Testy > Diamond19
Google Analytics
292
UDOSTĘPNIJ:
Poleć znajomemu

TEST - Prolights Diamond19

Czy Prolights jest pro? A właściwie włoska firma Music and Lights, bo tak nazywa się właściciel wszystkiego, co możemy spotkać na rynku oświetleniowym z pryzmatycznym logiem „Prolights”. Osobiście nie mam przekonania do marek, które zajmują się kompletnie różnymi specjalnościami w branży show biznes. Czy słusznie? Sprawdźmy to!  

 

Music and Lights produkuje nie tylko profesjonalne oświetlenie, ale i kolumny głośnikowe (również systemy liniowe) i wzmacniacze pod wspólną nazwą DAD, oświetlenie architektoniczne, kratownice i akcesoria do budowy scen, a także rozwiązania sceniczne do dystrybucji prądu. W ofercie firmy możemy znaleźć też systemy konferencyjne i interkomowe. Dużo tego, jednak aby sprawiedliwie oddać obraz sytuacji wszystkich podobnych firm, należy podkreślić, że coraz częściej słychać o wykupywaniu kolejnych marek (przez duże M). Takie praktyki to działalność zarówno Osrama, jak i Philipsa. Być może strategia Music and Lights jest jedyną słuszną? Mam tu na myśli tworzenie dużych holdingów z różnymi markami i specjalnościami, a wszystko po to, aby nadal być konkurencyjną alternatywą na rynku i abyśmy my, konsumenci, mogli się cieszyć kolejnymi profesjonalnymi „zabawkami”. Przytaczając historię Music and Lights, mógłbym posłużyć się opcją kopiuj/wklej z innego artykułu, zmieniając tylko nazwiska... Dlaczego? Bo to jedna z wielu firm, gdzie człowiek z wizją w szalonych latach dziewięćdziesiątych postanawia produkować profesjonalne specjalistyczne urządzenia. Tak, tak. Dziś Music and Lights ma już dwadzieścia pięć lat, a wspomniany wizjoner to Francesco Sorabella – założyciel firmy. Każdy branżowiec z pewnością spotkał się z produktami Moviscan, XPS Spot 1200, Arccolor czy nagłośnieniową marką DAD. Czy zatem Włosi mają przynajmniej dwie poważne marki oświetleniowe, które można określić mianem pro? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć, testując Prolights Diamond19. 

 

Co drzemie w Diamond19? 

To kolejna konstrukcja hybrydowa, choć Diamond19 w większości katalogów sklasyfikowany jest jako wash. Producent postanowił Diamonda wyposażyć w nową technologię, określając ją tajemniczym skrótem WBFX. Jak się okazało, skrót ten kryje w sobie informacje o prawdziwym obliczu tej głowicy. Przyznam, że trochę się natrudziłem, żeby rozszyfrować i rozwinąć nazwę „WBFX technology”, a należy podkreślić, że można ją spotkać dosłownie wszędzie przy opisach tej głowy. Ciotka Wikipedia i wujek Google, niestety, nie pomogli. Nawet na stronie producenta po wpisaniu w wyszukiwarkę hasła „WBFX” pojawia się komunikat: „The search for `WBFX` did not generate any results”… Czyżby technologia ta była patentem wojskowym albo rodem z NASA? Zrezygnowany postanowiłem pominąć skrzętnie katalogowe WBFX technology. W akcie desperacji zerknąłem również na strony w innych językach niż polski i angielski. Wreszcie jest! Rozwiązanie zagadki znalazłem na jednej z włoskich stron. Roześmiałem się na głos! WBFX to nic innego jak „Wash, Beam, FX-efect”, czyli... wszystko, co drzemie w tym małym i lekkim urządzeniu. 

 

Moc nic nie waży? 

Jak udało się producentowi tak bardzo odchudzić tę głowicę? 11 kg robi duże wrażenie – bądź co bądź Diamond ma na pokładzie dziewiętnaście piętnastowatowych diod typu RGBW FullColor Osram Ostar. Diody te uchodzą za jedne z najbardziej wydajnych w swojej klasie. Przy tej jasności świecenia (lux 3 m: 22 000) urządzenie pobiera maksymalnie 316 W. Zatem co ma wpływ na tak niską wagę? Kluczowe są dwa rozwiązania techniczne, które można zaobserwować po zdjęciu obudowy. Pierwszym z nich jest układ chłodzenia. 

 

Chłodzenie 

Część z optyką jest podzielona na dwie strefy. Gdy ustawimy tilt tak, aby soczewki były poziomo na górze, w dolnej strefie znajdują się bardzo cieniutkie, okrągłe tarcze mające średnice całej części z optyką. Jest ich aż osiemnaście, a odległości między nimi są rzędu kilku milimetrów. Przez tarcze przechodzą rurki z cieczą. Obieg cieczy odprowadzającej ciepło powoduje, że odkłada się ono na dużej powierzchni cienkich wspomnianych tarcz radiatora. Aby wymusić obieg powietrza w obrębie radiatora, w centralnej części, tuż pod tarczami zamontowano tylko jeden wentylator. Co zaskakujące, układ odprowadzania ciepła jest tak dobrze skonstruowany, że wentylator ustawiony w trybie pracy auto speed załącza się dopiero po kilku minutach, nawet jeśli głowica ma otworzony dimmer na pełną jasność świecenia. Jako ciekawostkę należałoby tutaj wtrącić informację, którą podaje producent, iż w trybie energy save pobór mocy spada o 50%. Tak się dzieje w momencie, kiedy diody nie święcą. Zatem bardzo lekkie i cienkieradiatory z pewnością przyczyniają się do małej wagi urządzenia. 

 

Druga strona optyki 

Drugą stronę medalu określiłbym jako wydajność optyki. Nie byłem tu specjalnie zaskoczony, ponieważ podobne rozwiązania widywałem już w innych urządzeniach. Należy jednak podkreślić, że rozwiązanie, które opiszę za chwilę, jest nowoczesne i stosowane tylko w najwyższej klasie urządzeń tego typu. Diody zamontowane są na jednej płycie. Tuż nad nimi umieszczono znane z innych rozwiązań światłowodowe słupki, każdy dla jednego zespołu diod. Światłowody osłonięte są w obudowami, a na szczycie zakończone małymi soczewkami. Dzięki takiemu rozwiązaniu wiązki światła są skupiane punktowo (nie rozpraszają się po całej obudowie). Taka konstrukcja umożliwia znaczne odsuwanie od źródła światła zespołu zewnętrznych soczewek. Zewnętrzne soczewki są zespolone i przypominają półokrągłe bańki, wypukłe na zewnątrz. Każda z nich została umieszczona bezpośrednio nad światłowodem. Od wewnątrz wspólna obudowa dla soczewek przypomina plaster miodu, czyli zespolone ze sobą sześciokąty, a w każdym z nich znajduje się jedna zewnętrzna soczewka. Zoom pozwala na bardzo szeroki kąt świecenia w trybie wash (66º). Przy takim kącie zewnętrzny zespół soczewek zbliża się bardzo mocno do końcówek światłowodów. Można powiedzieć, że przy takim kącie świecenia, każdy światłowód jest schowany w sześciokątnych ściankach zewnętrznej części z optyką. Tak jak należałoby się domyślić, oddalając zewnętrzny zespół soczewek zmniejszamy kąt świecenia. Sposób mocowania zewnętrznych soczewek zaprojektowano w następujący sposób: obudowa soczewek przymocowana jest na obrzeżach konstrukcji w czterech punktach, równo oddalonych od siebie. Zatem od razu można się domyślić, że zewnętrzne soczewki nie obracają się. Dwa z czterech mechanizmów teleskopowych, dzięki któremu tarcza z soczewkami się odsuwa, są napędzane elektrycznie. Pozostałe dwa jednie stabilizują konstrukcję. Tutaj muszę przyznać, że spotykałem się ze strasznie hałasującymi mechanizmami zoom. Ten pracuje niezwykle cicho. Reasumując: wysokiej jakości diody, z bardzo wydajnym układem chłodzenia oraz z dobrym układem soczewek pozwoliły konstruktorom na znaczne odchudzenie i zmniejszenie wagi tej głowicy. Wymyślony przeze mnie w poprzednim numerze (przy okazji innego testu) współczynnik MiT określam jako bardzo wysoki. 

 

Beam, ale z dodatkiem FX 

Jak wspomniałem na początku, głowica jest hybrydowa. Jednak to nie tylko wash i beam w jednym. Technologia określona przez producenta jako WBFX pozwala osiągnąć bardzo dobre efekty dostępne zarówno przy zoomie odpowiadającym washowi, jak i przy równoległych wiązkach, czyli beamie. Na czym polegają te efekty? Producent znalazł dobre rozwiązanie, oferując jednocześnie alternatywę dla wszystkich urządzeń, które mają rotacyjny zespół zewnętrznych soczewek. Opisywałem przynajmniej dwa tego typu urządzenia w poprzednich numerach MiT. Oba znalazły się ostatnio w gronie najbardziej pożądanych głowic ze względu na możliwość kreowania kalejdoskopowych efektów, a także (przynajmniej w przypadku jednej z nich) możliwość tworzenia animacji pixel mapping – mając do dyspozycji kilka lub kilkanaście takich samych urządzeń. Zatem jaka alternatywa drzemie w Diamond19? Co prawda, przednie soczewki nie są rotacyjne, ale elektroniczny sposób sterowania diodami wymyślono w taki sposób, aby można było symulować ruch rotacyjny soczewek. Jak to dokładnie wygląda? Urządzenie oferuje cztery mode DMX: basic 8 bit, basic 16 bit, standard i dwa tryby extended. Różnicy między trybami ośmio- i szesnastobitowym nie muszę wyjaśniać. Tryb standard różni się właściwie tylko dodatkowymi możliwościami shuttera. W trzech wspomnianych trybach dostępna jest gama gotowych efektów umożliwiających symulację ruchu rotacyjnego. Zapalanie i gaszenie w synchronizowany sposób diod następujących po sobie w odpowiednim tempie daje wrażenie ruchu. Oczywiście efekty umożliwiają przeróżne wariacje również z zastosowaniem różnych kolorów. Można na przykład wykreować ruch przypominający wskazówkę zegara, gdzie tło ustawiamy w niezależnym kolorze w stosunku do wskazówki. Sytuacja zmienia się, kiedy wybierzemy tryby extended I lub II. W pierwszym z nich (extended I) istnieje możliwość dostępu do koloru każdej diody przy jednoczesnej redukcji liczby kanałów DMX. Wymyślono to w taki sposób, aby głowica zajmowała tylko trzydzieści dwa kanały. Jak to możliwe? Nietrudno przecież wyliczyć, że dostęp na niezależnych kanałach do modułów RGBiW (czyli cztery kanały) razy liczba diod dałby nam liczbę siedemdziesięciu sześciu kanałów (nie licząc pozostałych funkcji). Pomysł redukujący liczbę kanałów jest bardzo dobry, a nazwano go Pattern Byte. Funkcja polega na tym, iż jeden Pattern Byte odpowiada za dwie diody. Każdy Pattern Byte zajmuje tylko jeden kanał. Zwiększając wartość w danym kanale odpowiadającym za dwie diody, możemy stworzyć każdą kombinację kolorów między nimi (z dostępnej wirtualnej tarczy kolorów). Można również użyć tylko jednej lub drugiej diody albo ustawić obie w jednym kolorze. Tym samym, mając do dyspozycji kilkanaście urządzeń i konsoletę na przykład z czterema liniami DMX można wykreować własne efekty bez konieczności stosowania procesorów generujących większą liczbę linii DMX. Oczywiście dla systemów bardziej zaawansowanych jest możliwe kreowanie efektów pixel mapping w oparciu o dostęp do każdej diody niezależnie z możliwością dowolnego mieszania barw w oparciu o moduły RGBW. Ten komfort oferuje tryb extended II, jednak przy wybraniu takiej opcji głowica będzie zajmować dziewięćdziesiąt osiem kanałów. 

 

Zapomniane funkcje i nowe standardy 

Jeszcze niedawno system komunikacji zwrotnej RDM był rarytasem. Dziś trudno sobie wyobrazić nowe profesjonalne urządzenie, które nie będzie miało Remote Device Managament. Oczywiście w modelu Diamond19 nie zapomniano o RDM, podobnie jak o bezprzewodowym DMX. Wedle życzenia: standard WDMX jest tutaj opcją. Wbudowana bateria to również standard – i rzeczywiście Diamond także ją ma. Nie trzeba podkreślać, że żywotność tej klasy LED-ów jest spora – to 50 000 godzin. Pod tym kątem urządzenia wyładowcze zawsze przegrywały już na starcie. W tym wypadku moduły RGBW pozwalają regulować temperaturę barwową w zakresie od 2700 do 10 000 K. Na sam koniec warto podkreślić coś, o czym dawno nie pisałem i co często jest pomijane przy pracy profesjonalnej. To samowystarczalność urządzenia przy pracy na przeróżnych eventach, gdzie sterownik nie jest aż tak bardzo konieczny. Diamond ma wbudowany mikrofon i funkcję music mode. Na koniec taki żarcik z ziarnkiem prawdy: wyobraźmy sobie tzw. mały event hotelowy w zamkniętym gronie. Czyż music mode nie jest zbawienną funkcją, gdy po profesjonalnej sztuce trwa zakrapiana impreza dla gości-niedobitków, a w tym czasie technika sceniczna, niezauważona przez nikogo, może dokonać połowicznego demontażu? Oczywiście nie myśląc o spaniu, tylko o następnej sztuce następnego dnia rano... Życzę wszystkim świetlikom jak najmniejszej liczby sztuk z koniecznością użycia music mode.  

 

tekst 

Paweł Murlik 

Muzyka i Technologia  

 

zdjęcia 

Aleksander Joachimiak 

CAŁY TEKST TEGO ARTYKUŁU
można przeczytać w Magazynie
Muzyka i Technologia
4/ 2015
ZAMÓW


PRODUCENT: Prolights - www.musiclights.it

DYSTRYBUTOR: Show Design - www.showdesign.pl

TESTY


Prolights Stark 1000

Stark 1000 ma na pokładzie dokładnie to, co trzeba, i właściwie nic ponadto. Bo i po co? Poza tym jest to jedna z tych głowic, którą trzeba zobaczyć w akcji. Żaden tekst ani zdjęcia, ani nawet film reklamowy nie oddadzą tego wrażenia, jakie można uzyskać po kilku godzinach pracy z tymi urządzeniami.

Prolights Luma 1500 SP/SH

Bez dwóch zdań – to kawał porządnej maszyny i przy tym dobrze przemyślanej. Mocnej, jasnej i skonstruowanej tak, że i bój na polu rentalowym jej nie straszny. To ważne, bo możemy pisać sobie na łamach prasy o produktach mających podobne funkcje i być może tańszych.

Prolights Jade

Ta specyficzna konstrukcja pozwala generować wiązki (szczególnie z użyciem pryzm), które są nieosiągalne dla typowych spotów. Do tego odchudzenie oprawy umożliwia nieco szybszy ruch. A wisienka na torcie? Dla mnie jest nią decyzja konstruktorów Prolights o użyciu lampy Sirius.