Google Analytics
114
Udostępnij
Udostępnij
Wyślij link
Porady > VisualSupport
23-09-2013

VisualSupport



Zaprzęgnięcie projektorów do pracy w projektowaniu i realizacji eventów stanowi wielki przełom w technice multimedialnej. Początkowo były to urządzenia przypominające budową te pracujące w kinach i pozwalające tylko na wyświetlenie wielkoformatowo statycznych slajdów, a później również filmów. W ramach popularyzacji i rozwoju technik projekcyjnych okazało się, że projektor może stać się doskonałym narzędziem designerów i realizatorów. Jedną z firm, która wie, jak w pełni korzystać z dorobku technologicznego w dziedzinie projekcji, jest krakowski VisualSupport. Pod koniec maja mieliśmy przyjemność spotkać się z jego przedstawicielami: Magdaleną Groblicką i Michałem Płócienniakiem, i porozmawiać na temat firmy i realizowanych projektów.

 

 

W branży eventowej i scenicznej zwykle bardzo skomplikowanym i złożonym zadaniem jest połączenie pracy artystycznej ze stroną technologiczną. Często zdarza się, że zamysł artystyczny rozmija się z możliwościami technologicznymi sprzętu, który zostaje dostarczony na miejsce danego wydarzenia. Dużym ułatwieniem zarówno dla klienta, jak i projektantów oraz realizatorów jest sytuacja, w której dane przedsięwzięcie wizualne może być obsłużone w całości przez jedną firmę. Taką zasadą działania kieruje się krakowski VisualSupport. Firma rozpoczęła swoją działalność dziesięć lat temu. Choć wywodzi się z zespołu specjalistów zajmujących się reklamą, to szybko zwróciła się ku animacji 2D i 3D, produkcji i postprodukcji filmowej i wizualizacjom z nadrzędną rolą mappingu 3D i wideo mappingu. A wszystko to aż do samej realizacji z wykorzystaniem sprzętu  znajdującego się we własnych magazynach! Czemu w trakcie realizacji warto ukryć sprzęt? Dlaczego w firmie VisualSupport korzystają z projektorów Barco a nie na przykład Christie? Jak na mapping reagują tynki i – co gorsza – ich właściciele? Zapraszamy do lektury!

 

Łukasz Kornafel, MiT: Chociaż mapping był już wyświetlany chyba na wszystkich możliwych obiektach, to czy są jakieś przestrzenie, powierzchnie, o których mówicie klientowi, że na nich nie da się zrobić projekcji?

Michał Płócienniak, VisualSupport: Tak naprawdę, są lepsze i gorsze miejsca do mappingu. Oczywiście na wielu budynkach taka projekcja jest niemożliwa z wielu względów: od zewnętrznego oświetlenia, poprzez rodzaj materiału (na przykład szkło) czy też sam kolor danej powierzchni. Wiadomo – im ciemniejszy, tym gorzej odbija światło.

 

A sympatyczni panowie z ochrony zabytków, kwestia polichromii, obrazów itp.?

Michał Płócienniak: Nasza ekipa jest tak miła, że nie mamy takich problemów. [śmiech]

Magdalena Groblicka, VisualSupport: Oczywiście zderzamy się w naszej pracy z różnymi wyobrażeniami na temat tego, co robimy. Mapping jest w Polsce wciąż pojęciem bardzo abstrakcyjnym i kiedy wchodzimy do miejsca kultu, miejsca zabytkowego, na przykład Zamku Królewskiego na Wawelu, lub chcemy skierować projekcję na zabytkowe fasady, krużganki, polichromie i tynki, które niejedno widziały i niejedno przetrwały, zwykle pojawia się bariera i pytania: czego państwo od nas chcecie? czy na pewno możemy takie powierzchnie udostępnić? Tutaj w grę wchodzi kwestia naszej edukacji, zarówno klienta, jak i partnerów, z którymi współpracujemy w danej realizacji. Kwestia wytłumaczenia tego, że my wcale nie niszczymy, że nasza technika jest nieinwazyjna, niczego nie dewastujemy, lecz staramy się ożywić rzeczy martwe. Doskonałym tego przykładem jest tegoroczna Noc Muzeów i Zamek na Wawelu, kiedy po raz pierwszy w historii za pomocą bardzo prostej techniki, nawet nie mappingu, ale prostej projekcji 2D, udało nam się wyświetlić i pokazać arrasy, które do tej pory były tylko trzykrotnie wystawiane na widok publiczny, a tym razem zostały zanimowane.

 

Jak wyglądają wasze przygotowania do realizacji mappingu?

Michał Płócienniak: Generalnie nie da się ujednolicić tych prac. Są mappingi i mappingi. Wystarczy wpisać w YouTube hasło „mapping” i pojawia się setka różnych prac reprezentujących tę technologię. Zwykle staramy się przygotować projekt od początku do końca. Mamy to szczęście, że dysponujemy zarówno studiem projektowym, jak i działem produkcji, gdzie poszczególne osoby zajmują się efektem finalnym, czyli tym, aby wszystko wyglądało tak, jak ma wyglądać. Oczywiście, pracujemy na modelach. Punktem wyjścia, zwłaszcza przy skomplikowanych modelach, jest dla nas zawsze stworzenie matrycy. Ta matryca służy później grafikom i jest przekazywana do studia produkcyjnego, gdzie tworzone są animacje mappingowe.

 

Jakiej techniki używacie najczęściej, jeśli ma powstać bryła, z którą później będą pracowali graficy?

Michał Płócienniak: Jest kilka metod – możemy na przykład skorzystać ze skanera laserowego. Powstaje zbiór punktów, później rysuje się kreski i dzięki temu powstaje gotowy model, najczęściej w postaci pliku dwg. Inną metodą jest wyrysowanie obiektu na wyświetlonym z projektora obrazie. Trzecią możliwością jest zrobienie obiektu na podstawie zdjęcia. Jeśli budynek nie jest bardzo skomplikowany, jeśli chodzi różne poziomy głębokości poszczególnych elementów, jesteśmy w stanie – z pomocą odpowiednio przygotowanego zdjęcia – stworzyć bryłę danej budowli.

 

A kwestia wymiarowania? Da się wymierzyć poszczególne elementy ze zdjęcia?

Michał Płócienniak: Tak naprawdę w przypadku mappingu wymiarowanie nie jest rzeczą najważniejszą. Skupiamy się na skali obiektu i proporcjach jednego elementu względem innych. I w odniesieniu w perspektywie do pozycji projektora. To jest najważniejsze. Projektor wyświetla płaski obraz, ale jednak dany sprzęt jest umieszczony w przestrzeni. Zmiana jego położenia powoduje zmianę wyświetlanego obrazu na danej bryle.

 

Potem pozostaje przygotowanie pokazu na miejscu, a tam trzeba czasem pójść na pewne ustępstwa…

Michał Płócienniak: Oczywiście, mieliśmy takie realizacje, gdzie musieliśmy dopasować się do możliwości postawienia wież i lokalizacji projektorów. Za każdym razem możemy dobrać sobie optykę do konkretnego projektu. Jeśli musimy postawić projektory pod kątem względem powierzchni, na której będzie wyświetlany obraz, to matrycę i tak przygotowuje się z uwzględnieniem tego parametru, aczkolwiek zawsze korzystamy z systemów pozwalających na korektę geometryczną wyświetlanego obrazu, co więcej – w czasie rzeczywistym. Nasz etap produkcji mappingu wygląda w taki sposób, że na początku projektujemy, gdzie mają się znajdować poszczególne elementy, następnie stawiamy całą technikę tak, jak będzie ona skonfigurowana na evencie, i robimy testy, które potwierdzają zgodność układu. Chodzi tutaj o to, aby nie dopuścić do sytuacji, że klient ma inne wyobrażenie o danej realizacji niż to jest realnie możliwe do uzyskania. W momencie, kiedy używamy jednego projektora, który jest ustawiony en face względem budynku, nie ma żadnego problemu, ponieważ mało rzeczy może się zmienić, nawet jeśli wspomnianą korekcją geometryczną można to zniwelować. Kiedy natomiast mamy do czynienia z projekcją bardziej złożoną, zbudowaną w oparciu o kompleksowy system projektów, z których każdy wyświetla na inną część budynku i są one również umieszczone w różnej przestrzeni w stosunku do budowli, to wtedy robi się pewien problem i wolimy wszystko przetestować, aby mieć stuprocentową pewność, że w trakcie samej realizacji wszystko przebiegnie dobrze.

 

Rozumiem, że idealnym rozwiązaniem jest postawienie wież i zlokalizowanie projektorów w ich wnętrzu?

Michał Płócienniak: Nie do końca! Ja wolę rozstawiać sprzęt na przykład gdzieś w budynku. Jeśli mamy możliwość schowania techniki, korzystamy z tego. Tutaj w grę wchodzi dodatkowo aspekt wizualny, estetyczny. Jeśli mam możliwość wrzucenia techniki na przykład w okno budynku znajdującego się gdzieś naprzeciwko, to jest super. Wtedy takie elementy są schowane, zupełnie nie ingerują w przestrzeń, nic nie zasłania widoku widowni i jest to najbardziej bezpieczne również dla samego sprzętu. Wiadomo wówczas, że w przypadku oberwania chmury czy innych zjawisk atmosferycznych projektory są chronione.

Magdalena Groblicka: Pozostaje również kwestia ciekawości ludzi… Organizując jakiekolwiek wydarzenie w przestrzeni publicznej, musimy zawsze pamiętać, że dziwna konstrukcja stojąca na środku placu jest niczym magnes przyciągający uwagę osób postronnych. Zawsze szukamy optymalnych rozwiązań, nie ma uniwersalnej recepty, co gdzie ustawić, aby uzyskać dany efekt.

 

Podczas jednej z ostatnich realizacji – w trakcie Nocy Muzeów – udało się wam poukrywać projektory w krużgankach, dzięki czemu praktycznie żaden z elementów techniki nie był widoczny dla publiczności…

Michał Płócienniak: Tak. Innym przykładem jest realizacja sprzed dwóch lat, kiedy przygotowywaliśmy mapping na zewnątrz Wawelu. Wtedy też zasugerowaliśmy ukrycie projektorów w oknach znajdującego się nieopodal uniwersytetu. Pierwotnie mieliśmy pomysł, aby zbudować tam ogromne wieże, jednak takie rozwiązanie okazało się być lepsze.

Magdalena Groblicka: Tutaj zawsze w grę wchodzi właśnie aspekt projektowania, o którym wspominał Michał. Podobnie jak samo przygotowanie wizualizacji wymaga dużego nakładu pracy, tak i samo przygotowanie techniczne i przemyślenie technologii jest procesem złożonym. Każdy z aspektów realizacji jest tak samo ważny: musi to dobrze działać, musi dobrze wyglądać, a przede wszystkim musi być bezpieczne. Często są to ciężkie urządzenia, wysokie wieże, a w ich bezpośrednim otoczeniu znajduje się bardzo duża liczba osób.

 

Jeżeli jednak zdarza się, że musi stanąć wieża, bo po prostu nie ma innych możliwości rozlokowania projektorów, to jej przygotowanie, ustawienie i obciążenie jest ważniejsze niż w przypadku gdyby miały zawisnąć na niej urządzenia oświetleniowe czy dźwiękowe?

Magdalena Groblicka: Stabilność wieży jest szalenie ważna. I po skalibrowaniu urządzeń, skonfigurowaniu techniki, absolutnie staramy się nie ruszać tego, co stoi, bo wiadomo, że czasami drobne piksele robią różnice i przesunięcie danego elementu w prawo czy w lewo dosłownie o milimetry może zupełnie zniszczyć zamierzony efekt. Zdarzało się już nam budować bardzo wysokie wieże i jak do tej pory nie mieliśmy z nimi jakichś problemów.

Michał Płócienniak: Wieże oczywiście same się nie przesuwają, chyba że z powodu hulającego wiatru. Z tego powodu góra jest wysłonięta. Zazwyczaj do mappingu nie są potrzebne jakieś bardzo wysokie wieże – zwykle wystarczają konstrukcje o wysokości maksymalnie 4–6 m, a taka wielkość nie stwarza żadnych problemów.

 

Jak zazwyczaj wygląda konfiguracja systemu, który stawiacie na potrzeby realizacji mappingu? Ostatnim elementem systemu jest projektor, ale co się znajduje się przed nim?

Michał Płócienniak: System składa się przede wszystkim z media serwerów. Są to składane na zamówienie komputery z odpowiednimi macierzami dyskowymi, dyskami ssd, procesorami, aż po karty graficzne, pamięć ram itd. Korzystamy zwykle z oprogramowania Watchout firmy Dataton, który umożliwia spięcie wielu media serwerów i pracy na w zasadzie nieskończonej ilości urządzeń synchronicznie.

 

Dalej sygnał jest wyświetlany po Dvi…

Michał Płócienniak: Różnie to bywa. Może być wysyłany SDI, DVI, zazwyczaj przesyłamy go po prostu światłowodami, ponieważ korzy­stamy z procesorów, które są wyższej rozdziel­czości, a sygnał cyfrowy DVI do 10 m będzie jak najbardziej działać, ale na dalsze odległości w grę wchodzą wyłącznie światłowody.

 

Po drodze jeszcze jakiś mikser wizyjny?

Michał Płócienniak: Jeśli jest taka koniecz­ność, to oczywiście tak, ale przy mappingach rzadko się to zdarza. Oczywiście po drodze mogą być jakieś peryferia typu matryca DVI lub splitter itd.
Magdalena Groblicka: Konfiguracja jest uza­leżniona od tego, czy mapping jest samym show, czy jest elementem składowym większej całości. Jeżeli projektujemy cały event, a również odby­wają się takie sztuki, czego doskonałym przykła­dem były dwudniowe obchody na Rynku Głów­nym w Krakowie z okazji przejęcia prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, to oczywiście tego sprzętu wyjeżdża z magazynu znacznie więcej niż tylko tyle ile na potrzeby mappingu.

 

Najjaśniejszymi projektorami, którymi dysponujecie są urządzenia o mocy 40 000 anSi. Czy są to moce, które zaspokajają wasze potrzeby, czy zdarza się wam stac­kować urządzenia po kilka sztuk?

Magdalena Groblicka: „Czterdziestki” są obec­nie najjaśniejszymi projektorami dostępnymi na świecie – dostępnymi w sprzedaży – ostatnio świeciliśmy z dwóch projektorów o mocy 40 000.
Michał Płócienniak: To wszystko względem projektu. Jeśli projekt wymaga statkowania, to jak najbardziej – zdarza się nam to robić, ale są to sporadyczne przypadki. Mając taką bazę sprzętową, zawsze wolę zaświecić za pomocą jednego projektora niż systemu ze zwielokrot­nionymi urządzeniami.

 

Zdarzają się szerokie mappingi, w których trzeba dzielić obraz na kilka projektorów?

Michał Płócienniak: Zawsze! [śmiech] W większości przypadków projekcje są szersze.

 

Jak rozumiem, konieczność zaświecenia danej szerokości jest podyktowana optyką?

Michał Płócienniak: Nie tylko. Trzeba wziąć pod uwagę, że jasność projekcji rozkłada się na metr kwadratowy w proporcji do założonej optyki. Barco HDQ2K40 ma rozdzielczość 2K, czyli 2048 × 1080 pikseli. W tym zakresie wyłącznie mamy jasność 40 000 ANSI. Gdy na przykład zaświecimy takim projektorem na budynek, który ma – dajmy na to – 100 m szerokości i 10 m wysokości, to wiadomo, że większość obrazu, czyli tej jasności, nam ucieknie. Dlatego też kluczowym elementem przy dopasowywaniu techniki jest takie zaprojek­towanie systemu, aby zarówno rozdzielczość, jak i jasność były w pełni wykorzystane, żeby nie świecić w niebo. Czasami nawet lepiej jest użyć czterech lub pięciu mniejszych projektorów, mieć lepszą jakość obrazu i wykorzystać całą jasność, którą dają, i spiąć to z systemem media serwe­rów w jeden duży projektor, niż zastosować jeden projektor, mieć gorszą rozdzielczość, czyli koniec końców również mniejszą jasność. To nie polega na tym, żeby zaświecić czymś najmocniejszym, ale żeby zrobić to mądrze.

 

Z jakimi rozdzielczościami zwykle pracu­jecie? czy dążycie do tego, aby projekty przygotowywać właśnie w 2k?

Michał Płócienniak: Wciąż jest to związane z obiektem, budynkiem, na którym wyświetlany pokaz. Moje wstępne założenie przy projektowa­niu mappingów jest takie, że piksel nie powinien być większy niż 1,5 cm. Chodzi o to, aby zapew­nić odpowiedni odbiór danego obrazu. I wtedy dobry odbiór zaczyna się od, powiedzmy, 20 m.
Magdalena Groblicka: Wielkość piksela jest również o tyle ważna, że mappingi, które jak do tej pory zwykliśmy projektować, mają w sobie dużo detali. W naszym założeniu grafika jest nie­zwykle istotna, stąd troska, aby wszystko wygląda­ło tak, jak ma wyglądać. Oto przykład – realizacja w Opolu, którą robiliśmy z okazji pięćdziesiątych urodzin KFPP. W zasadzie zbudowaliśmy mappin­gową maszynę muzyczną, w której liczba detali, szczegółów była miejscami nawet nie do wy­chwycenia. Dopiero stojąc przy budynku, można było zauważyć pewne elementy. Fajnie jest, kie­dy ta grafika jest naprawdę szczegółowa, jeśli są drobne detale, które ktoś zauważy, ktoś doceni – stąd taka troska Michała, żeby ten poszczególny piksel był widoczny i wyraźny.

 

A jeśli chodzi o programy służące do po­wstawania tych projektów?

Michał Płócienniak: Pełen zakres! Wszystko!

Magdalena Groblicka: I to nie tylko programy graficzne. Mamy na pokładzie VisualSupport pla­styków i grafików. Produkowane przez nas map­pingi mają aspekt artystyczny – są nie tylko produ­kowane cyfrowo, ale często po prostu rysowane i dopiero później digitalizowane.

 

Czy już w trakcie odtwarzania staracie się zawsze doprowadzić do sytuacji, że całość, czyli obraz i dźwięk, płynie od was? czy ta­kie podejście jest bezpieczniejsze, bardziej komfortowe?

Michał Płócienniak: Oczywiście zdarza się, że poszczególne elementy są wypuszczane z różnych miejsc i synchronizowane za pomocą timecodu. Taką sytuację mieliśmy chociażby nie tak dawno w Szczecinie, gdzie specjalnie na potrzeby poka­zu został skomponowany pewien utwór. Grała orkiestra na żywo i trzykrotnie przeprowadzono z tą muzyką pokaz. Muzyka była grana na żywo, od nas pochodziły dodatkowe efekty jako strumień dźwięku. Orkiestra grała z klikiem, dzięki czemu wszystko było w pełni zsynchronizowane.
Magdalena Groblicka: Nie tak dawno reali­zowaliśmy projekt w krakowskim kinie „Kijów” w ramach projektu Screen & Sound Festiwal 2013, gdzie połączyliśmy techniki animacji z ta­necznym show. Stworzyliśmy spektakl nawią­zujący do motywów znanych z „Alicji w Krainie Czarów”, podczas którego orkiestra grała muzy­kę na żywo.

 

Czy zdarza się wam manipulowanie w trakcie projekcji pewnymi elementami, np. szybkością wyświetlania?

Michał Płócienniak: Nie – to za duże ryzyko. Nasza rola polega na tym, aby doprowadzić pro­jekt do takiego stanu, by w trakcie projekcji praca ograniczyła się do wciśnięcia magicznego guzicz­ka. Wszelkie niedopracowane elementy zwykle rodzą problemy.

 

Czy w przypadku największych produkcji macie zapasowy sprzęt?

Michał Płócienniak: Sprzęt jest zawsze tylko sprzętem…

 

Pamiętacie sytuacje, w których ciśnienie krwi zaczęło się wam nagle niebezpiecz­nie podnosić?

Michał Płócienniak: Oczywiście! Zdarzało się, że nawet na paręnaście minut przed samym wyświetleniem coś nie działało i trzeba było przepiąć pewne elementy, a następnie przejść na inny system. Wychodzę z założenia, by pro­jektując system, starać się robić backupy i to nie tylko w odniesieniu do mappingu. W jakichkol­wiek instalacjach – czy to processingu obrazów czy w przypadku media serwerów – zawsze sta­ram się mieć drugi zestaw, który działa synchro­nicznie i w danym momencie mogę po prostu przełączyć się na niego. Przerzucić sygnał przez jakiś skaler czy mikser i dalej mieć bezproble­mowe show. Tak samo staram się zabezpieczać kwestię projektorów. Jakiekolwiek by nie było, to tylko urządzenia i różne rzeczy mogą się zda­rzyć.
Magdalena Groblicka: Oto konkretny przykład: wspomniana już impreza na Rynku Głównym w Krakowie, finał obchodów prze­jęcia prezydencji w Radzie UE przez Polskę. Ogromne wydarzenie, jeśli chodzi o skalę za­angażowania, przygotowania, liczbę partnerów. I co się wydarzyło? Wysiadł prąd… Byliśmy wówczas częściowo podpięci do prądu miej­skiego, częściowo na agregacie, jednak Michał, projektując system, zabezpieczył się w rezerwy i urządzenia podtrzymujące. My byliśmy gotowi, aby wyświetlić mapping – niestety, cała techni­ka dookoła siadła i zapadła ciemność. Oczywi­ście, z naszego punktu widzenia – eventowego i mappingowego – jest to świetna sytuacja, tylko że u nas też zapadła ciemność… Pamiętam, że chyba pięć minut przed zaplano­wanym rozpoczęciem tego grand final udało się przywrócić wszystko do gotowości.

 

Podtrzymanie komputerów to jedna sprawa, jednak oprócz tego dla samego projektora jest chyba niewiele gorszych rzeczy niż nagłe odcięcie prądu i wyłącze­nie urządzenie bez chłodzenia żarówki.

Michał Płócienniak: Wtedy żywotność ża­rówek spada, a oprócz tego zawsze może się coś stać niedobrego i dojść do uszkodzenia. Staramy się zawsze zabezpieczyć ---oczywi­ście w granicach możliwości. Jeżeli mamy mały zestaw projektorów, to staramy się podpinać taki system do dużych UPS-ów pozwalających na podtrzymanie przynajmniej na chwilę cało­ści w przypadki braku prądu. Jeżeli jednak są to projektory o wyższych mocach, czyli na przy­kład globalnie potrzebujemy 30 kW, to oczy­wiście nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć ta­kiego zestawu UPS-ów, aby mogły podtrzymać projektory o tak dużym zapotrzebowaniu na prąd, nie wspominając o wyświetleniu pokazu na urządzeniach podtrzymujących…

 

Zapotrzebowania mocowe, których wy­magacie przy największych realizacjach, są imponujące…

Michał Płócienniak: Mogą spokojnie sięgać nawet 30 kW. Jeden projektor o mocy 40 000 ANSI ma żarówkę o mocy 7 kW, plus oczy­wiście prąd do samej elektroniki itp. Dlatego na przykład ostatnio, gdy przeprowadzaliśmy spektakl mappingowy w Opolu, były dwie „czterdziestki”, media serwery i nagrzewnice, co wymagało sporego zabezpieczenia mocy.

 

 

Celowo rozpocząłem naszą rozmowę od mappingu, ponieważ to właśnie z tego jesteście najbardziej znani i z tym koja­rzeni. Jednakże oprócz tej gałęzi, macie w swojej ofercie również wiele innych technologii.

Magdalena Groblicka: Oprócz projekcji mappingowych, przede wszystkim prowadzimy całą część eventową. Mamy w portfolio rów­nież kompleksowe projektowanie widowisk i ich strony wizualnej za pomocą najnowocze­śniejszych rozwiązań technologicznych. Są to przede wszystkim eventy firmowe, korporacyj­ne. Organizujemy gale, konferencje, spotkania biznesowe, wszędzie tam, gdzie jest potrzebna najnowocześniejsza technika i pokazanie dane­go produktu w nietuzinkowy sposób.

 

Paleta sprzętu, którą dysponujecie, nie może opierać się zatem tylko na projek­torach i sprzęcie do mappingu.

Michał Płócienniak: Tak naprawdę, ciężko wymienić całą zawartość magazynu. Jest to między innymi również realizacja kamerowa – mieliśmy na przykład przyjemność realizo­wania tzw. Big Four, czyli koncertu zespołów metalowych na festiwalu Sonicsphere. Mamy miksery HD, kamery, statywy, jazdy, krany, ste­dicamy – wszystko co potrzebne do realizacji kamerowej.

 

Jeśli chodzi o sam koniec toru wizyjnego, to dysponujecie zestawem projektorów, lecz ścian diodowych czy ekranów LcD w waszej ofercie nie ma.

Michał Płócienniak: Jeszcze nie. Gdy wróci­my do tej rozmowy za jakiś czas, będą zmiany.

 

Czy jesteście również rentalowcem? zda­rza się wam wypożyczać sam sprzęt?

Michał Płócienniak: Zdarzają się takie sytu­acje, ale sprzęt, który posiadamy, staramy się raczej wypożyczać wraz z obsługą. Wtedy ta­kie wypożyczenie jest bardziej formą obsługi. Staramy się, by na przykład z projektorem na daną imprezę jechała przynajmniej jedna osoba. Zazwyczaj jest to technik, który zna sprzęt – w przypadku jakichś problemów jest on po pro­stu wsparciem, a dla nas gwarantem, że wszyst­ko będzie ok. Magdalena Groblicka: Tak naprawdę VisualSup­port jest firmą, która wciąż się rozwija – stara­my się słuchać rynku, klientów i odpowiadać na zapotrzebowanie. Jedną z najnowszych rzeczy, które oferujemy, jest sklep internetowy z mul­timediami, gdzie proponujemy nie tylko same urządzenia, ale również konsultacje, doradztwo, projektowanie itp.

 

Jeśli chodzi o same projektory, konkuren­cja na rynku jest dosyć poważna. czy to właśnie z uwagi na ten fakt zapadła decy­zja o współpracy akurat z marką Barco?

Magdalena Groblicka: Zawsze boję się tego pytania… To kilka miesięcy bardzo wnikliwej analizy prowadzonej przez Michała, rozmów ze wszystkimi naszymi technikami.

 

Dlaczego więc Barco?

Michał Płócienniak: Przede wszystkim Barco w okresie, który był dla nas dogodny, wprowa­dziło zupełnie nową linię projektorów opartą o zmieniony processing, wprowadziło też naj­jaśniejsze obecnie projektory na świecie, bar­dzo dobrze przyjęte przez branżę i zakupione przez wiele firm rentalowych. Rozglądając się za nowym systemem, bardzo często rozważa się możliwość zbudowania podobnego zestawu do tych, jakie mają najwięksi gracze w Europie, a to z prostej przyczyny: w momencie, kiedy potrzebny jest dodatkowy projektor, bo mamy ogromną projekcję, jesteśmy w stanie go poży­czyć. Umiemy wówczas obchodzić się z takimi urządzeniami, wiemy, jak pracują, ponieważ pra­cujemy z nimi na co dzień itd.

 

Waszym zdaniem tą marką dominującą w europie jest właśnie Barco?

Michał Płócienniak: Tak sądzę. Oczywiście ogromny wpływ na decyzję miała sama współ­praca z firmą Barco, zaproponowane warunki współpracy i kontakty. Dzięki temu w naszej ofer­cie znajdują się dwa największe projektory o mocy 40 000 ANSI, trzy „osiemnastki” Barco, a także zestaw optyki, wymienne lampy i dodatkowe kar­ty rozszerzeń. Optyka jest rzeczą bardzo ważną i znamienną. Często zdarza się sytuacja, że trzeba zaświecić dany obiekt w bardzo określony spo­sób, a sama optyka jest dosyć droga, z czego nie wszyscy zdają sobie sprawę. Widzimy wówczas oburzenie, że jedną z dużych pozycji w koszto­rysie jest właśnie optyka. Czasami drugie tyle co projektor kosztuje zestaw optyki do niego.

 

Czy jasność na pułapie 40 000 anSi w projektorach. które posiadacie, to po­ziom, który was w 100% zadowala?

Michał Płócienniak: Uważam, że ten zakres jest w zupełności wystarczający. Gdyby projek­tory były jaśniejsze, trzeba by się zastanowić nad większą rozdzielczością, ponieważ podstawowa zasada, którą przyjmuję w trakcie projektowania, jest taka: 1000 ANSI na metr bieżący podstawy obrazu, a nawet 1500 ANSI. W takiej sytuacji z „czterdziestki” jesteśmy w stanie wyświecić ob­raz na budynku o szerokości około 30 m i mamy obraz o rozdzielczości u podstawy 2048 pikseli. Za sprawą tego piksel ma rozmiar ok. 1,5 do 1,8 cm. Gdybyśmy mieli, dajmy na to, 60 000 ANSI, to już na przykład przy rozdzielczości 4K trochę nam brakuje, żeby zaświecić budynek o podstawie powiedzmy 60 m. Z kolei 60 000 ANSI – hmm... Zawsze mogę zestakować dwie „czterdziestki”!

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

tekst:
Łukasz Kornafel
Muzyka i Technologia


zdjęcia:
VisualSupport

 

OBSŁUGA TECHNICZNA: Visual Support - www.visualsupport.pl

CAŁY TEKST TEGO ARTYKUŁU
można przeczytać w Magazynie
Muzyka i Technologia
8/ 2013
ZAMÓW

NAJNOWSZE PORADY

ARCHIWUM

NADCHODZĄCE WYDARZENIA



PRENUMERATA PAPIEROWA


Ekskluzywne wydanie papierowe!
ZAMÓW
OSZCZĘDNOŚĆ I WYGODA

PRENUMERATA ELEKTRONICZNA


Przeczytaj jako pierwszy!
Ściągnij na tablet i smartfon
ZAMÓW (iOS)
ZAMÓW (Android)