Każdy z nas lubi nowe urządzenia. Odkrywanie ich możliwości jest czystą przyjemnością. Jednak w przypadku tego Chauveta eksplorowanie kolejnych funkcji i możliwości powodowało moje spore zaskoczenie. Duże brawa dla konstruktorów i pomysłodawców.

Stali czytelnicy pewnie pamiętają jeden z ostatnich testów, gdzie miałem przyjemność opisywać model Marvick MK2. Opisywałem też niecodzienną historię firmy, ponieważ uznałem, że jest dość oryginalna. Tym razem nie chodziło tylko o jedną osobę. Firmę stworzyło małżeństwo – Albert i Berenice Chauvet, zatem jest to ewenement. Zainteresowanych odsyłam do poprzedniego testu.  Trudno powiedzieć, co było inspiracją dla nadania temu urządzeniu takiej nazwy. Właściwie oba moje skojarzenia prowadzą w stronę kosmosu. Być może chodziło o popularny ostatni film związany z tematyką Star Wars, może o tzw. wędrujące planety? Tak czy inaczej z pewnością R1 zasługuje na miano urządzenia nie z tej ziemi i postaram się to udowodnić. Jak tylko zobaczyłem to cudo, pomyślałem: muszę je mieć. I właśnie stoi przede mną w pełnej krasie. Dlaczego ta głowica (a raczej te głowice) mogą stanowić obiekt pożądania? No właśnie! To właściwie pięć głowic w jednym. Te minigłowice (ponieważ są niewielkich rozmiarów) są umieszczone na wspólnym ramieniu odpowiedzialnym za obrót panoramy. Każda z nich może niezależnie poruszać się w tilcie. Jest to zespół beamowych głowic z pięcioma niezależnymi, ledowymi źródłami światła. Chipy ledowe są piętnastowatowe w konfiguracji RGBW. Minigłówki emitują wiązkę o kącie 7°, a żywotność LED-ów sięga aż 50 000 godzin. Choć nazwałem je minigłówkami, to jednak zamontowano w nich piętnastowatowe diody. Zatem za pomocą układu optycznego przy pomiarze wykonanym z odległości 5 m potrafią wygenerować 5361 luxów.Ciekawostkę stanowi właśnie układ optyczny. Przy pierwszych oględzinach nasunęło mi się skojarzenie z Svobodą. Ale czy na pewno wewnątrz jest zwierciadło paraboliczne? No nie. Musiałem zajrzeć do środka. Po otworzeniu jednej z główek osłupiałem. Wewnątrz jest jedna jedyna zespolona soczewka nad chipem ledowym. Nie jest ona jednak jednolita. W jej wnętrzu znajduje się niezależny element skupiający strumień, na szczycie wyprofilowany w bardzo ostry, wypukły kształt. Na wspomnianą wypukłość napylono warstwę dyfuzyjną. I wcale nie chodzi tutaj o nadmierne rozproszenie wiązki. Ten zabieg sprawia, że chip ledowy umieszczony jednak w bliskiej odległości tworzy jednolitą plamę. Podczas patrzenia z zewnątrz wydaje się, że w środku znajduje się odbłyśnik. Jednak jest to tylko wrażenie optyczne. Kiedy wyjąłem soczewkę, okazało się, że odbłyśnika wcale tam nie ma. Kratkowana powierzchnia przedniej części układu optycznego, okalająca wypukły punkt w środku tworzy refleksy, wewnątrz soczewki – stąd to wrażenie. Rezultat tak zmyślnego układu optycznego jest taki, że wiązka jest beamowa, a plama oświetleniowa pomimo złożonej struktury soczewki jest jednolita.

Tagi:

chauvet