Google Analytics
146
Udostępnij
Udostępnij
Wyślij link
Instalacje > Bose Audition - Prezentacja systemu RoomMatch
30-09-2011

Bose Audition - Prezentacja systemu RoomMatch



Firma Bose już od przeszło czterech dekad prężnie działa na rynku instalacyjnym, oferując szeroką gamę zestawó;max-width:100% !important;margin-right:10px;w głośnikowych, poczynając od najmniejszej serii Freespace, poprzez uniwersalne Panarraye, na wysokowydajnej serii LT kończąc. Najwyraźniej jednak obiekty gastronomiczne, centra handlowe i stadiony nie do końca zaspokajały ambicje Bose. Na celownik wzięto, można by rzec, bardziej prestiżowy koncertowo-teatralny segment rynku instalacyjnego. Z myślą o nim stworzono nowy system RoomMatch. Pojawi się on w sprzedaży wprawdzie dopiero we wrześniu, lecz mimo to firma Bose zdecydowała się zaprezentować go wyselekcjonowanemu gronu dystrybutorów, konsultantów i dziennikarzy (łącznie ponad pięćset osób z całej Europy) podczas imprezy pt. „Audition”, jaka odbyła się w połowie maja w Istambule.

 

Określenie „Audition” w tytule prezentacji pojawiło się nieprzypadkowo – można je przetłumaczyć jako 'przesłuchanie'. Dotyczy ono formy, jaką przybrała prezentacja – przybyli słuchacze sami mają ocenić, jak zagrał sprzęt, oczywiście po zapoznaniu się ze szczegółami technicznymi. Do wrażeń słuchowych oczywiście dojdziemy, zaś w tym miejscu należy zapytać: o jakim sprzęcie w ogóle mowa?
Otóż RoomMatch to nowy rodzaj modularnego skalowalnego systemu o stopniowanej kierunkowości. Nowy system Bose łączy wiele właściwości systemów wyrównanych liniowo oraz tubowych (realizujących ideę źródła punktowego), ale nie jest żadnym z nich. Firma Bose postanowiła w sposób bezkompromisowy podejść do kwestii dopasowania zestawu nagłośnieniowego do pomieszczenia, by móc uzyskać w danym środowisku akustycznym najbardziej optymalne rezultaty. Oznacza to, że systemu RoomMatch nie zabierzemy ze sobą w trasę – nie jest to sprzęt uniwersalny. Cóż, jak pokazuje praktyka, jeśli coś ma być do wszystkiego, to często okazuje się, że tak naprawdę w niczym nie sprawuje się dostatecznie dobrze. Na szczęście nie dotyczy to systemu RoomMatch, który sam w sobie stanowi technologiczną ciekawostkę.

RoomMatch – system skrojony na miarę
Na pierwszy rzut oka klaster złożony z modułów RoomMatch wygląda jak zwykła liniówka. Już po chwili można jednak zauważyć, że coś tu nie pasuje – poszczególne moduły różnią się od siebie rozmiarami i nie dotyczy to jedynie dedykowanego downfilla. Pod czujnym okiem Akiry Mochimaru, dyrektora generalnego Bose Professional Systems Division, opracowanych zostało piętnaście modeli, których głównym wyróżnikiem jest dyspersja sekcji średnio-wysokotonowej. Skrótowo rzecz ujmując, są to wybrane kombinacje rozproszenia 55, 70, 90 i 120 stopni w poziomie oraz 5, 10, 20, 40 i 60 stopni w pionie. Ma to szczególne znaczenie zwłaszcza wobec faktu, że sekcja driverów gra już od 550 Hz (podziału dokonuje się aktywnie), a tubę zaprojektowano w taki sposób, by już od tej częstotliwości zapewnić kontrolę nad kierunkowością. Moduły różnią się między sobą również kształtem, który zależy bezpośrednio od rozproszenia i pozwala na proste łączenie ich między sobą, bez potrzeby dodatkowego ustawiania kątów. System zawiesi opiera się na zintegrowanych panelach bocznych, zaś jedyny zewnętrzny hardware to rama dostępna w dwóch wariantach: mniejszym (na 2–4 moduły) i większym (na 4–8 modułów).
Zgodnie z moimi przypuszczeniami firma Bose zastosowała w nowym systemie specjalnie zaprojektowane przez siebie przetworniki. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że są one produkowane przez zewnętrznego dostawcę, ale przedstawiciel Bose nie chciał zdradzić szczegółów. W sekcji nisko-średniotonowej systemu RoomMatch pracują głośniki LF10 (liczba w symbolu odpowiada średnicy wyrażonej w calach), po dwa na moduł, każdy w osobnej komorze akustycznej z zawiniętym portem bass-reflex. Głośniki te posiadają ferrytowe magnesy oraz cewki o średnicy 2,5 cala. Zapytany o kwestię magnesów, pan Akira odpowiedział, że zastosowanie neodymowych materiałów niewiele by zmieniło przy zestawie głośnikowym ważącym około 56 kg – trudno się z tym nie zgodzić. Sekcja mid-bass pojedynczego modułu ma impedancję 4 Ohm.
Jak nietrudno zgadnąć, znacznie większą ciekawostkę stanowi sekcja średnio-wysokotonowa. Składa się na nią aż sześć driverów EMB2 o średnicy 80 mm (wymiar zewnętrzny magnesu) i dwucalowej cewce. Pojedynczy driver jest w stanie pracować już od 300 Hz, co jest rezultatem porównywalnym ze znacznie większymi gabarytowo przetwornikami. Obniżenie pasma odbyło się zapewne kosztem skuteczności i stąd konieczność zastosowania sześciu driverów na moduł; priorytetem było tu przesunięcie punktu podziału pasma w jak najniższe rejony, by uzyskać jak najbardziej spójny i dający się w szerokim zakresie kontrolować dźwięk. Kluczowym elementem konstrukcji drivera jest korektor fazowy eliminujący rezonanse i odbicia wewnętrzne. Jak twierdzi producent, dzięki specjalnemu kształtowi korektora nie jest konieczne złożone przetwarzanie sygnałów celem eliminacji niekorzystnych zjawisk zachodzących wewnątrz.
Wprawdzie sześć driverów rozlokowano po obu stronach po trzy sztuki, ale ich wyloty schodzą się w jednej linii jeden nad drugim, zaraz u wlotu tuby, która w głównej mierze przyczynia się do osiągania sporych rozmiarów modułów systemu RoomMatch. Cóż, fizyki nie da się oszukać – tuba, jeśli ma skutecznie działać w paśmie od 500 Hz, musi być odpowiednio duża. Obiecująco wyglądał za to przedstawiony na prezentacji wykres przykładowego modułu – charakterystyka kierunkowa wyglądała na bardzo spójną i wyrównaną w całym zakresie działania tuby. Korzystając z okazji, zapytałem pana Akira, czy dostępne jest asymetryczne rozproszenie w poziomie. Odpowiedział, że taka konfiguracja może zostać wykonana na życzenie: „Technicznie jest to jak najbardziej do zrobienia, ale musimy upewnić się, że jest to faktycznie użyteczne, zanim udostępnimy tę opcję jako seryjny produkt. Wszystko zależy od odzewu integratorów systemów i naszych konsultantów”.

Wsparcie subbasowe
Klastry złożone z modułów RoomMatch są w stanie grać od częstotliwości 60 Hz, co w pewnych sytuacjach może okazać się wystarczające, niemniej zaprzęgając je do przetwarzania muzyki, zwłaszcza wykonywanej na żywo, warto pomyśleć o wsparciu subbasowym. Z myślą o tym firma Bose opracowała subwoofer RMS215 poszerzający pasmo pracy systemu w dół do 40 Hz.
W pojedynczym RMS215 pracują dwa piętnastocalowe głośniki Bose LF15. Każdy z nich posiada czterocalową cewkę i może być napędzany osobno za pośrednictwem czteropinowego złącza Speakon. Głośniki pracują w klasycznym układzie bass-reflex. Nie omieszkałem skorzystać z okazji i zapytać projektantów systemu, dlaczego nie zdecydowali się na zastosowanie popularnych ostatnio bardziej wydajnych konstrukcji subbasu. W odpowiedzi usłyszałem, że konsultowano z klientami inne rozwiązania, ale po testach odsłuchowych ci prawie jednomyślnie stwierdzili, że bass-reflex podoba się im najbardziej. Jak zatem widać i tutaj postawiono na to, by system grał przede wszystkim równo i ładnie.
Subbasy można podwieszać pod większą ramą wraz z modułami szerokopasmowymi, producent przewidział również możliwość pracy podwieszanych RMS215 w kardioidzie – wówczas część z nich kierujemy do przodu, a część do tyłu. O korzyściach wynikających z takiej konfiguracji nie trzeba chyba nikogo przekonywać, zwłaszcza w kontekście optymalnego dopasowania systemu nagłośnienia do warunków akustycznych. Kardioida basowa to nie tylko większy komfort pracy muzyków na scenie, ale i mniej interferencji wynikających z odbijania się dźwięku od ściany tylnej, wszak bas rozchodzi się dookólnie. Symulację działania kardioidy można przeprowadzić w programie Modeler, do którego wrócimy za chwilę. Póki co skupimy się na kolejnej ciekawostce, która ma szansę odnieść spory rynkowy sukces.

PowerMatch – tyle mocy, ile aktualnie potrzeba
Wprawdzie premiera nowego wzmacniacza firmy Bose zbiegła się czasowo z premierą systemu RoomMatch, pod kątem którego zapewne wzmacniacz został opracowany, niemniej końcówka PowerMatch sama w sobie stanowi produkt na tyle uniwersalny i innowacyjny, że zapewne będzie o nim głośno nie tylko w kontekście towarzyszenia systemowi będącemu głównym przedmiotem opisywanej prezentacji. W czym zatem rzecz? Otóż PM8500 jest cyfrowym wzmacniaczem o mocy 8 × 500 W, wyposażonym w układ DSP, ale na tym nie koniec. Jak łatwo policzyć, z pojedynczego gniazdka sieciowego PM8500 pozwala przekazać do obciążenia łączną moc równą czterem kilowatom, którą, i tu ciekawostka, możemy dowolnie rozdysponować. I nie chodzi tutaj o zwykłe mostkowanie kanałów. Zależnie od konfiguracji wybranej z poziomu oprogramowania wzmacniacza, wybrane kanały mostkujemy napięciowo, prądowo, a nawet łączymy w mostek poczwórny. W rezultacie, oprócz trybu podstawowego, możemy skonfigurować cztery kanały po 1 kW (zarówno przy obciążeniu 2, 4 jak i 8 Ohm), dwa kanały po 2 kW (przy 4 Ohm) oraz ich dowolne kombinacje, oczywiście w ramach dostępnej mocy. Można sobie zatem łatwo wyobrazić przykładowy niewielki zestaw nagłośnieniowy „opędzony” pojedynczym PM8500, gdzie po kilowacie otrzymują subbasy, natomiast pozostałe cztery pięciusetwatowe kanały wzmacniacza zostaną rozdysponowane pomiędzy satelity i monitory sceniczne. Możliwości jest mnóstwo i to wszystko przy urządzeniu zajmującym zaledwie dwie przestrzenie rackowe i ważącym 12,7 kg.
Wróćmy jednak do zastosowań instalacyjnych – zestawy kanałów połączone w mostek, oprócz pracy z obciążeniem niskoimpedancyjnym, przystosowano również do pracy napięciowej w systemach siedemdziesięcio- i stuwoltowych.
Skoro już wiemy, jak można będzie korzystać z nowego wzmacniacza Bose, czas na garść informacji technicznych. Wzmacniacz bazuje na impulsowym zasilaczu pracującym w reżimie four-quadrant, co w praktyce oznacza nieco bardziej efektywny PFC (Power Factor Correction). Transformator w przetwornicy charakteryzuje się dość oryginalną konstrukcją – zbudowano go w oparciu o bodaj 28-warstwową płytkę PCB, umieszczoną wewnątrz magnesu w taki sposób, by umożliwić dostateczne jej chłodzenie. Stopnie mocy pracują w klasie D, którą firma Bose ma już opanowaną, co potwierdza dwudziestoletnia praktyka w budowaniu cyfrowych wzmacniaczy. Ciekawostką jest współczynnik tłumienia (Damping Factor) – przy obciążeniu ośmioomowym, wynosi on ponad 1000. Łączna efektywność, mierzona jako stosunek mocy oddanej do obciążenia do popranej z gniazdka, wynosi powyżej 75%. Końcówkę wyposażono oczywiście w pełen zestaw zabezpieczeń (m.in. system monitorowania wartości prądu i napięcia na wyjściu) i poddano wszechstronnym testom, z których jeden polegał na symulacji osadzania się pyłu w czasie dwudziestu lat – efektownych wizualnie rezultatów nie omieszkano pokazać na prezentowanych slajdach.
Wzmacniacz PowerMatch możemy łączyć z komputerem za pośrednictwem portu USB (model PM8500N ma być wyposażony również w złącze Ethernet), by monitorować parametry pracy z poziomu oprogramowania ControlSpace, a także zmiany nastaw pokładowego DSP.
Kilku słów komentarza wymaga wbudowany we wzmacniacz procesor. Oprócz matrycy 8 × 8, linii opóźniającej (2 s), filtrów (do 48 dB/oct) oraz limiterów, wyposażono go w pięciopasmowy korektor na wejściach i siedmiopasmowy na wyjściach. Spośród wielu innych produktów wyróżnia go to, że operować możemy nie tylko globalnymi ustawieniami urządzenia, lecz także zaprogramowanymi wcześniej kompletnymi ustawieniami kanałów. W praktyce wygląda to tak, że w domowym zaciszu wprowadzamy do procesora ustawienia pod kątem używanych przez nas zestawów głośnikowych (jeśli są to zestawy firmy Bose, korzystamy z gotowców), po czym – operując nimi już na miejscu imprezy, szybko ustawiamy sobie żądaną konfigurację, bez potrzeby korzystania z komputera. Proste, prawda? Dlaczego więc tak niewiele procesorów posiada taką możliwość?
Poruszając kwestię współpracy PM8500 z systemem PowerMatch, trzeba nadmienić, że według rekomendacji producenta na każdy głośnik subbasowy w RMS215 trzeba przeznaczyć 1000 W mocy, zatem łatwo policzyć, że potrzebować będziemy jeden wzmacniacz na dwa subbasy. Poszczególne sekcje szerokopasmowych zestawów RoomMatch zadowolą się pojedynczym kanałem wzmacniacza każda, stąd też pojedynczy PM8500 napędzi nam cztery moduły. Producent wyposażył wbudowany w urządzenie procesor w funkcję RoomMatch array EQ dopasowującą korekcję do ilości zastosowanych modułów (pod kątem tworzenia klastrów szerokopasmowych).

Modeler – symulacja to podstawa
Już z samej nazwy RoomMatch jasno wynika, że powodzenie instalacji zależy w głównej mierze od dopasowania systemu do pomieszczenia. Optymalny dobór i usytuowanie modułów (pamiętajmy – wyboru dokonujemy spośród piętnastu modeli) nie byłby możliwy bez oprogramowania wspierającego projektowanie. Firma Bose jest w o tyle komfortowej sytuacji, że nie musi tworzyć od podstaw nowej aplikacji – wykorzystała w tym celu dobrze znany projektantom i dystrybutorom Bose program Modeler, który sukcesywnie rozwija od 1984 roku. Program jest w stanie nie tylko przeliczyć rozkład SPL na projektowanym obiekcie, ale także przedstawić współczynnik zrozumiałości mowy STI w poszczególnych miejscach, co niekiedy potrafi być decydującym argumentem przy wyborze projektu systemu nagłośnieniowego. Gdy już dojdzie do prezentacji projektu klientowi, ostatecznym czynnikiem przekonującym może być wirtualny spacer po pomieszczeniu wyposażonym w również wirtualny system nagłośnieniowy. Umożliwia to opracowane przez Bose unikalne urządzenie noszące nazwę Auditioner, umożliwiające na własne uszy przekonanie się, jak projektowany system zachowa się w danych warunkach akustycznych. Stosowne aktualizacje programu Modeler mają ukazać się we wrześniu, gdy system będzie dostępny na rynku. Ciekaw jestem, czy udostępnienie możliwości przeprowadzania symulacji nieco wcześniej nie zwiększyłoby dodatkowo popytu na nowy produkt Bose?

Czas na przesłuchanie
Na potrzeby prezentacji system RoomMatch zawieszono w 1810-miejscowym audytorium mieszczącym się w obiekcie, którego nazwa brzmi Turker Inanoglu Maslak Show Center. Dwa pierwsze słowa to imię i nazwisko osoby mocno zasłużonej dla tureckiej branży filmowo-rozrywkowej, zaś swojsko brzmiący Maslak oznacza nazwę jednej z głównych biznesowych dzielnic europejskiej części Istambułu, w której ulokowane zostało centrum TiM. Dobór miejsca prezentacji systemu jest moim zdaniem nieco dyskusyjny, bo choć nie brakuje mu nic pod względem estetycznym i prestiżowym, jego akustyka nie należy do zbyt wymagających, a takie mają być właśnie miejsca, do których w zamyśle producenta trafić ma system RoomMatch. Uczestników na czas prezentacji posadzono w wydzielonym sektorze naprzeciwko sceny (głównie ze względów porządkowych), lecz w przerwie pozwolono swobodnie poruszać się po obiekcie, by mogli sprawdzić, czy w odtwarzanym przez głośniki szumie różowym nie słychać niekorzystnych zjawisk przy zmianie pozycji słuchacza.
Odkładając refleksje na bok, skupmy się na tym, co można było faktycznie usłyszeć. Nad sceną zawisł klaster centralny złożony z trzech modułów RoomMatch, zaś po jej obu stronach zawieszono grona po pięć modułów każde. Już podczas wystąpień prelegentów korzystających z mikrofonów nagłownych uwagę przykuwało bardzo naturalne brzmienie systemu. Przy głosie ludzkim nie przejawiał on nawet najmniejszych tendencji do świszczenia, dudnienia ani innych anomalii. Być może jest w tym również i zasługa przytomnego realizatora, ale byłem już wcześniej świadkiem prezentacji, w których pomimo wysokiej klasy sprzętu dźwięk pozostawiał wiele do życzenia. Tu nie było słabych stron.
Z przyjemnością wysłuchałem zaserwowanej przez prelegentów muzyki mechanicznej – kilka zróżnicowanych utworów dało słuchaczom pewne pojęcie o tym, jak system pracuje w pełnym paśmie. Zaangażowano przy tym dodatkowo subbasy rozstawione w łuku pod sceną. Ciekawym doświadczeniem było włączanie i wyłączanie poszczególnych sekcji klastra centralnego, by uświadomić słuchaczom, jak ilość zastosowanych modułów wpływa na rezultat dźwiękowy.
Zdając sobie sprawę, że zaserwowanie słowa mówionego i muzyki mechanicznej nie zadowoliłoby słuchaczy, firma Bose zaangażowała zespół grający na żywo muzykę pop (z udziałem sekcji dętej), który zaprezentował kilka dynamicznych utworów. Słuchało się tego znakomicie – mimo sporej głośności bas nie przytłaczał i nie dudnił, a środek pasma nie wykazywał tendencji do krzykliwości. Doskonale sprawdził się klaster centralny, z którego rozbrzmiewał wokal – niby tylko dodatkowy głośnik na środku, a wrażenie przestrzenne zupełnie inne. Przyznam, że utwierdziłem się w przekonaniu, że tę cenną zdobycz kina domowego warto sukcesywnie przenosić na grunt estradowy. Koncert udowodnił przede wszystkim, że system RoomMatch potrafi zagrać naprawdę głośno i dynamicznie, dzięki czemu bez obaw można go instalować w takich miejscach, jak choćby teatry muzyczne czy też hale koncertowe.

Tytułem podsumowania
W zalecanym przez firmę Bose (i nie tylko) trybie projektowania dobór systemu dźwiękowego pod kątem danego zastosowania przebiega na podstawie konsultacji parametrów: głośność, pasmo, pokrycie, w wymienionej przeze mnie kolejności. W hierarchii systemów Bose pod względem głośności dotychczasowym liderem były systemy LT. RoomMatch dołączył do nich, oferując przy tym znacznie więcej pod względem wyrównanego pokrycia audytorium dźwiękiem. W odróżnieniu od typowych systemów tubowych klastry w RoomMatch są pozbawione problemów z interferencjami dźwięku pomiędzy strefami pokrycia przez poszczególne zestawy i przez to znacznie bardziej spójne, jak ma to miejsce w systemach wyrównanych liniowo. Z kolei nad tymi ostatnimi system złożony z modułów RoomMatch górował będzie lepszym do pasowaniem do pomieszczenia, co oznacza w praktyce mniej odbić od ścian i sufitu.
Można spytać – czy mamy tu do czynienia z absolutną nowością? Nie do końca – samo formowanie klastra o stopniowanej kierunkowości nie jest zupełnym novum. W nieco mniejszym zakresie umożliwia to np. system liniowy Mini-Com.P.A.S.S. włoskiej firmy Outline oraz KUDO firmy L'Acoustics, w których to zamiast zamawiać moduły na wymiar, mechanicznie ustawiamy kąty dyspersji – fakt, że tylko w poziomie. Bose poszło nieco inną drogą – projektujemy nasz system na symulatorze, zamawiamy system szyty na miarę pod kątem danego pomieszczenia, w efekcie czego otrzymujemy bezkompromisową instalację. Rezultat końcowy będzie praktycznie nie do pobicia za pomocą innych środków. W końcu przecież o to chodziło? No, chyba, że przyjdzie pan scenograf i powie, że nagłośnienie jest za duże i trzeba je przewiesić z optymalnego miejsca, bo przeszkadza mu w kreowaniu idealnego obrazka... W naszym kraju, niestety, takie rzeczy się zdarzają i przed tym nie obroni się nawet najlepszy system.
Kończąc, przyznam, że po wzięciu udziału w tureckim „Audition” odczuwam pewien niedosyt. Dlaczego? Otóż pomieszczenie, w którym odbyła się prezentacja, jest bardzo poprawne akustycznie. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie fakt, że RoomMatch stworzono do radzenia sobie z różnymi pomieszczeniami, nawet z tymi o trudnej akustyce. Owszem, w TiM Show Center można było się przekonać o tym, że RoomMatch potrafi zagrać głośno i pięknie, lecz nie położono nacisku na pokazanie jego najważniejszych właściwości. Szkoda, bo podobno na przeprowadzonej wcześniej w innym miejscu wewnętrznej prezentacji Bose porównano bezpośrednio dobrany pod konkretne pomieszczenie wariant systemu Room Match ze zwykłą liniówką innego producenta, w rezultacie czego ilość dźwięku wracającego na scenę różniła się nawet o kilkanaście dB na korzyść Bose. Nie trzeba chyba dodawać, jakie to ma znaczenie w przypadku produkcji teatralnych realizowanych w oparciu o mikroporty. Poza tym jednym minusem prezentacja została przygotowana rzetelnie, zaś będący jej przedmiotem produkt jest jak najbardziej godnym polecenia.



Przemysław Waszkiewicz

PRODUCENT: Bose - www.pro.bose.com

DYSTRYBUTOR: Bose Polska - www.bose.pl

CAŁY TEKST TEGO ARTYKUŁU
można przeczytać w Magazynie
Muzyka i Technologia
10/ 2011
ZAMÓW

CZYTAJ TAKŻE:

NAJNOWSZE INSTALACJE

ARCHIWUM

NADCHODZĄCE WYDARZENIA


TESTY


Bose L1 Comapact

Bose L1 Model II



PRENUMERATA PAPIEROWA


Ekskluzywne wydanie papierowe!
ZAMÓW
OSZCZĘDNOŚĆ I WYGODA

PRENUMERATA ELEKTRONICZNA


Przeczytaj jako pierwszy!
Ściągnij na tablet i smartfon
ZAMÓW (iOS)
ZAMÓW (Android)