Testy > A.leda B-Eye K20
Google Analytics
510
UDOSTĘPNIJ:
Poleć znajomemu

TEST - Clay Paky A.leda B-Eye K20

Niejednokrotnie – czy to w swoich testach, czy też w felietonach – staram się sugerować, że za perfekcyjnymi urządzeniami oświetleniowymi, które wszyscy znamy, stoją żywi ludzie, którzy dla mnie osobiście są legendą tak samo jak produkty, które często są okrzyknięte mianem najlepszych w swojej klasie. Ważne są nie tylko nagrody przyznawane na targach, ale i fakt, iż na estradach spotyka się te właśnie, wyróżnione urządzenia, które pracując przez wiele lat, okazują się po prostu niezastąpione.

 

Jakie większość ludzi z branży będzie miała skojarzenie, wypowiadając nazwę Clay Paky? Oczywiście głowicę, która cztery lata temu powaliła cały świat na kolana: sharpy. Ta genialna myśl konstruktorska sprawiła, że model Sharpy jest obecny na wszystkich scenach świata. Czy opisywana w tym teście głowica B-Eye powtórzy, a może już powtórzyła sukces sharpy? Choć to urządzenie ma zupełnie inne zadania, postaram się odpowiedzieć na to pytanie w dalszej części artykułu. Wracając do marki: oczywiście wcześniej Clay Paky jako mocna firma też miała się już czym pochwalić: w jej ofercie króluje seria Alpha – Beam, Spot, Wash, a w latach dziewięćdziesiątych prym wiodły Super Scan Zoom czy Golden Scan. Kto za tym wszystkim stoi? To historia pasji muzyka, który w wczesnych latach siedemdziesiątych był (może i gra nadal) gitarzystą basowym. Mowa tu o Pasquale’u Quadrim. I właśnie w tym miejscu można rozwiać tajemnicę związaną z nazwą firmy, którą założył w 1976 roku. Paky – jak podają źródła – to skrócona wersja imienia czy też pseudonim założyciela firmy, Pasquale’a (Paky) Quadriego... Zatem skąd u muzyka pasja do elektroniki i optyki? Opisując pana Quadriego, bardzo często podkreśla się, że był jednym z pierwszych, którzy przewidzieli szalony rozwój elektroniki związany z oświetleniem i multimediami scenicznymi. Zanim jednak w 1976 roku doszedł do momentu założenia Clay Paky, sam w swoim garażu konstruował, a raczej przerabiał projektory Rollei na efekty oświetleniowe, a następnie z powodzeniem oferował je klubom, w których występował ze swoim zespołem. Od sierpnia 1976 roku Clay Paky istnieje nieprzerwanie, a pierwszą siedzibą firmy była miejscowość Seriate we Włoszech. W konstrukcjach garażowych jest coś magicznego. Jeśli dobrze pamiętam, tak samo zaczynał szef marki Robe. Zatem, Panowie i Panie, jeśli macie genialne pomysły, to powinniście poświęcić się pasjom w zaciszu swoich garaży. To działa!

 

Oględziny rozpoczęte

Egzemplarz, który otrzymałem do opisania, okazał się urządzeniem z pewnością już testowanym. Pomimo nowiutkiego kartonu, konstrukcja w jego wnętrzu okazała się egzemplarzem nieco zaprawionym w bojach. Ucieszyłem się, ponieważ kiedy trafia do mnie nowa głowica, test zawsze jest niewiarygodny pod jednym względem: eksploatacji. Tutaj z pewnością będzie inaczej. W menu wskaźnik czasu pracy urządzenia wykazywał sto czternaście godzin. Niewiele, jednak widoczne zabrudzenie zespołu soczewek i rolek nadających mu ruch rotacyjny oraz stan wentylatora wskazywały na pracę raczej w plenerze.

 

Nowa legenda, nowy standard

Wspomniałem już o sharpy – i choć oba urządzenia mają inne zadania, to mają jedną cechę wspólną. W obu zastosowano niesamowite rozwiązania konstrukcyjne. Choć osobiście nie pisałem o sharpy na łamach prasy, zaraz po sukcesie na PLASA 2010 miałem wielokrotnie okazję się przekonać o genialności tego urządzenia w rękach moich kolegów, prawdziwych zawodowców. Teraz, pisząc te słowa, mam przed sobą B-Eye K20, który jest oczywiście włączony i delikatnie wprawia w ruch kolory w swojej spektakularnej funkcji kalejdoskopu, którą opiszę poniżej. Czekałem na ten test, ponieważ zawsze w swojej dociekliwośc zdejmuję obudowy urządzeń, aby odkryć wszystkie zagadki konstrukcyjne. Szczególnie te dotyczące motoryki i optyki. B-Eye, ze względu na wspomnianą już funkcję, wydał mi się nader ciekawy.

 

Czy naprawdę jest to oko pszczoły?

Rozwiązanie optyki powaliło mnie na kolana. Jak zwykle świetna myśl konstrukcyjna okazała się niezwykle prosta. Sekcje trzydziestu siedmiu piętnastowatowych diod zamontowano parami. Każda dioda jest umieszczona na płytce razem ze swoją parą. Wyjątek stanowi środkowy trzeci ring razem z diodą centralną. Ta sekcja stanowi jedną, zespoloną całość. Nad każdą z diod został umieszczony rodzaj światłowodu o kształcie długiego prostopadłościanu. Ten światłowód ma specjalną obudowę z czarnego plastiku. Uniemożliwia to rozpraszanie się światła wewnątrz urządzenia. Kształt światłowodu w obudowie przypomina komin lub rakietę. Posłużę się porównaniem do komina w dalszej części testu. Taka skupiona wiązka z każdej diody trafia przez opisany komin do zespołu soczewek. I właśnie tu tkwi genialność rozwiązania optyki. Zespół soczewek umieszczony na ringu jest właściwie średnicy całej części z optyką. Wewnątrz ringu zostały umieszczone soczewki i jest ich trzydzieści siedem, czyli tyle ile diod. Każdą soczewkę okala pięć ścianek. Patrząc na ring z soczewkami od wewnętrznej strony głowicy, można stwierdzić, że ścianki między soczewkami są dosyć wysokie (około 4 cm). Dlaczego ring i wewnętrzne ścianki separujące poszczególne soczewki są takie wysokie? Otóż, przy ustawieniu najszerszego kąta świecenia ring przysuwa się tak bardzo w kierunku diod, do wewnątrz optyki, że wspomniane kominy z wiązkami światła chowają się pomiędzy wewnętrzne ścianki. W ten sposób każda soczewka ogniskuje swoje źródło światła (czyli swoją diodę) niezależnie i nie ma możliwości, aby wewnątrz światło z innej diody padało na sąsiednią soczewkę. Sytuacja zmienia się, kiedy zminimalizujemy do granic możliwości kąt świecenia i tym samym wyostrzymy kształt każdej diody. Po przesunięciu ringu z soczewkami do maksymalnego wychyłu zaczyna być istotna funkcja kalejdoskopu. Cały ring z soczewkami można przesuwać dookoła własnej osi. Soczewki nie są okrągłe. Każda z nich ma pięć boków, a cały zespół nie kojarzy mi się z okiem pszczoły, lecz raczej z plastrem miodu. Zatem przy obracaniu całą tarczą z takimi nieregularnymi, a raczej nieokrągłymi soczewkami, tuż nad źródłem światła tworzy się efekt kalejdoskopu. Dokładając jeszcze możliwość sterowania sekcjami diod niezależnie, zarówno dimmerując je czy zmieniając kolor lub używając K20 w ustawieniu z najwyższą liczbą kanałów DMX, gdzie diodami można sterować niezależnie, uzyskujemy powalający efekt, niespotykany do tej pory. Wszyscy wnikliwi fani Clay Paky mogli się o tym przekonać na przykład podczas otwarcia igrzysk w Soczi. Oczywiście nasunęły mi się pewne ograniczenia takiej konstrukcji. Ring z soczewkami może obracać się tylko w momencie dość małego zoomu. W momencie, kiedy jest na tyle odsunięty od kominów ze źródłem światła, aby nie zahaczyć o nie, podczas ruchu obrotowego. Nawet jeśli zadamy odpowiednią komendą DMX zoom rotary, a po chwili użyjemy opcji zoom (czyli będziemy starali się rozszerzyć kąt świecenia), to funkcją nadrzędną będzie właśnie zoom. Ruch obrotowy zostanie zatrzymany automatycznie podczas zwiększenia kąta świecenia. W tym momencie sama nasuwa się myśl na temat pewnego udoskonalenia. Pierwsza rzecz to właśnie uniknięcie tego ograniczenia, czyli możliwość obracania tarczą z soczewkami w każdym położeniu zoomu. Druga rzecz, której mi zabrakło (choć to raczej stwierdzenie na wyrost), to kolejna soczewka typu focus. Możliwość wyostrzania kalejdoskopu przy każdym kącie świecenia oraz ruch obrotowy przy każdym położeniu soczewek stworzyłby narzędzie doskonałe. Oceniając jednak rozwiązania konstrukcyjne, na które właśnie patrzę, muszę przyznać, że się czepiam.

 

Funkcjonalność przy zastosowaniu pełnego trybu (FULL i Extended RGBWmode)

K20 oferuje pięć różnych ustawień typu mode. Oczywiście w zależności od potrzeb możemy ograniczyć możliwości urządzenia, używając najmniej rozbudowanego trybu standard. Wówczas głowica zajmuje tylko dwadzieścia jeden kanałów. Jeśli mamy do dyspozycji więcej K20, można pokusić się o pixel mapping. W wyższych ustawieniach MODE możemy mieć wpływ na parametry każdej diody niezależnie i budować naprawdę imponującą ścianę, tworząc efekty animacyjne czy obrazy graficzne. Dostęp do każdej funkcji, gdzie mamy do dyspozycji szereg parametrów dotyczących każdej z trzydziestu siedmiu diod osobno, generuje jednak bardzo dużą liczbę kanałów. W trybie full B-Eye zajmuje sto czterdzieści sześć kanałów, a w trybie extended RGBW (gdzie dochodzi możliwość sterowania dodatkowo każdą diodą białą) sto sześćdziesiąt dziewięć kanałów. Łatwo zatem policzyć, że na jednej linii DMX w pełnym trybie można użyć tylko trzy urządzenia tego typu. Mając do dyspozycji standardowo cztery linie, użyjemy tylko dwunastu sztuk B-Eye, zatem przy większej liczbie musimy posłużyć się zewnętrznym procesorem generującym większą liczbę linii DMX (np. Avolites Titan Net Procesor lub w przypadku MA Lighting – NPU). Firma Clay Paky znalazła jednak inne rozwiązanie dla osób, które niekoniecznie chcą tworzyć od podstaw własne grafiki, ale jednocześnie chcą same tworzyć niepowtarzalne efekty. Tym rozwiązaniem jest tryb shapes mode. Ten tryb DMX zajmuje tylko trzydzieści pięć kanałów, zatem na jednej linii może pracować już kilkanaście urządzeń B-Eye. Shapes mode to w rzeczywistości zaawansowany generator efektów zaszyty bezpośrednio w urządzeniu, oferujący możliwość tworzenia nieograniczonych presetów, które zadowolą nawet najbardziej kreatywnych realizatorów. Poniżej przedstawiam listę czternastu kanałów odpowiedzialnych za tworzenie nowych efektów graficznych w trybie shapes mode:

 

kanał 22 – shape selection

kanał 23 – shape speed

kanał 24 – shape fade

kanał 25 – shape red

kanał 26 – shape

green kanał 27 – shape blue

kanał 28 – shape white

kanał 29 – shape dimmer

kanał 30 – background dimmer

kanał 31 – shape transition

kanał 32 – shape offeset

kanał 33 – foreground strobe

kanał 34 – background strobe

kanał 35 – background select

 

W mojej ocenie powinny one zaspokoić większość potrzeb dotyczących tworzenia niepowtarzalnych iluzji świetlnych i unikalnych efektów graficznych.

 

Właściwości mechaniczne

Jak większość urządzeń typu LED, również B-Eye jest lekkie, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę dość pokaźną średnicę zespołu soczewek. Jego niewielka waga wpływa również na szybkość w zakresie ruchów tilt i pan. K20 waży tylko 19 kg – przy głowicy generującej 10 500 lumenów (choć polska strona podaje 18 000 lumenów) jest to naprawdę niewielka waga. Mechanizm sterujący ruchem motorycznym obrotu tarczy z soczewkami opiera się na czterech rolkach, nie jest zatem skomplikowany i nie powinien generować problemów w eksploatacji.

 

Wnioski końcowe

W całości trudno jednoznacznie zakwalifikować B-Eye. Bez wątpienia jest to doskonały wash ledowy, który genialnie miesza kolory (światłowód przed soczewką zbierający światło oraz mieszający składowe RGBW), a do tego daje mocno odciętą wiązkę światła bez niepotrzebnych poświat (soczewki PC). B-Eye to jednak również zaawansowany projektor graficzny, doskonały zarówno do zastosowań kontrowych, jak i typowo projekcyjnych – na ekran lub elementy scenografii. Oglądając to urządzenie w akcji, nie można mieć wątpliwości, że stanowi kolejną innowację w rodzinie Clay Paky. Jeszcze przed testem nurtowały mnie ewentualne problemy z mechaniką dotyczącą optyki – ruch obrotowy i przesuwanie całej tarczy z soczewkami podczas zoomowania. Taka głowica jest często narażona na trudne warunki, szczególnie w plenerach. Właśnie z tego powodu – jak pisałem wcześniej – ucieszyłem się, kiedy okazało się, że dostałem do testu urządzenie używane. Mogłem ocenić, jak wyglądają mechanizmy po chrzcie bojowym. Drugim problemem, który mnie nurtował, jest właśnie liczba kanałów w trybie pełnym (full mode). Po głębszym zastanowieniu się nie doszedłem prawdopodobnie do innych wniosków niż konstruktorzy B-Eye: jeśli chcesz tworzyć własne grafiki z większą liczbą K20, to niestety musisz mieć dostęp do każdej diody osobno (stąd liczba kanałów). Trzydzieści siedem diod zapewnia odpowiednią rozdzielczość animacji, a przy większej liczbie A.leda B-Eye efekt jest imponujący. Jeśli natomiast przeraża cię często czasochłonne budowanie swoich animacji, po prostu skorzystaj z ułatwień oferowanych przez producenta i użyj trybu shapes mode. W tym przypadku bez konieczności zajmowania dużej liczby kanałów DMX. Dla większości, nawet najbardziej zaawansowanych, użytkowników będzie to w pełni wystarczające narzędzie, które umożliwia tworzenie własnych, unikalnych efektów graficznych bez potrzeby wykorzystania dużych sterowników.

 

Tekst

Paweł Murlik

Muzyka i Technologia

CAŁY TEKST TEGO ARTYKUŁU
można przeczytać w Magazynie
Muzyka i Technologia
9/ 2014
ZAMÓW


PRODUCENT: Clay Paky - www.claypaky.it

DYSTRYBUTOR:

TESTY


Clay Paky Mythos

Podczas pierwszych oględzin naszą uwagę przykuje zdecydowanie zewnętrzna soczewka. Głowica jest hybrydą – stanowi połączenie spota i beama. Zakres zoomu wynosi od 4º do 50º – jest naprawdę imponujący.

Clay Paky Alpha Beam 300