Testy > S3H
28-06-2018 (MIT 7/ 2018 )

TEST - ADAM Professional Audio S3H

Zagadnienie monitorów studyjnych to bardzo ciekawy, a zarazem delikatny temat. Produkty pod tym szyldem występują praktycznie w każdym rozmiarze i cenie, a użytkownicy – celowo używam takiej nomenklatury – znajdują dla nich zastosowania. Odsłuchy możemy zastać w roli przewidzianej przez producentów, czyli do kontroli produkowanego materiału dźwiękowego, ich wersje budżetowe służą czasami do nasłuchu z innego pomieszczenia, z kolei droższe i bardziej wyrafinowane modele pojawiają się u pasjonatów Hi-Fi. Wspominając o delikatności zagadnienia, mam na myśli preferencje i osobiste oceny użytkowników dotyczące konkretnych modeli i producentów. Rynek zna sytuacje, gdzie siła słowa i poglądy tak zwanych autorytetów potrafiły zepchnąć z piedestału naprawdę udany model monitora studyjnego, i odwrotnie – kiedy zupełnie średnie konstrukcje niesione przez populistyczne argumenty i lobbowanie potrafiły stać się hitem sezonu.

 

Bohaterem tego artykułu jest aktywny monitor średniego pola ADAM S3H, a właściwie ich para. Krótki wstęp miał naświetlić czytelnikowi charakter tego testu, który nazwałbym raczej opinią, będzie to bowiem raczej opis osobistych wrażeń z użytkowania poparty kilkoma faktami niż obiektywna ocena, która, śmiem twierdzić, nie jest jako taka w stanie zaistnieć.

Na początek kilka słów o producencie. ADAM (Advanced Dynamic Audio Monitors) Audio to niemiecka firma założona w 1999 roku w Berlinie, od początku działalności nastawiona na rynek pro audio. Innowacją i marketingową siłą napędową jej produktów stał się przetwornik średnio-wysokotonowy o nazwie X-ART (eXtended Accelerating Ribbon Technology), którego protoplastą jest wynalazek Oskara Heila z lat sześćdziesiątych – AMT (Air Motion Transformer). W latach siedemdziesiątych był on wykorzystany w kolumnach głośnikowych marki ESS o symbolu AMT1. X-ART wytwarza dźwięk nie za pomocą membrany podobnej do tłoka, jak w większości głośników dostępnych na rynku, ale za pomocą harmonijkowej przepony, która jest w stanie poruszać powietrzem cztery razy szybciej, niż poruszają się same jej fałdy. Do tego przetwornik jest w stanie wyprodukować dźwięk od 400 Hz do 20 kHz, co prawdopodobnie było powodem dużego lansowania przez firmę kolumn całkiem udanych konstrukcji dwudrożnych, takich jak P11 czy później a7x. Co prawda, miały one swoje wady, ale nie o tym ten tekst. Do teraz producent wypuścił ogromną jak na czas funkcjonowania na rynku liczbę bardziej i mniej udanych modeli, a najnowszą linię prezentują monitory z serii S, które miały swoją premierę na początku 2017 roku.

 

Pierwsze wrażenie – budowa

 

Do testów otrzymałem parę monitorów. Na samym początku zwracają uwagę (i potwierdza to mina kuriera wnoszącego kartony) waga i ciężar. Na początku nie byłem pewien, czy dostałem dobrą przesyłkę. Spodziewałem się monitorów, ale rozmiar trochę mnie zaskoczył. Kolumna waży niemal 27 kg i ma ponad 0,5 m szerokości. Rozpakowałem i ustawiłem parę monitorów sam, lecz do ponownego zapakowania zaprosiłem kolegę. Towar jest przez producenta fachowo zabezpieczony (od zewnątrz) kartonem, elastycznymi profilami z tworzywa sztucznego oraz workiem z bawełnianego materiału zamiast zwyczajowej pianki. Wspomniana otulina potrafi naprawdę rozczulić, podobnie jak drewniane pudełka portfeli Valentini czy satynowe pudełka mikrofonów B&K, podkreślając w delikatny sposób ekskluzywny charakter urządzenia. W pudełku znajdziemy także kabel zasilający oraz mały, elegancki folder przedstawiający całą serię monitorów z serii S i opis technologii wykonania.

Po ustawieniu i podłączeniu monitorów przyszedł czas na wstępne oględziny. Bryła została przystosowana do położenia horyzontalnego i – jak zapewnia producent – jej specyfika ma zapewnić zmniejszenie podatności na wibrację i niechciany efekt dyfrakcji dźwięku na krawędziach. Na przedniej ścianie znajdują się dwa siedmiocalowe woofery, jeden czterocalowy przetwornik średniotonowy i następca wspomnianego wcześniej X-ART – S-ART. Warto poświęcić dwa słowa samym przetwornikom. Głośniki niskotonowe ELE to niestandardowe konstrukcje stworzone dla produktów z serii S, specjalnie do optymalnej współpracy z konstrukcją bass-reflex, której wyloty w S3H znajdują się z przodu konstrukcji. Czterocalowy głośnik średniotonowy DCH również został stworzony specjalnie dla kolumn z serii S. Jego sztywny, jednoczęściowy element napędowy łączy zalety konstrukcji kopułki i stożka i jest produkowany ze specjalnie laminowanego kompozytu węglowego, dzięki czemu w dużym stopniu wyeliminowano wibracje własne membrany, które odpowiedzialne są za zaciemnianie odtwarzanego dźwięku i zmęczenie słuchu. Przetwornik wysokotonowy to nowa wersja wspomnianego na początku X-ART, który został umieszczony w aluminiowym falowodzie HPS (High Frequency Propagation System). Ma on za zadanie przenieść dyspersję głośników do równomiernej, jednolitej konsystencji, szerokiej w osi poziomej i mocno skupionej w płaszczyźnie pionowej, co ma zminimalizować potencjalne odbicia na przykład od konsolety. Podział pomiędzy przetwornikami został ustalony na 250 Hz i 3 kHz.

Na tylnej ścianie znajdziemy symetryczne wejście analogowe, zorganizowane za pomocą złącza XLR, wejście i wyjście cyfrowe AES, również w formie XLR oraz mały ekranik i wielofunkcyjne pokrętło do zawiadywania DSP kolumny. Tak – S3H ma możliwość cyfrowego przetwarzania sygnału, co okazało się bardzo dobrym rozwiązaniem. Do DSP podłączamy się za pomocą złącza USB, również umieszczonego na tylnej ścianie.

 

W użyciu

 

Zabawę z S3H postanowiłem zacząć od podłączenia i posłuchania, co mają mi do powiedzenia te monitory, zanim wykonam jakiekolwiek pomiary. Zestaw został zainstalowany w reżyserce SL SOUND Studio i był zawiadywany wraz z parą innych monitorów za pomocą kontrolera monitorów Dangerous Monitor ST.

Na pierwszy rzut ruszyłem z odsłuchem jednej czy drugiej „światowej” produkcji, przy odpalonym z ręki fabrycznym presecie Pure, a potem Classic. Efekt co najwyżej średni. Obraz dźwiękowy jakiś szklisty, dołu na tyle mało, że po pół godzinie postanowiłem dołączyć zewnętrzne subbasy, ale i to nie dało zadowalającego efektu. Przyznam, że dość szybko się zniechęciłem, tym bardziej że dawniej dość długo pracowałem na modelu S3A i nigdy się z nim specjalnie nie polubiłem. Dałem spokój z pomysłem dania szansy monitorom w następnym dniu.

Kolejne podejście zacząłem od przeprowadzenia poglądowego pomiaru. W tym miejscu wyjaśnię, dlaczego prowadzę takie pomiary i czego się po nich spodziewam. Zwykle wykonuję je przy użyciu SysTune, który przedstawia obraz amplitudy i przebieg odpowiedzi fazowej mierzonego obiektu względem sygnału referencyjnego. Rzecz jasna przeprowadzenie takiego pomiaru nie mogłoby stanowić podstawy do napisania specyfikacji technicznej urządzenia mierzonego, gdyż trzeba by go  wykonać dokładnie skalibrowanymi urządzeniami w kabinie bezechowej. Natomiast daje on pewien obraz amplitudy sygnału produkowanego przez kolumnę w danym środowisku odsłuchowym oraz z grubsza informuje o przebiegu fazowym pomiędzy przetwornikami w obrębie kolumny. Osobiście przywiązuję do tego sporą wagę, gdyż przebieg fazowy mówi nam o tym, czy przetworniki grają względem siebie w jednym czasie, co ma z kolei wpływ na postrzeganie między innymi pogłosów w odsłuchiwanym materiale dźwiękowym. Ale do rzeczy.

Pomiar wykazał całkiem niezłą zgodność fazową i lekko dziwną amplitudę sygnału, co widać na wykresie nr 1. Sporo najwyższej „góry”, niewiele najniższego „dołu” i trochę dziwnych nierówności w środku pasma. W tym miejscu pomyślałem, aby skorzystać z możliwości, którą daje producent, i skorzystać z procesora dźwięku wbudowanego w S3H. W połączeniu z aplikacją Adam Audio S Control, działającą zarówno na Windows, jak i na OSX, mamy dostęp do sześciopunktowego korektora parametrycznego i dwóch filtrów półkowych po obu stronach pasma. Pomyślałem – super. I faktycznie super, gdyby nie sposób obsługi tego korektora. Otóż każdy, kto kiedykolwiek miał do czynienia z jakimkolwiek parametrykiem, spodziewa się efektu w postaci zmiany barwy po przekręceniu któregokolwiek pokrętła. Tutaj jest inaczej. Aby skorygować dźwięk, musimy wprowadzić zmianę pokrętłem gain, Q czy frequency, następnie wgrać nastaw do DSP monitora. Co ciekawe, każde wgranie kolejnego nastawu odbywa się przy zamutowanym DSP. To znaczy, że jeżeli ustawimy wartości w jednym z punktów korektora na –5 dB, 3Q, 140 Hz, zatwierdzimy operację, to DSP najpierw wyciszy monitor, wgra nastawione wartości i dopiero włączy dźwięk.  To samo dotyczy regulacji poziomu wejścia i opóźnienia sygnału. Tak więc nie mamy możliwości regulowania korektora w czasie rzeczywistym. Tym razem również postanowiłem nie oddać walki łatwo i koniec końców opłaciło się. Strojenie monitora w taki sposób jest dość czasochłonne, lecz gdy już dobrniemy do końca, efekt jest naprawdę zadowalający. Dałem sobie dzień na oczyszczenie z emocji i wróciłem do odsłuchu S3H z czystą głową.

Trudno opisać, jak duże było moje zdziwienie kolejnego dnia. Monitor niczym nie przypominał tego, czym był na początku. Po zabawach z korektorem okazało się, że subbasy można wyłączyć, gdyż kolumna uczciwie odzywa się dołem, w górze pasma przestała drażnić, a i środek zrobił się o wiele bardziej przyjemny. Szybko porzuciłem odsłuchiwanie gotowych produkcji i zająłem się miksem śladów. Akurat trafiło mi się dość mocne gitarowe granie, które – jak wiadomo – dość dobrze weryfikuje jakość monitorów. Przesterowane gitary elektryczne mają tendencję do hałasowania w niektórych przedziałach pasma, a S3H doskonale dawały znać, gdzie i w jakim stopniu wprowadzić korekcję. Generalnie ogół pracy nad miksem o charakterze rockowo-metalowym był bardzo przyjemny. Zdecydowanie S3H nie mają tej właściwości, którą znam z S3A czy P11 polegającej na tym, że zabiegi wprowadzone podczas pracy nad miksem dają zupełnie inny obraz na innych systemach odsłuchowych. W tym wypadku ta przypadłość nie występuje. Wszystkie wprowadzone zabiegi (pogłosy, barwy, panoramy, proporcje) były podobnie odczuwalne na zestawach monitorów. Właściwie mogę powiedzieć, że wykończyłem na tej parze monitorów dwa różne miksy i nad każdym pracowało mi się bardzo wygodnie.

 

Na koniec

 

Kończąc uczciwie temat S3H, należy wspomnieć o kilku kwestiach. Monitory te są bardzo dobrze i solidnie wykonane. Poza wszelkimi walorami dźwiękowymi są zwyczajnie ładne, co jest nie bez znaczenia, gdyż realizatorzy spędzają w towarzystwie monitorów wiele godzin, a chyba każdy się zgodzi, że przebywanie wśród ładnych rzeczy jest przyjemniejsze. Super, że producent zwrócił uwagę na odpowiedź fazową kolumny. Co prawda, udało się to tylko między średnicą a tweeterem, natomiast pomiędzy średnicą a dołem już nie, lecz to i tak zdecydowana poprawa względem znanych mi wcześniej poprzedników typu S3A czy P11. Będzie się tu zgadzać zdecydowanie więcej produkowanych podczas miksu barw i pogłosów niż u poprzedników. Natomiast zostawiając kwestię pomiaru i zgodności fazowej (zresztą znakomita większość monitorów odsłuchowych na rynku ma problemy ze zgraniem czasowym przetworników względem siebie), S3H po zabiegu dostosowania barwy do charakteru pomieszczenia słuchają się bardzo dobrze. Są dużo bardziej precyzyjne od znanych mi poprzedników, zarówno w postrzeganiu barwy, jak i stereofonii. Prywatnie prowadzę małe archiwum pomiarów monitorów studyjnych, z którymi udało mi się do tej pory spotkać, i uczciwie mogę powiedzieć, że zarówno w kwestii dotyczącej „mędrca, szkiełka i oka”, jak i zwykłej empirii, jest to najbardziej przyjazny i ciekawy wśród znanych mi produktów w tej klasie cenowej i właściwie pierwszy ADAM, którego naprawdę miło wspominam.

 

 

tekst:

Marek Heimbürger

Muzyka i Technologia


PRODUCENT: ADAM Professional Audio - www.adam-audio.com