Testy > Maverick MK3 Wash
28-06-2018 (MIT 7/ 2018 )

TEST - Chauvet Pro Maverick MK3 Wash

Kolejny raz sięgamy po urządzenie marki Chauvet. Dzięki uprzejmości firmy LTT (polskiego dystrybutora) otrzymaliśmy tę oprawę do testów dość szybko – jak tylko pojawiła się na rynku. W redakcji model MK3 spędził kilka tygodni. To jeden z najdłużej przeprowadzanych testów, które miałem przyjemność wykonać. Dlaczego aż tak długo? Czy ta oprawa wyróżnia się czymś wyjątkowym? Nie zdradzając szczegółów na samym początku, mogę odpowiedzieć jednoznacznie: tak! Ta oprawa zasługuje na to, aby spędzić z nią nieco więcej czasu. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że to jedyny powód. Druga przyczyna okazała się bardziej prozaiczna. W tzw. wysokim sezonie trudno o miejsce (czytaj: scenę), gdzie bez pośpiechu, przez kilka czy kilkanaście godzin można spokojnie popracować z nowym urządzeniem. Ostatecznie test został przeprowadzony na scenie bytomskiego teatru Rozbark dzięki uprzejmości dyrekcji tejże placówki – dziękujemy!

 

Napisałem, że warto przyjrzeć się tej oprawie dłużej. To nie jest tylko moja opinia. Chauvet MK3 został nominowany przez Parnelli do nagrody w kategorii Indispensable Technology – Lighting. Tu warto wspomnieć, że nagrody przyznawane przez Parnelli są dziś uznawane za jedne z najbardziej prestiżowych w naszej branży. Kiedy w 2001 roku jeden z pomysłodawców tego wyróżnienia – Terry Lowe, wydawca czasopism „FOH” i „PLSN” – wręczył pierwszą i jedyną wtedy nagrodę, nic nie wskazywało na to, że będzie to jedno z najważniejszych wyróżnień z ponad dwudziestoma kategoriami, a przyznawane dziś głównie osobom, które zwykle nie są podziwiane w blasku reflektorów. A co można powiedzieć o samej marce Chauvet? Wnikliwych czytelników odsyłam do testu urządzenia z tej samej rodziny Maverick – spota MK2. Tam opisałem nieco historię. Firma prowadzona przez państwa Chauvet to holding skupiający wszystkie produkty produkowane z logo: Chauvet DJ, Chauvet Professional, Iluminarc, Trusst oraz ChamSys.

 

Pierwsze zaskoczenie

 

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz przeglądałem dość pobieżnie informacje na temat tej nowości, nie zwróciłem uwagi na wyposażenie tego urządzenia. Dlatego po rozpakowaniu kartonu fabrycznego tym, co mnie uderzyło, była średnica optyki oraz liczba chipów LED. Szczerze mówiąc, spodziewałem się skromniejszej oprawy typu wash. Średnica tarczy z soczewkami wynosi 467 mm. Każda z soczewek jest osadzona niezależnie w szczelinach obudowy, zatem możliwa jest wymiana każdej z nich w razie potrzeby. Tu producent nie oszczędzał – to porządne szklane, grube soczewki co z pewnością przekłada się na jakość plamy oświetleniowej, w tym na równomierną możliwość mieszania barw. Po wstępnych oględzinach można wysnuć jeden wniosek: to urządzenie będzie dość mocne. Co znajduje się w sercu spota MK3? To dwadzieścia siedem sprawdzonych, czterdziestowatowych czipów Osrama RGBW. Układ optyczny pozwala kreować wiązkę w zakresie od 5° do 29°. Kąt pola wynosi od 7° do 45°. Przy 7° (maksymalne skupionej wiązce) pomiar przeprowadzony z odległości 5 metrów da nam wynik 89200 luksów. Kiedy rozszerzymy zoom w skrajną pozycję 45°, przy tej odległości wartość spadnie do 2814 luksów. Zatem wszystko jest już jasne. Pod kątem jasności ta głowica sprawdzi się na większości profesjonalnych scen. Tu należałoby dodać również informację odnośnie rozmiarów i wagi tego urządzenia. MK3 waży 31 kg, przy wymiarach 459 × 292 × 583 mm.

 

Pokrywy na bok

 

Porządne soczewki zwiększają niestety wagę przedniej tarczy. Cóż… albo jakość, albo odchudzanie urządzenia. Tu akurat nie ma kompromisów. Dlatego też ruch przedniej tarczy jest możliwy dzięki czterem niezależnym silnikom oraz czterem elementom suwnicowym stabilizującym całość. Na szczęście tak solidny mechanizm nie ma specjalnego wpływu na spowolnienie pozycji zoom. Przesunięcie mechanizmu z jednej skrajnej pozycji w drugą trwa dosłownie sekundę. Podobnie jest z ruchem panoramy i tiltu. Oczywiście tu MK3 nie dorówna dużo mniejszym, superszybkim urządzeniom, ale biorąc pod uwagę rozmiar tarczy z optyką, szybkość mechanizmów tego washa jest optymalna. Co dalej? Konstrukcyjnie pod względem układu optycznego nie ma tu niespodzianek. Czipy ledowe zostały umieszczone na jednej płycie, nad nimi znajdują się słupki światłowodowe. Ruchoma część z soczewkami, jak w większości tego typu urządzeń, pozwala zmieniać kąt świecenia. Zatem, jak już wspomniałem, nie ma tu niespodzianek, poza... jedną. Kształt końcówek słupków z światłowodami jest inny, niż się spodziewałem. Nie są to elementy okrągłe, lecz kwadratowe. Daje to dość ciekawy efekt, kiedy ustawimy parametr zoom w taki sposób, aby wyostrzyć wszystkie źródła światła. Kiedy używamy ich razem, stanowią one bardzo ciekawy kształt geometryczny, przypominający wieloramienną gwiazdę. Oczywiście lekka zmiana pozycji soczewek pozwala nam uzyskać okrągłą, jednolitą plamę oświetleniową – jednak do uzyskania czegoś innego (niż w standardowym washu) taka możliwość może okazać się przydatna. Ma to również znaczenie przy innych funkcjach, które oferuje MK3, czyli pixel mappingu – jednak o tym napiszę w dalszej części artykułu. Skoro pokrywy są już zdjęte, to warto przyjrzeć się tylnej części z optyką. Tuż pod płytą z czipami LED, w samym środku głowicy umieszczono dwa rzędy zespolonego radiatora. Zaskakujący jest fakt, że przy tej mocy czipów i takiej ich liczbie nie zaobserwowałem rurek z cieczą. Jednak fizyki nie da się oszukać, zatem tu konstruktorzy musieli zastosować dość spore wentylatory. Do bezpośredniego chłodzenia czipów zamontowano dwa bliźniacze wentylatory o średnicy 12 cm. Tłoczą one bezpośrednio powietrze do wnętrza radiatora, a jego ujście znajduje się po dwóch bokach obudowy.

 

Czas na poważny test

 

Sprawdźmy, co potrafi MK3. To jeden z tych washy, gdzie konstruktorzy stworzyli znacznie więcej możliwości do profesjonalnej pracy, niż wynikałoby to z samej nazwy wash. Oczywiście mam tu na myśli możliwość mappingu – szczególnie jeśli mamy do dyspozycji więcej takich urządzeń – ale od początku. Jak wspomniałem, czipy są w konfiguracji RGBW, jednak MK3 dla ułatwienia został wyposażony dodatkowo w tryb pracy CMY, co w wielu sytuacjach może być bardzo pomocne. Funkcja ta jest dostępna zarówno z poziomu menu, jak i sterownika. Poza tym pomyślano także o globalnej korekcie kolorów. MK3 ma możliwość generalnego skorygowania RGBW w płynny sposób, określając wartość korekty w procentach. To w oczywisty sposób może pomóc przy np. zestawianiu tego urządzenia z innymi głowicami, ale nie tylko – w wielu innych wypadkach globalna korekta jest również bardzo pomocna. Następnie możliwości MK3 tak naprawdę zależą od trybu. To urządzenie wzorem innych modeli wyprodukowanych przez tę markę ma dwa rodzaje trybów. Są one dostępne w opcji single lub dual. Na początek zajmijmy się trybem single. Najprostszym sposobem pracy będzie mode basic. Jest to tryb, który zajmuje dwadzieścia jeden kanałów. W dużej mierze basic jest ośmiobitowy. Właściwie poza funkcjami motorycznymi panorama–tilt reszta parametrów ma rozdzielczość właśnie 8 bit. W tym najprostszym trybie nie ma co prawda manualnego dostępu do poszczególnych pikseli (czipów), ale można skorzystać z efektów typu makro. Dynamiczne sekwencje makro zostały zaprojektowane tak, aby piksele w różnych konfiguracjach wyświetlały się po sobie (lub kilka w jednym czasie), tworząc efektowne wzory. Nawet w tym najbardziej ograniczonym trybie dostępna jest funkcja background, pozwalająca użyć tzw. kolor tła. Innymi słowy, gotową sekwencję makro możemy użyć w innym kolorze, jednocześnie wykorzystując pozostałe piksele jako tło, również w wybranym przez użytkownika kolorze. Funkcja koloru tła ma dostępny niezależny dimmer, zatem wzory makro mogą być bardzo kontrastowe względem koloru tła lub nieco wtopione w całość. Tempo sekwencji makro jest oczywiście płynnie regulowane. W wszystkich trybach (również w basic) zaprojektowano funkcję gobo. Pewnie wielu czytelników zastanawia się w tym momencie, jak można zabudować wzory gobo w taką konstrukcję washa? Otóż można. Oczywiście nie jest to klasyczna tarcza z wzorami. Tę funkcję nazwałbym inaczej. Myślę, nazwa „statyczne makro” może nieco rozjaśni czytelnikom tę ideę. Jest to po prostu zbiór różnych konfiguracji geometrycznych poszczególnych pikseli. To dokładnie tak, jakbym zatrzymał którąś sekwencję marko w danym momencie. Zatem funkcją gobo możemy w sposób stały uruchomić kilka czipów z dostępnych kombinacji, jednocześnie tworząc kształt geometryczny. Oczywiście przy użyciu wspomnianej funkcji gobo, kolor tła jest również dostępny. Pozostałe tryby single gwarantują nam dostęp do poszczególnych czipów w sposób niezależny. Oznacza to, że sekwencje różnych pikseli oraz ich kolorystykę możemy kreować samemu. W tym miejscu należy podkreślić, że znacznie zwiększa się liczba kanałów potrzebnych do pracy w danym wyższym mode. I tak kolejnym trybem pracy jest standard. Zajmie on już sto dwadzieścia dziewięć kanałów, ale jest to w pełni uzasadnione. Jak wspomniałem, użytkownik zyskuje tu dostęp do poszczególnych pikseli, jednak nadal rozdzielczość kreowania kolorów jest tylko ośmiobitowa. Dotyczy to również dimmera. Zyskujemy dostęp do poszczególnych pikseli i to w dowolnie wybranej kolorystyce. Prócz możliwości tworzenia własnych wzorów otwiera nam jeszcze jedną furtkę: cały czas możemy korzystać z sekwencji makro i gobo udostępnionych przez producenta, ale można je nieco modyfikować w tym trybie, jak i w dwóch wyższych trybach, zmieniając ręcznie kolorystykę i intensywność – sekwencja makro będzie nadrzędnie traktowała nasze modyfikację, zatem wybrane piksele w danej sekwencji mogą być wyświetlane w innych kolorach niż pozostałe. Załóżmy, że sekwencja makro używa dziesięciu pikseli następujących po sobie w dowolnym tempie. Kiedy wybierzemy kilka pikseli i ustawimy inną kolorystykę, wzór makro staje się jeszcze ciekawszy. Mamy cały czas do dyspozycji kolor tła, globalny kolor, w którym pracuje makro, oraz ręcznie zmodyfikowany kolor kilku pikseli. Daje to naprawdę nieograniczone możliwości. Co z wyższymi trybami? Zyskujemy tam rozdzielczość szesnastobitową – dotyczy ona praktycznie każdego parametru, zarówno dimmera, jak i modyfikacji kolorów, i to w odniesieniu do każdego piksela. Jak się łatwo domyślić, ponownie wzrośnie liczba zajętych kanałów – dla trybu advanced do 243, a dla trybu tour do 297 kanałów. To jednak nie wszystkie możliwości sterowania tym urządzeniem. Producent, wzorem innych swoich głowic, wdrożył możliwość podwójnego sterowania tymi urządzeniami. Na czym to polega? Głowica może w jednym czasie przyjmować polecenie z dwóch niezależnych sterowników i to w różnych protokołach. Stąd w trybach pracy pojawia się przedrostek dual. Jeśli głowicę ustawimy w trybie dual, da nam to kolejne możliwości. Wyobraźmy sobie sytuację, gdzie chcielibyśmy stworzyć naprawdę dobry mapping za pomocą tych urządzeń. W tym celu w trybie dual ruchy motoryczne urządzenia możemy przypisać do sterowania za pomocą DMX, a sterowanie pikselami do innego protokołu, który obsługuje MK3. Może to być ArtNet, aACN lub KlingNet. Szczególnie ten ostatni protokół wydaje się być stworzony do pracy z pixel mappingiem, a co za tym idzie – i z tym urządzeniem. Choć wspominałem już o tym przy okazji testu innego modelu Chauvet, postaram się przybliżyć jego możliwości czytelnikom, którzy nie mieli jeszcze okazji usłyszeć o tym protokole. Kling-Net został stworzony przez firmę ArKaos. Jak nie trudno się domyślić, ten znany producent media serwerów cały czas wiedzie prym w integrowaniu systemów służących do wyświetlania obrazów i animacji z światłem scenicznym. Ten protokół radzi sobie z dystrybucją danych wideo czasie rzeczywistym i potrafi zdefiniować oraz przeliczyć możliwości pixel mappingu każdego urządzenia, które zostało podłączone do systemu. Konfiguracja za pomocą złącza Ethernet następuje automatycznie. Protokół ten eliminuje konieczność używania dodatkowych, sprzętowych konwerterów, procesorów i innych urządzeń peryferyjnych. Struktura Kling NET jest na tyle elastyczna, że serwer sam interpretuje dane otrzymane od urządzeń i dopasowuje parametry do możliwości danego odbiornika.

 

Kilka istotnych rzeczy

 

Czy kosztem tak ogromnych możliwości kreowania kolorów i efektów zaoszczędzono na innych jakże ważnych funkcjach? Nic bardziej mylnego! Co każde profesjonalne urządzenie ledowe powinno jeszcze posiadać? Oczywiście dostęp do PWM. I tu faktycznie o tym nie zapomniano. Użytkownik może dobrać częstotliwość z dostępnych sześć wariantów. Regulacja obejmuje zakres od 600 do 15 000 Hz. Krzywa dimmera? Proszę bardzo! MK3 ma cztery możliwe tryby pracy dimmera do wyboru. Prócz tego można niezależnie dopasować szybkość pracy. Dzięki tej funkcji dimmer może pracować w trybie fast lub smooth – udając bezwładność żarnika w reflektorze konwencjonalnym.

Czy MK3 można wyciszyć? Tak, wentylatory mogą pracować w trybie pełnym, automatycznym lub eco. A co z bezprzewodowym DMX-em? A jakże! Jest na pokładzie. Na koniec dodam jeszcze jedną dość zaskakującą rzecz: przez cały okres testu używałem menu za pomocą przycisków nawigacji, ale przypadkowo natrafiłem na konfigurację ekranu dotykowego... Okazało się, że dość czytelny wyświetlacz w przednim panelu jest również dotykowy. Czy to akurat w tym urządzeniu ułatwia pracę? Wydaje mi się, że podczas całego testu nie natrafiłem na żaden słaby punkt MK3. Czy urządzenie ma jakąś piętę Achillesa? W mojej ocenie dotyk nie działa powalająco, a do wybrania strzałek nawigacji w rogach ekranu trzeba mieć naprawdę drobne opuszki palców. Na szczęście funkcję dotyku można wyłączyć, a nawigacja za pomocą przycisków jest znacznie szybsza i łatwiejsza.

 

Rozstanie

 

Przez tak długi czas zdążyłem się już przywyknąć do widoku MK3 gdzieś w pobliżu. To jednak nie tylko przyzwyczajenie. Kilka razy z rzędu załączałem tę głowicę, aby przetestować pomysły, które właśnie przyszły mi to głowy. Za każdym razem efekt był zadowalający. To bez dwóch zdań dobry produkt typu wash z możliwościami, które umożliwiają profesjonalną pracę. Nie można tu mieć zastrzeżeń ani do jakości wykonania, ani do jakości układu optycznego. Świadomie pominąłem też w niniejszym tekście kilka rzeczy, które wymagałyby znacznie szerszego opisu. Niestety, nie zmieściłyby się one wszystkie w ramach jednego testu. Mogę tylko napisać, że jeśli ktokolwiek z was, drodzy czytelnicy, będzie miał okazję przetestować to urządzenie, to z pewnością nie będzie to stracony czas.

 

 

tekst

Paweł Murlik

Muzyka i Technologia

 

zdjęcia

Aleksander Joachimiak


PRODUCENT: Chauvet Pro - www.chauvetprofessional.eu

DYSTRYBUTOR: LTT - www.ltt.com.pl

TESTY


Chauvet Pro Maverick MK Pyxis

Firma Chauvet gości na naszył łamach cyklicznie z precyzją szwajcarskiego zegarka. Głównym powodem jest to, że marka bardzo dynamicznie reaguje na potrzeby rynku, wdrażając sukcesywnie kolejne nowości. Opisywaliśmy już urządzenia z serii Rogue – w chwili obecnej, biorąc pod uwagę również nowe modele, rodzina ta rozrosła się do dziesięciu różnych głowic. Równie ciekawą serię stanowi Maverick. Wśród czterech nowości z tej serii znalazł się bohater niniejszego testu, czyli konstrukcja o wdzięcznej

Chauvet Pro Rouge R1 FX-B

Każdy z nas lubi nowe urządzenia. Odkrywanie ich możliwości jest czystą przyjemnością. Jednak w przypadku tego Chauveta eksplorowanie kolejnych funkcji i możliwości powodowało moje spore zaskoczenie. Duże brawa dla konstruktorów i pomysłodawców.

Chauvet Pro Maverick MK2 Spot

Serce głowicy stanowi moduł LED 440 W, generujący (przy 5 m) 18 079 luksów przy skupionej wiązce 13° oraz 2518 luksów przy maksymalnie rozszerzonym zoomie do wartości 37°. Temperatura barwowa zespołu LED-ów wynosi dokładnie 6808 K, a producent określa jego żywotność na 50 000 godzin. Ta pozytywna informacja powinna zadowolić wszystkich właścicieli firm rentalowych.