwyczaja do wygody przy ustawianiu świateł.

 

Wprawdzie nie zastąpi pulpitu oświetleniowego przy realizacjach teatralnych, może jednak całkiem dużo, choć wygląda dość niepozornie. Urządzenie jest wykonane bardzo solidnie. Minimalistyczna obudowa (z estetycznym designem) to zaledwie dwa przyciski i dwie diody oraz gniazdo micro USB do ładowania akumulatora. Producent wyznaczył czas pracy po całkowitym naładowaniu na 20 godzin, a to oznacza, że w niewielkich przestrzeniach wystarczy spokojnie na kilka miesięcy zwyczajnego działania (u mnie po 2,5 miesiąca codziennego używania poziom baterii wynosi 88%). Przycisk z boku obudowy służy do włączania latarki – uruchamia mocniejszą białą diodę z przodu urządzenia; rzecz przydatna przy egipskich ciemnościach panujących nie tylko w niektórych dimerowniach. Biała dioda ma dodatkową funkcję – służy jako lokalizator (przywoływane z aplikacji urządzenie wydaje z siebie przenikliwy dźwięk i miga, gdyby ktoś akurat zapomniał, gdzie wpiął się do systemu). Główny przycisk uruchamia urządzenie – tu bardziej istotne są komunikaty wysyłane przez świecącą na zielono lub czerwono diodę. DMXcat może między innymi oznajmiać stan włączenia, brak kontaktu ze smartfonem, proces ładowania baterii, a nawet alarm, gdy nie został wykryty i połączony z telefonem lub tabletem. Precyzja wykonania dotyczy też samego kabla AES EBU – chociaż krótki, został dobrze zabezpieczony przed mechanicznymi uszkodzeniami. Do zestawu z urządzeniem dołączona jest pięciopinowa męska „beczka”, warto więc zaopatrzyć się w przejściówkę DMX 5-3, żeby uniknąć niespodzianek przy wyjazdowych montażach. Zestaw uzupełnia uchwyt na pasek, breloczkowe kółko oraz przejściówka z USB na micro USB. Aplikację pobiera się ze strony producenta, a jej instalowanie i łączenie z urządzeniem jest tak intuicyjne, że bez dodatkowych wskazówek poradzi sobie z tym niemal każdy. Tu uwaga: warto wybrać smartfon na systemie Android, żeby nie pozbawić się dostępu do funkcji światłomierza, chociaż trzeba też sprawdzić, czy aparat ma odpowiedni sensor. Numer DMXcat pojawiający się na liście dostępnych urządzeń jest powtórzony na naklejce na obudowie, także jeśli w przyszłości odbędzie się zlot fanów, to każdy zlokalizuje w sieci swój sterownik bez większego wysiłku. Urządzenie może pracować z różnymi smartfonami (oczywiście nie jednocześnie), warto więc w tym miejscu zastanowić się nad skonfigurowaniem osobnego aparatu wyłącznie na potrzeby oświetleniowe. Chcąc zacząć korzystać z DMXcata, najłatwiej wpiąć go w system zamiast pulpitu oświetleniowego. Ze smartfonem łączy się przez Bluetooth, a zasięg to 15 m (ściany nie są przeszkodą, u mnie zasięg kończy się na progu gabinetu dyrektora, pewnie z szacunku). Ewentualne zakłócenia w sterowaniu światłami w postaci minimalnych opóźnień reakcji wynikać więc będą tu z ograniczeń bluetootha jako takiego.

 

Czas na zabawę…

Po podłączeniu urządzenia na ekranie smartfona pojawi się siedem lub osiem ikonek (bez wpięcia się w system – trzy lub cztery). Niezależne od podłączenia są: informacja o urządzeniu, światłomierz (opcjonalnie), skaner Wi-Fi oraz kalkulator adresów DMX – ten ostatni w wersji do porównywania (żeby nie napisać, że dla wyjątkowo niechętnych samodzielnemu liczeniu): można dokładnie przystosować obrazek na wyświetlaczu do układu przełączników switch na aparacie… Podstawowy ekran zawiera też pasek informacji o łączności smartfona i urządzenia oraz o stanie baterii i ikonkę lokalizatora.

Cztery ważne narzędzia dla oświetleniowców to kontroler RDM, tester DMX (tu między innymi analiza sygnału, transmisja czy podgląd poziomów sygnału), sterownik urządzeń inteligentnych oraz sterownik DMX. Sterownik ruchomych głów odsyła do kolejnych ustawień: z listy wybiera się producenta, typ urządzenia czy model, by przejść do możliwości tworzenia własnych bibliotek: wybrać adres początkowy, ustawiać tilt czy gobosy; preferowane ustawienia da się zapamiętać w aplikacji.

Zanim przejdzie się do najbardziej wykorzystywanego narzędzia, czyli sterownika DMX, warto określić preferencje pracy z DMXcatem (w każdej chwili i w prosty sposób mogą one zostać zmienione, a że aplikacja zapamiętuje te poprzednio wybrane, nie trzeba za każdym razem męczyć się z przywracaniem najwygodniejszych dla siebie rozwiązań). Na tym etapie można wskazać, czy poziom wysyłanego sygnału ma być podawany w systemie procentowym (0–100) czy ośmiobitowym (bajtowym) (0–255), a także wybrać interfejs. Można zdecydować się na „kalkulator” – klawiaturę z jednym pokrętłem do płynnego wprowadzania zmiany, lub na tradycyjny system suwaków. Kolejnym ustawieniem zależnym od sposobu pracy jest możliwość wykonywania blackoutu przez opuszczenie głównego ekranu sterownika – daje to szansę wygodnego zerowania poziomu sygnału w odległych od siebie adresach, ale może być średnio wygodne, gdy ktoś smartfona na wysokościach używa również do innych celów.

Podstawowy ekran sterownika daje równoczesny podgląd poziomu sygnału na pięciuset dwunastu obwodach (w formie kolorowych słupków), tu bez szczegółowych wartości. Z tego miejsca przez dotknięcie dowolnej linijki wchodzi się do bardziej szczegółowego ekranu (sześćdziesiąt cztery adresy, już z liczbową, a nie graficzną – więc znacznie bardziej dokładną – wartością wysyłanego sygnału) albo bezpośrednio do sterownika przez ikonę na górnej belce.

W przypadku wybrania opcji z suwakami otrzymuje się osiem kolejnych potencjometrów na ekranie – żeby przejść do wyższych lub niższych adresów, wystarczy przesunąć palcem po wyświetlaczu. Pod numerem obwodu pojawia się liczbowa wartość: poziom sygnału (procenty lub wartości dziesiętne zamienić można szybko na górnej belce). Płynne zapalanie obwodu jest możliwe przez przesuwanie palcem „suwaka” albo przez kliknięcie w odpowiedni punkt wykresu (co niby jest oczywiste, ale przydaje się najbardziej, gdy wybrany obwód może być uruchamiany tylko w trybie switch, a nie da się tego z jakiegoś powodu ustawić na dimerze).

Dla wygody przy ustawianiu świateł można wykorzystać system presetów: DMXcat pozwala zapisywać sceny statyczne – obrazy świetlne – i nadawać im własne nazw. Wybór sceny z dostępnej listy włącza wybrane reflektory na wskazanym poziomie – ale w trybie włącz/wyłącz, nie da się ich oczywiście wprowadzać płynnie. Jest to zatem udogodnienie przy ustawianiu świateł, ale nie zastąpi pulpitu sterowniczego w pracy realizacyjnej, przynajmniej nie tam, gdzie pożądane są płynne zmiany. Presety łatwo dają się modyfikować i usuwać (przewinięcie nazwy w lewo).

 

Przedmiot pożądania

DMXcat budzi zazdrość i trudno się dziwić. Praktycznie nie sprawia problemów w użytkowaniu, jest lekki i poręczny, łatwo go zainstalować, zamontować i wykorzystywać przy ustawianiu reflektorów. Skraca czas pracy, chyba że ktoś akurat lubi pozachwycać się światłem i kontempluje je, zamiast zająć się ustawianiem kierunków i fokusowaniem (owszem, zdarza mi się pisnąć z radości na widok reflektora – i co z tego?), ale na to rady nie ma. Najsłabszy punkt to smartfon (albo tablet), sam DMXcat (sprzęt i oprogramowanie) jest po prostu idealny. Sprawdzi się w kameralnych salach i w plenerach, jest niezastąpiony podczas montaży wyjazdowych, zrewolucjonizuje małe teatry i domy kultury. Entuzjazmu nie podzielą ci, którzy korzystają już z Art-Netu, ale tradycjonaliści zyskają narzędzie na miarę swoich potrzeb. DMXcat jest idealny, ma jednak dwie wady. Korzystanie z niego coś nieodwracalnie zepsuje. Albo więzi międzyludzkie, bo nie trzeba będzie już sadzać za stołem kolegi, któremu wołało się spod sufitu numery potrzebnych akurat obwodów – albo figurę, kiedy odpadnie bieganie do reżyserki i z powrotem na drabinę. Silnie uzależnia: pierwszego dnia czas ustawiania reflektorów skrócił się o ponad połowę, teraz już trudno mi wyobrazić sobie powrót do dawnego systemu pracy, DMXCat staje się jednym z ważniejszych (chociaż i najmniejszych) elementów pakowania się na wyjazdowe realizacje.

W ramach budowania kontaktów interpersonalnych obiecałam ekipie, że z DMXcata będziemy korzystać wszyscy. Cóż, jeszcze nie mieli okazji go dotknąć…

 

Tekst i zdjęcia

Izabela Mikrut

 

Konsultacje merytoryczne:

Sergiusz Brożek


PRODUCENT: CityTheatrical - www.citytheatrical.com

DYSTRYBUTOR: P.S. Teatr - www.teatr.com.pl