Testy > Smart Spot 330 PRO
29-05-2018 (MIT 6/ 2018 )

TEST - Brighter Smart Spot 330 PRO

Myślę, że mogę napisać, iż coraz częściej na naszych łamach mamy do czynienia z polskimi firmami zajmującymi się dystrybucją oświetlenia scenicznego. To z pewnością cieszy – niezależnie od tego, czy produkty powstają (jak większość przedmiotów, które nas otaczają) w Państwie Środka, czy też fabryki są zakładane w naszym kraju.

 

Sądząc po ofercie marki Brighter, produkty nie są montowane w Polsce, ale jeśli ktoś decyduje się na sprzedaż produktów pod swoją marką, to my, czyli klienci, możemy z pewnością liczyć na pełne wsparcie w postaci szybkiego i sprawnego serwisowania urządzeń. To duży atut, jeśli porównamy sytuację z kupowaniem podobnych urządzeń za pośrednictwem internetowych serwisów zagranicznych. Dystrybutor zapewnia także możliwość rozszerzenia gwarancji, co świadczy o jego przekonaniu co do niezawodności oferowanego sprzęt.

 

Co można powiedzieć o marce Brighter? Pojawiła się na rynku dość nagle i dość aktywnie zaczęła lansować swoje produkty. Kiedy zacząłem obserwować profil w jednym z serwisów społecznościowych, to okazało się, że urządzenia Brighter są oferowane również poza granicami naszego kraju. Firma ma siedzibę w Krakowie, a dewizą marki mają być profesjonalne, niezawodne urządzenia oraz bazowanie na wieloletnim doświadczeniu i badaniach. Z klasyfikacją urządzeń zawsze mam problem. Myślę tu o tym, gdzie zaczyna się rynek pro. Czy granicą ma być cena? Funkcjonalność, niezawodność i wyposażenie? Markowe komponenty wewnątrz? A może wszystko naraz? Brighter zapewnia nas, że produkuje w segmencie profesjonalnym. Przyjrzyjmy się zatem, jak czynniki takie jak funkcjonalność i wyposażenie wyglądają w głowicy z Brightera.

 

Internet wszystko zweryfikuje. Zaczynamy od oględzin

Zarówno na fanpage’u naszej redakcji, jak i na różnych forach często spotykam się z komentarzami do testów, które publikujemy. Wasze odczucia po pracy z danym urządzeniem kontra opis z naszego czasopisma. Pojawiają się też słowa o tym, czego zabrakło w danym tekście. Często staram się pisać rzeczy, które nie zawsze są wygodne dla dystrybutorów czy producentów, ale jaki byłby sens robienia testu, gdyby miał on być opisem samych zalet? Z drugiej strony wychodzę z założenia, że każde urządzenie to pot na czole konstruktorów, inżynierów, pomysłodawców. Każda taka myśl techniczna – szczególnie przy dość skomplikowanych urządzeniach, jakimi są głowice ruchome – zasługuje na szacunek. Dlatego też co jakiś czas podkreślam, że poprzednie, jak i niniejszy test muszą być obiektywne.

Od czego należałoby zacząć w przypadku tego spota? To konstrukcja, która jest już znana na świecie. Uzyskałem kilka informacji w firmie Brighter odnośnie wprowadzonych modyfikacji. Ze względu na wspomniane zmiany konstrukcyjne produkt Brighter został oznaczony symbolem Smart Spot 330 Pro. Za pierwszym razem nie doszukałem się bibliotek na stronie producenta, ale szybko okazało się, że źle szukałem. Biblioteki są dostępne na stronie www.brighterlights.pl w zakładce Aktualności. Biblioteki te zostały napisane zarówno do sterowników MA, jak i Chamsys. Niedługo powinno pojawić się też wsparcie dla użytkowników Hog i Avo.

Jak ta głowica wygląda na zewnątrz? Spot jest dosyć pokaźny, ale to w miarę jasne urządzenie z białym silnikiem ledowym o mocy 330 W (co można wywnioskować po symbolu). Taka moc w przypadku tej klasy silnika ledowego powinna satysfakcjonować większość realizatorów, którzy szukają urządzeń w podobnej klasie. Innymi słowy – stosunek jasności do wymiarów i wagi urządzenia jest korzystny. W ofercie Brighter znajduje się jeszcze jedna dość podobna konstrukcja pod nazwą Extreme 440. Jednak ta nieco większa głowica ma wyładowcze źródło światła (Osram HRI Sirius 440W) i jest ona konstrukcją hybrydową typu beam/spot. Wróćmy jednak do Spota 330 Pro. Obudowa wygląda solidnie i sama konstrukcja ma bardzo ładny design. Większość elementów obudowy jest metalowa. Z tworzywa ABS wykonano matowe pokrywy części z optyką oraz osłony ramion, a także maskownice przedniego i tylnego panelu podstawy. Rączki są gumowane, a części ruchome mają blokady transportowe. Panel bez niespodzianek. Z przodu wyświetlacz LCD jednokolorowy oraz przyciski nawigacji – tutaj stylistyka i sposób wykonania samych przycisków kojarzy mi się z jednym popularnym, włoskim producentem, czyli jak dla mnie to gwarancja szybkiej obsługi urządzenia. I rzeczywiście. Menu jest proste, szybkie i czytelne, a nawigacja nie sprawia kłopotów. Tył to zestaw DMX-owy w dwóch standardach, powerCON i włącznik zasilania. Moc ponad 300 W z czipu ledowego skutkuje wagą głowicy, ale – jak już wspomniałem – jest ona na poziomie absolutnie akceptowalnych 20 kg. Tor optyczny jest dość długi, choć głowica oferuje zakres zoom od 5° do 35°. W pozycji pionowej głowica mierzy 675 mm. To jest ten moment, kiedy zajrzymy do środka.

 

Nienagannie

Sposób wykonania – nienaganny. Wszystkie wiązki poprowadzone schludnie i pospinane opaskami. Nie doszukałem się tanich, silikonowych pasków. Obejmy suwnic dla soczewek focus i zoom są metalowe. To akurat duży plus, bo naprawdę nawet markowym producentom zdarza się w tym miejscu zaoszczędzić i włożyć plastikowe elementy. Obiektyw focus jest dość pokaźny, zatem kiedy opada bezwładnie podczas utraty zasilania, mógłby się uszkodzić. Mógłby, ale się nie uszkodzi, ponieważ o tym też pomyślano. Śruby mocujące wyposażono w plastikowe odbojniki i to one amortyzują ewentualne bezwładne przesunięcie się zestawu fokusującego. Silniki krokowe, typowe dla tej klasy urządzeń, oznaczone logo niczym na bytomskiej rejestracji samochodowej, czyli SY. To dość popularny dostawca, produkujący pod nazwą Zhongshan Shengyang Motor Co., Ltd.

Przy tak dużym czipie LED są dwa sposoby na odprowadzanie ciepła. Albo samo źródło światła jest nieco odkryte, aby zmaksymalizować przepływ powietrza i tym samym stosuje się dodatkowe wentylatory wewnątrz części z optyką, albo osłania się dość szczelnie czip kolejną obudową i wyprowadza się ciepło tylko stworzonymi do tego kanałami bezpośrednio na zewnątrz urządzenia. Tu wybrano drugą opcję. Czip jest obudowany i tylko z dwóch stron zamontowano wentylatory, które odprowadzają ciepło na zewnątrz. Duża moc to brak innego rozwiązania jak tylko hybrydowy układ chłodzenia, zatem miedziane rurki z cieczą – tak, radiator z sporą liczbą listków – tak, i aktywne wentylatory – tak. W kontekście innych testów, które miałem przyjemność przeprowadzić, i głowic, które są całkowicie bezgłośnie, nie mogę napisać, że 330-tka jest bardzo cichym urządzeniem. Jednak biorąc pod uwagę hybrydowy układ chłodzenia i moc urządzenia powinienem napisać, że na tle konkurencyjnych modeli poziom szumu jest na bardzo przyzwoitym poziomie. Innymi słowy, gdybyśmy porównywali głowice tylko o podobnej konstrukcji to… tak: 330-tka będzie jedną z bardziej cichych głowic.

Przy okazji oględzin tej części głowicy rozwiązała się sprawa, o której już wspominałem: głowica ma długi tor optyczny, ale zakres zoom dość standardowy – dlaczego? Otóż czip 330 W ma dość sporą średnicę. Zatem, żeby strumień światła mógł pozostać dość skupiony, zastosowano bezpośrednio nad źródłem światła dodatkowy obiektyw o wysokość około 3 cm. Warto też nadmienić, co można uzyskać za pomocą tego czipu. Natywna temperatura barwowa źródła światła wynosi 8500 K, a żywotność czipu sięga 50 000 godzin. Producent podaje też, że współczynnik oddawania barw CRI jest na poziomie 83. To delikatnie lepszy wynik od standardowego przy tego typu oprawach LED. Niskie CRI wynosiłoby około 76, 78. Jest lepiej, ale wszyscy wiemy, że od niedawna czołowi producenci poprzez pewną sztuczkę potrafią uzyskać CRI 90+ na bazie białych czipów ledowych, zatem uznajmy ten wynik za średni. Nie jestem też przekonany, czy powinniśmy się pochylać nad takim parametrem jak CRI przy okazji czipu LED. Wielokrotnie zwracałem uwagę, że ta metoda w przypadku takich źródeł światła jest po prostu niewiarygodna. Jednak z dużą uporczywością większość producentów nadal zamieszcza w danych technicznych wynik tego pomiaru. Przekornie mogę napisać, że moje subiektywne odczucie jest znacznie lepsze, niż wynikałoby to z wartości na poziomie CRI 83.

 

Genialny pomysł zrealizowany, ale...

Co miałem na myśli, pisząc ten śródtytuł? Mechanika systemu mieszania kolorów do złudzenia przypomina claypakowskie rozwiązanie choćby z Mythosa. Postaram się opisać tę część mechaniki dość dokładnie. Z specyfikacji dowiemy się, że system mieszania barw to CMY. I generalnie tak jest, ale od strony mechanicznej wygląda to zupełnie inaczej niż w przypadku typowej konstrukcji. Przypomnijmy zatem, jak zwykle konstruują producenci system mieszania barw CMY. Zwykle są to filtry o prostokątnym kształcie z wyciętymi półksiężycami na boku, który w płaszczyźnie poziomej zostaje wsunięty w wiązkę światła. To wycięcie daje możliwość sterowania płynną intensywnością danego koloru. Zwykle, jeśli mamy do czynienia z systemem CMY, to takich filtrów jest montowanych sześć (po trzy z każdej strony). Standardowa głowica będzie miała dodatkowo mechaniczną tarczę kolorów z tzw. gotowymi propozycjami kolorów, które przygotował producent. Na tarczy może znaleźć się od kilku do kilkunastu kolorów plus ewentualnie filtry korekcyjne. Tyle przypomnienia. Jak jest w spocie 330 Pro? Tu inżynierowie zdecydowali się na trzy tarcze kolorów. To dobra informacja, bo zwiększa to oczywiście liczbę kolorów do wyboru. Ale dlaczego akurat trzy? Ponieważ są to tarcze hybrydowe. Z jednej strony każda z nich ma zamontowane filtry w kolejności CMY, a z drugiej – gotowe kolory oferowane przez producenta. Wszystko zależy od tego, jakiej funkcji użyjemy. Gdy mieszamy barwy ręcznie, np. za pomocą colorpickera, tarcze ustawią nam się nam w pozycji CMY. Jeśli natomiast będziemy chcieli użyć je jako typowych tarczy kolorów, przekręcą się mechaniczne w odwrotną stronę. Nasuwa się jeszcze jedno pytanie: czy jeśli korzystamy z tarczy w pozycji gotowy kolor, to czy można je nakładać na siebie? Tak! Trzeba tu jednak uważać, bo można bardzo łatwo zafiltrować tak, że zbyt mocno zasłonimy źródło światła. Założenie jest dobre, wręcz genialne. Oszczędza potrzebę montowania kolejnego mechanizmu. Pozostaje jeszcze jedna zagadka. Jak rozwiązano płynną regulację nasycenia koloru w systemie CMY w przypadku, jeśli są to filtry umieszczone na tarczy kolorów? Teoretycznie poradzono sobie i z tym problemem. Filtry CMY zabierają około jednej trzeciej całej powierzchni każdej z trzech tarcz i nie są one jednolite. Zatem, jeśli kręcimy powoli tarczą, dany kolor (dajmy na to cyjan) jest początkowo blady, aż do momentu pełnego nasycenia. Bardzo dobry pomysł, ale dlaczego napisałem, że poradzono sobie tylko teoretycznie? Ponieważ jakościowe wykonanie filtrów CMY pozostawia wiele do życzenia. W praktyce w miejscu, gdzie kolor nie ma pełnego nasycenia, szybka, na której jest filtr, jest nakrapiana. Im więcej kropek, tym kolor jest bardziej nasycony. Aż do momentu, kiedy wspomniana szybka jest pokryta w całości jednolitym kolorem. I wszystko się zgadza, ponieważ układ soczewek powoduje na tyle duże rozmycie, że wiązka światła jest zabarwiona w sposób jednolity danym kolorem. Niestety – kiedy powoli przesuniemy poprzez cały zakres soczewką focus, to dla każdej z tarcz CMY znajdziemy miejsce, gdzie da się wyostrzyć kropki – to oczywiście w momencie, kiedy nie używamy w pełni nasyconego koloru. Wygląda to jakby rzeczywiście ktoś rozbryzgał pędzlem farbę po ścianie lub zdesperowany konstruktor nie miał już pomysłu na kolejny wzór gobo i zrobił właśnie takie: abstrakcyjne.

Warto w tym miejscu wspomnieć o jednej bardzo ważnej rzeczy. Testy w redakcji przeprowadzamy na scenie, jak i w warunkach sterylnych, gdzie bardzo dokładnie przyglądamy się urządzeniom. Konkluzja jest taka, że większość realizatorów prawdopodobnie nie zwróci na ten mankament uwagi. Przy większych odległościach efekt zaciera się na tyle, że nie jest widoczny.

 

Mechanika – ciąg dalszy

Skoro omówiliśmy już w sposób wyczerpujący system mieszania barw, to czas na elementy animacyjne. W Spocie 330 mamy do dyspozycji dwie tarcze gobo, przy czym jedna z nich jest rotacyjna. Gobo są naprawdę ładne, nowoczesne i jest ich siedem. Co ważne, w głowicy są dwa tryby z precyzją obrotu z rozdzielczością 16 bit. To sprawia, że nawet przy wolnych obrotach mechanizm nie klatkuje. Metalowa tarcza statyczna zawiera dziesięć wzorów. Są to również ciekawe propozycje. Tutaj, jak to zwykle bywa, możliwości miksowania, przeostrzania oraz obrotu, a tym samym kreowania ciekawych efektów, determinuje tylko wyobraźnia. Irys? Oczywiście jest. Ma też preset automatyczny, ale nie powala np. szybkością. Natomiast do celów statycznych zachowuje się bez zarzutów. Do soczewek focus i zoom odniosłem się już wcześniej. Pracują poprawnie i wszystkie elementy suwnicowe są metalowe. Czy jeden z ostatnich mechanizmów, czyli pryzmat, nie będzie miał niemiłych niespodzianek? Nie będzie miał. Jest to pryzmat stożkowy, trzyczęściowy i jego rotację również można kontrolować precyzyjne za pomocą rozdzielczości szesnastobitowej. Frost jest jeden i nie przewidziano w tym mechanizmie możliwości regulacji natężenia dyfuzji. Można go albo użyć w pełni lub nie. Pisałem już o długiej części z optyką i tu może niektórzy będą mieli zastrzeżenia co do prędkości tiltu. Z pewnością nie jest to najszybsza głowica, ale w moim odczuciu prędkość zarówno tiltu, jak i panoramy jest optymalna. Zakres ruchu dla tiltu wynosi 270°, a dla panoramy 540°.

 

Co słychać w softwarze?

Ano trzy tryby do wyboru w rozpiętości od 22 do 30 kanałów. Tak naprawdę tryby pracy różnią się właśnie wspomnianą rozdzielczością 16 bit. W najprostszym (basic) popracujemy oczywiście w ośmiu bitach. W trybie standard wyposażono już większość funkcji w wyższą rozdzielczość, a tryb extended polega na uzbrojeniu praktycznie wszystkich możliwych funkcji w wyższą rozdzielczość łącznie np. z irysem. Tak naprawdę menu jest dosyć proste i zrezygnowano tu z większości funkcji, które przez wielu świetlików są uważane za amatorskie. Nie ma tu np. zabudowanego mikrofonu i trybu sound. Choć jest tryb pracy automatyczny, to nie znajdziemy w menu możliwości zaprogramowania presetu dla pracy bez sterownika. Nie ma też bardziej istotnych funkcji, na przykład krzywych dimmera do wyboru czy silent mode dla układu chłodzenia. Pytanie tylko, czy kosztem niższej ceny nie warto zrezygnować z wymienionych funkcji? Dla mnie odpowiedź brzmi: tak, czasem warto.

 

Klasa

Pomyślałem sobie, że producent, określając tę głowicę jako profesjonalną, chciał zapewne odciąć się od słabych jakościowo głowic i zapewnić, że urządzenie pod względem parametrów spełnia wymogi dla zastosowań przez firmy eventowe, nawet przy dużych wydarzeniach, i tu – pełna zgoda. Mimo, iż nie porównałbym tego urządzenia do głowic wyposażonych w dodatkowe funkcje, których ceny klasują się na poziomie 30 000 zł, uważam, że ten produkt jest bardzo konkurencyjny w segmencie zawodowych urządzeń średniej półki cenowej i powinien świetnie dopasować się do potrzeb polskiego rynku ze względu na nienaganną, bądź co bądź, jakość wykonania. Reasumując: myślę, że przy zachowaniu rozsądku cenowego taki spot powinien znaleźć wielu odbiorców.

 

Tekst

Paweł Murlik

Muzyka i Technologia

 

Zdjęcia

Aleksander Joachimiak


PRODUCENT: Brighter - www.brighterlights.pl

DYSTRYBUTOR: Wise Clubs - www.wiseclubs.pl

TESTY


Brighter Extreme 440 Pro

Po raz drugi w redakcji zagościła głowica opatrzona znakiem firmowym pochodzącym z Polski. Firmę tę starałem się przybliżyć naszym czytelnikom przy okazji testu innej głowicy, o symbolu Smart Spot 330 Pro. Dziś mam okazję zajrzeć do wnętrza urządzenia, którego źródło światła stanowi lampa wyładowcza Osram z serii Sirius.